Sport.pl

Agnieszka Radwańska: Lubię sobie czasem pożartować

Rozmawiał w Krakowie Jakub Ciastoń
21.12.2009 , aktualizacja: 21.12.2009 10:46
A A A Drukuj
Agnieszka Radwańska Fot. RAY STUBBLEBINE REUTERS Agnieszka Radwańska
- U nas w rodzinie każdy przygotowuje na wigilię jakąś potrawę, tylko ja nic nie robię, bo nie potrafię - mówi Agnieszka Radwańska.
Agnieszka Radwańska jest ciągle w rozjazdach. Lotnisko w Krakowie po powrocie z Nowego Jorku.
Fot.Tomasz Wiech / AG
Agnieszka Radwańska jest ciągle w rozjazdach. Lotnisko w Krakowie po powrocie z Nowego Jorku.
Agnieszka Radwańska i Swietłana Kuzniecowa. Polka renesans formy przeżyła pod koniec sezonu. Doszła m.in. do finału China Open
Fot. DAVID GRAY REUTERS
Agnieszka Radwańska i Swietłana Kuzniecowa. Polka renesans formy przeżyła pod koniec sezonu. Doszła m.in. do finału China Open
Jakub Ciastoń: Pod koniec listopada miała pani zabieg chirurgiczny prawej dłoni, który miał wyleczyć chroniczny stan zapalny ścięgna. Treningi zaczęła pani już po trzech tygodniach. Nie za wcześnie?

Agnieszka Radwańska, najlepsza polska tenisistka: Od zeszłego tygodnia trenuję dwa razy dziennie po półtorej godziny, czyli już normalnie. Ręka bolała mnie tylko na początku, teraz już nie. W przyszłym tygodniu spróbuję grać bez opatrunku, który ma amortyzować uderzenia i odciążyć ścięgno.

Nie obawia się pani, że w styczniu w Australii zagra pani pierwszy mecz na poważnie i coś będzie nie tak? To jednak był dość poważny zabieg.

- Ryzyko istnieje, ale nie mogłam czekać dłużej ze wznowieniem treningów, bo przerwa byłaby za długa. Gdybym leżała do góry brzuchem i czekała miesiącami, aż się zagoi, potem mogłoby się okazać, że nie mogę trzymać rakiety. Ręka musiała się powoli przyzwyczajać do wysiłku. Jestem pod ciągłą kontrolą lekarzy, chodzę na masaże, krioterapię, naświetlania. Mam nadzieję, że będzie dobrze, ale faktycznie trening to nie mecz. W Australii będzie ze 40 stopni w cieniu, nie wiadomo, co się zdarzy.

Pani ojciec mówi, że ważniejszy od urazu fizycznego może być uraz psychiczny. Świadomość, że miało się operowaną rękę, może przeszkadzać.

- Czasem faktycznie boję się szarpnąć. Mam w głowie, że bolało. Nie da się tak hop-siup tego wymazać, ale mam jeszcze prawie miesiąc do rozpoczęcia sezonu. Staram się myśleć pozytywnie. Zabieg miał mi przecież pomóc, by kontuzja już nie wracała. Oby.

Jak sobie radzą siostry Radwańskie na studiach? Jak koledzy i koleżanki reagują na znane tenisistki?

- Różnie. Jedni robią wielkie oczy i szturchają w bok kolegów, inni nie zwracają uwagi, jeszcze inni proszą o autograf. Trzymamy się z Ulą blisko z naszymi znajomymi z liceum i gimnazjum. Na uczelni byłyśmy dotąd raptem trzy razy. Studiujemy zaocznie turystykę na AWF-ie. W weekend musimy zaliczyć: angielski, niemiecki i biologię. Jest więc trochę nauki, ale nie narzekamy. Żałujemy nawet, że na święta jest przerwa na uczelni, bo to dla nas jedyny czas, kiedy jesteśmy w Polsce i mogłybyśmy więcej pochodzić. W czasie sezonu będziemy mieć indywidualny tok studiów.

Czy poza treningami, rehabilitacją i studiami ma pani jeszcze czas dla siebie?

- Jest ciężko, bo jeszcze przyjeżdża do mnie pielgrzymka dziennikarzy! (karcące spojrzenie) Wolne mam tylko wieczory, chodzimy do kina, na miasto ze znajomymi. Na zakupy, inne rzeczy w ciągu dnia, mamy zazwyczaj godzinkę, nie więcej. Kiedyś wolnym dniem była niedziela, ale teraz studiujemy. Życie w ciągłym biegu jakoś nie przeszkadza. Odpocznę sobie w grobie, tak zawsze mówię.

Wybiega pani myślami w bardziej odległą przyszłość. Co mogłaby pani robić po zakończeniu kariery? Wyobraża pani sobie siebie np. w roli trenerki innej zawodniczki?

- Mam 20 lat i zakładam, że jeszcze siedem-osiem lat będę zawodowo grała w tenisa. Jako wiek "emerytalny" wyznaczam sobie trzydziestkę. Wtedy się zastanowię, teraz nie zawracam sobie tym głowy.

Patrząc wstecz na sezon, jaki moment był dla pani najlepszy, a jaki najgorszy?

- Najgorsza była kontuzja. Dużo gorsza niż porażki w I rundzie Australian Open czy inne przykre wpadki. Kontuzja sprawia, że nie możesz dać z siebie wszystkiego. Byłam wtedy strasznie rozczarowana, ale nie mogłam nic zrobić. Najcenniejsze było to, że utrzymałam się w czołówce, drugi rok z rzędu jestem dziesiąta na świecie.

Finał wielkiego turnieju w Pekinie i świetny mecz z Dementiewą to nie było coś szczególnego?

- Z Dementiewą grałam chyba pięć razy i zagram jeszcze wiele razy. Nie pamiętam poszczególnych porażek czy zwycięstw. Pamiętam całość. Ten sezon nie był taki zły. Zadowolona jestem zwłaszcza z końcówki. Z tego, że po raz drugi pojechałam jako rezerwowa na Masters i wygrałam tam mecz.

Dużo jest jeszcze znaków zapytania w kalendarzu startów na 2010 r.?

- Będzie bardzo podobny, bo znów jestem w dziesiątce i muszę grać tam, gdzie każe WTA, czyli we wszystkich największych turniejach. Mogę zagrać tylko w dwóch mniejszych [z pulą nagród 220 tys. dol.], ale nie wybrałam ich jeszcze. Na pewno zagram mniej przed US Open. Nie będzie już maratonów, które mogą wywołać kontuzje, tak jak w tym roku. Pięć turniejów z rzędu to był błąd i już go nie popełnimy. Sezon zacznę 11 stycznia w Sydney. Do Australii lecę tydzień wcześniej.

Cały czas będzie pani przeciwniczką nowych przepisów WTA?

- Nikt nie ma prawa narzucać zawodniczkom, gdzie mają grać. Powinna być swoboda. Jeśli ktoś chce grać tylko małe turnieje, jego sprawa. Obecny system sprawia, że od pierwszej rundy spotykają się zawodniczki z czołówki. Jest znacznie trudniej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Newsletter

  • Najnowsze informacje sportowe - wprost na Twoja skrzynkę!

Przykładowy newsletter