TENISISTA ROKU 1. Roger Federer. Szwajcar zaczął rok od bolesnej porażki z Rafaelem Nadalem w finale Australian Open. Dla Hiszpana był to pierwszy triumf w Szlemie na twardej nawierzchni i - przynajmniej tak się wtedy wydawało - początek końca Federera, który nie radził sobie z Nadalem już nawet tam, gdzie dotąd zawsze dominował (zaczęło się w 2008 r. od Wimbledonu). Federer popłakał się podczas wręczania nagród. Jedni nazywali go wtedy „beksą”, inni wskazywali, że mistrz pokazał ludzkie oblicze. Wiosną Federer dostał niespodziewany prezent w postaci słabszej formy Nadala i zrobił to, co zrobić należało, czyli wygrał po raz pierwszy Rolanda Garrosa, odebrał Hiszpanowi tytuł na Wimbledonie i powrócił na prowadzenie rankingu ATP. Z 15 tytułami wielkoszlemowymi wyprzedził Pete'a Samprasa na liście najbardziej utytułowanych tenisistów. Dołączył też do elitarnego grona zwycięzców każdego z czterech Szlemów (ostatnim przed nim był Agassi). Jedynym zgrzytem była porażka w finale
US Open z Juanem Martinem del Potro. Tamtą przegraną i ogólną niechlujność na korcie w tym sezonie można jednak Federerowi wybaczyć, bo w sierpniu został tatą i musiał zmieniać pieluchy.
2. Juan Martin del Potro. 20 lat, 198 cm wzrostu, forhend i bekhend jak wielkokalibrowe armaty, a do tego półfinał Rolanda Garrosa, finał Masters w Londynie i sensacyjne zwycięstwo w US Open. Argentyńczyk pokazał Novakovi Djokoviciowi i Andy'emu Murrayowi, co to znaczy być prawdziwym objawieniem roku.
3. Rafael Nadal. Za początek roku. Za genialne styczniowe mecze z Fernando Verdasco i Rogerem Federerem zwieńczone zwycięstwem w Australian Open, a potem wygrane w Monte Carlo, Barcelonie i Rzymie.
4. Robin Soederling. Za tenisową sensację dekady, czyli zatrzymanie Nadala w jednej ósmej finału Rolanda Garrosa. Hiszpan przegrał pierwszy mecz w Paryżu w życiu i nie zdołał poprawić rekordu Bjoerna Borga czterech zwycięstw w turnieju z rzędu. Soederling pod koniec roku zdołał awansować do pierwszej dziesiątki na świecie.
5. Nikołaj Dawidienko. Za niezniszczalne zdrowie i wytrzymałość. Kiedy wszyscy mieli już dość sezonu i ledwo człapali po korcie, Rosjanin w wielkim stylu rozbił w londyńskim Masters Nadala, Federera i del Potro, inkasując 1,6 mln dol.
TENISISTKA ROKU 1. Kim Clijsters. Wróciła do tenisa po dwóch latach przerwy i w trzy tygodnie po powrocie wygrała wielkoszlemowy US Open, bijąc po drodze Serenę i Venus Williams! Wystąpiła tylko w czterech turniejach, ale awansowała na 18. miejsce na świecie. Dla jednych to dowód słabości kobiecego tenisa, dla innych potwierdzenie, że Belgijka jest genialną zawodniczką. Czy Clijsters i Justine Henin będą w stanie w 2010 r. zdetronizować siostry Williams? To dziś pytanie numer jeden w kobiecym tenisie.
2. Serena Williams. Amerykance jakby bardziej w tym roku się chciało. Wygrała Australian Open, Wimbledon oraz kończące sezon Mistrzostwa WTA i - co najważniejsze - wreszcie odebrała Dinarze Safinie niezasłużone prowadzenie w światowym rankingu. W najważniejszym dla siebie ze względów prestiżowych turnieju, czyli w US Open, przegrała w półfinale z Clijsters. Gdyby nie to, byłaby pierwsza.
3. Swietłana Kuzniecowa. Rosjanka okazała się najlepsza w Paryżu, choć mało kto na nią stawiał. W sezonie pełnym niestabilności i wahań formy, była najsolidniejsza w czołówce.
4. Caroline Wozniacki. Największy postęp, najbardziej pracowita. Awansowała przez rok z 12. na 4. miejsce. Z drobnej dziewczynki zmieniła się w muskularną maszynę do wygrywania. Kulminacją sezonu był finał US Open. - Dziękuję za doping także Polakom - mówiła po meczu Dunka polskiego pochodzenia.
5. Wiktoria Azarenka. Awansowała z 15. na 7. miejsce na liście WTA. Wygrała najbardziej prestiżowy po Szlemach turniej w Key Biscayne, pokonując w finale Serenę Williams.
MĘSKI MECZ ROKU 1. Półfinał Australian Open Rafael Nadal - Fernando Verdasco 6:7 (4-7), 6:4, 7:6 (7-2), 6:7(1-7), 6:4
2. Finał Australian Open Rafael Nadal - Roger Federer 7:5, 3:6, 7:6 (7-3), 3:6, 6:2
3. Finał Wimbledonu Roger Federer - Andy Roddick 5:7, 7:6 (8-6), 7:6 (7-5), 3:6, 16:14