Sprowadzenie do polskiej ligi piłkarza z taką przeszłością jak Smolarek było największym hitem letniego okienka transferowego. Zawodnik z rekordowymi zarobkami miał być w polskiej lidze gwiazdą. Sam wrócił po to, aby znów regularnie grać i znaleźć się w kręgu zainteresowań selekcjonera reprezentacji Polski, co szybko mu się udało. - Oczekiwania od samego początku były duże. Zarówno w drużynie narodowej, jak i w Polonii. Nie było łatwo skoncentrować się tylko i wyłącznie na grze - mówi w wywiadzie Smolarek.
Do tej pory były piłkarz Borussii zdobył zaledwie trzy bramki. Choć z jego dyspozycji zadowolony nie jest Józef Wojciechowski, sam Smolarek nie chce, aby rozliczać go jedynie z goli.
- Nikt nie zauważa, że biorę udział w akcjach, po których padają gole. W Borussii czasami w pięciu kolejnych meczach nie zdobywałem bramek, a nadal miałem dobrą opinię. Tu jest inaczej, ale staram się to zrozumieć. W Polsce ludzie pamiętają mnie przede wszystkim z bramek zdobywanych dla reprezentacji i tego oczekują. jesienią jeszcze nie mogłem tak grać, bo nie byłem dobrze przygotowany do sezonu. przyjechałem tu tydzień przed ligą i z marszu musiałem wejść do drużyny.
Zdaniem Smolarka marny dorobek strzelecki, to również wynik tego, że nie zawsze dane mu było grać przez pełne 90 minut, a także z braku podań od partnerów z drużyny.
- Czasami schodziłem za wcześnie. Gola można zdobyć nawet w ostatniej minucie, a często nie miałem na to szansy. Poza tym, żeby strzelić muszę dostać dobre podanie. Ja jestem Smolarek, ale nie oznacza to, że wezmę piłkę od bramkarza, minę wszystkich rywali i trafię do siatki. Czasami byłem na dobrej pozycji, ale koledzy mi nie dograli. Może mnie jeszcze nie znali. Takie życie. A z przekonaniem, że zrobiłem wszystko co mogłem, schodziłem naprawdę wiele razy - uważa zawodnik.