Sport.pl

WTA Doha. "Wygrane dla Kariny" czyli Radwańska zagra z jedną z nielicznych tenisowych mam

Tadeusz Kądziela
22.02.2016 , aktualizacja: 23.02.2016 08:21
A A A
Półfinał Australian Open 2016. Agnieszka Radwańska vs. Serena Williams

Półfinał Australian Open 2016. Agnieszka Radwańska vs. Serena Williams (ANDREW BROWNBILL/AP)

Agnieszka Radwańska zagra we wtorek z Kateriną Bondarenko po raz czwarty w karierze, ale po raz pierwszy od sześciu lat. Ukrainka wróciła na korty po długiej przerwie i próbuje gonić światową czołówkę. Relacja z meczu Agnieszki Radwańskiej we wtorek o 12 na żywo w Sport.pl.
Bondarenko w 2008 roku ze starszą siostrą Aloną wygrała debla podczas Australian Open oraz jedyny w karierze singlowy turniej WTA, w Birmingham. Rok później doszła do ćwierćfinału US Open i w październiku awansowała na najwyższe w karierze 29. miejsce w rankingu WTA.

Kolejne trzy sezony balansowała na między drugą połową pierwszej setki a początkiem drugiej. W 2011 roku karierę zakończyła dwa lata starsza Alona i po odpadnięciu w I r US Open rok później Katerina poszła w ślady siostry.

Sny o tenisie

- Nie planowałam wracać. Odłożyłam rakietę i nie brałam jej do ręki przez półtora roku. Zaszłam w ciąże, urodziłam córkę Karinę, spędzałam czas z nią i mężem. Nagle jednak zaczęłam mieć liczne sny w których znów grałam i tak mi się spodobały, że postanowiłam spróbować - wspomina. - W domu zaczęło mi się nudzić. Emocje po wygranym meczu czy choćby punkcie są niesamowite, tęskniłam za tym.

Nie był to jednak prosty powrót. Musiała zacząć od zera, od samego dołu rankingu. W kwietniu 2014 roku zgłosiła się do kwalifikacji turnieju w Katowicach, ale przegrała już pierwszy mecz, ugrywając tylko cztery gemy.

Przez rok grała głównie turnieje rangi ITF z pulą nagród 25 i 50 tys dolarów. - Często przechodziłam w nich kwalifikacje, ale przegrywałam w I rundzie. Zadawałam sobie pytanie: 'Po co właściwie wróciłam?'. Rywalki są coraz silniejsze, z oku na rok grają mocniej i szybciej. Jeśli nie trenujesz cały dzień to nie jesteś w stanie zagrać dobrego meczu - mówi.

18 miesięcy do setki

Nie poddała się jednak. Na koniec 2004 r. była już na początku trzeciej setki. Mogła zacząć zgłaszać się do eliminacji większych turniejów, ale tam czekały jeszcze silniejsze rywalki. Choć Bondarenko grała wcześniej w 25 turniejach wielkoszlemowych, to w 2015 roku nie przeszła eliminacji Australian Open, Rolanda Garrosa ani Wimbledonu. Udało jej się dopiero w US Open, gdzie wygrała cztery kolejne mecze odpadając w II rundzie z rozstawioną z dwójką Simoną Halep. Dało jej to awans o 20 pozycji i symboliczny powrót do pierwszej setki WTA, od razu na 85. miejsce. Od powrotu na kort minęło 18 miesięcy.

- To niesamowite, znów mieć tak dobre wyniki - mówiła podczas tegorocznego Australian Open, w którym doszła do III rundy. Ten etap kariery różni się jednak od pierwszego. - Wcześniej koncentrowałam się na sobie, myślałam tylko o swoich meczach. Teraz jest inaczej, lepiej. Mąż i córka są ze mną cały czas, na każdym turnieju. Wciąż trenuję, ale muszę się też zajmować nimi. Często zabieramy jeszcze kogoś z rodziny, żeby mąż mógł chodzić ze mną na mecze i treningi - opowiada.

Tenisowych mam jest więcej

Bondarenko nie widzi nic złego w ciągłym życiu na walizkach z trzylatką. - Karina lubi podróżować. Kiedy jesteśmy w Ameryce mówi 'Teraz chcę lecieć do Australii!'. Póki jest z rodzicami, nic jej nie przeszkadza

Do niektórych turniejów Bondarenko wciąż musi sie przebijać przez eliminacje. Tak było też w Dausze. Po drodze pokonała dwie inne tenisowe mamy, Hiszpankę Marię Jose Martinez Sanchez (WTA 680) i Rosjankę Jewgienię Rodinę (WTA 101).

Największe sukcesy jako mama na korcie odnosiła Kim Clijsters. Belgijka po urodzeniu córki Jady wygrała trzy turnieje wielkoszlemowe, ale zakończyła już karierę. Z aktywnych tenisistek dzieci wychowują także Niemka Tatjana Maria, Klaudia Jans-Ignacik i Australijka Casey Dellacqua. W przypadku tej ostatniej nie wiązało się to jednak z przerwą w występach, gdyż syna urodziła jej partnerka Amanda.

Rachunki sprzed lat

W pierwszej rundzie Bondarenko pokonała Niemkę Annikę Beck (WTA 39) i w II zagra z Radwańską. Obie zawodniczki dobrze się znają, choć nie grały od lat.

Radwańska w 39 Szlemach tylko trzy razy odpadła w I rundzie. W 2007 i 2015 w Rolandzie Garrosie oraz właśnie z Bondarenko w 2009 r w Australian Open. Później tego samego roku zrewanżowała jej się w maju Paryżu i sierpniu w Toronto.

Teraz faworytką będzie Polka, ale Bondarenko i tak swoje już w Dausze wygrała. W kolejnym notowaniu rankingu powinna przesunąć się około dziesięć miejsce do góry, ale chyba nie ranking jest dla niej teraz najważniejszy. - Każde zwycięstwo po powrocie na kort dedykuję Karinie - mówi.



Wozniacki, Vonn i Rousey mają na sobie tylko farbki! [SPORTS ILLUSTRATED]




  • 1
Komentarze (11)
Zaloguj się
  • Paweł Albert

    Oceniono 21 razy 7

    To nie przypadek że Kerber ( tytuł AO, pierwsza 10 rankingu WTA), Wozniacki ( 2 finały WS, liderowanie w rankingu), Lisicki ( finał Wimbledonu) osiągają w swoich krajach sukcesy, a w Polsce od bardzo dawna z wyjątkiem AR nikt znaczących sukcesów osiągnąć nie może, bo Niemki i Dunka osiągają sukcesy nie dlatego że mają tzw. polskie pochodzenie ( a tak schlebiają sobie polskojęzyczne żebraczki w rodzaju Fibaka), tylko właśnie dlatego że poza pochodzeniem niewiele mają z Polską wspólnego. Natomiast AR trafiła się polskiemu tenisowy jak ślepej kurze ziarno, zupełnie przypadkowo, to taki samorodek grający własną odmianę tenisa, dlatego w Polsce nie rozumiano skąd się biorą jej sukcesy, na czym polega jej fenomen, o co tu chodzi, dlaczego to akurat ona osiąga sukcesy, choć zdaniem wielu polskich ekspertów i komentatorów - nie mówiąc już o zwykłych kibicach - właśnie ona ich osiągać nie powinna, już prędzej jej siostra czy inne polskie tenisistki, dlatego nie potrafili jej osiągnięć ani odpowiednio oszacować, ani doszacować, bardzo długo panowało niedowierzanie i ciągłe ponawiane żądania ich potwierdzania, nagminnie pisano o szczęściu i że jest zawsze za wysoko w rankingach, miano wielkie pretensje do losu i rzekomo wadliwych rankingów, no bo przecież tzw. eksperci i komentatorzy nie mogli się mylić, nie mogli wyjść na laików i dlatego bardzo długo w komentarzach do jej meczów znacznie przeważało marudzenie i psioczenie, dobre rady i połajanki, a na licznych polskojęzycznych forach ma dalej wielu nieprzejednanych i zajadłych przeciwników. Szkoda tylko że ten tenisowy samorodek nie dostał się w odpowiednie ręce, wtedy błyszczałby jeszcze większym światłem.

  • boliver

    Oceniono 3 razy 3

    Martin Luther King tez mail sny

  • Paweł Albert

    Oceniono 9 razy 1

    "Polska to jedyny kraj, który wyróżniając się tenisistką w czołowej 10 rankingu WTA nie ma żadnej innej należącej do szerokiej czołówki. Ba, poza AR za chwilę możemy nie mieć żadnej zawodniczki, która będzie w pierwszej setce.(...) Żaden inny kraj, który ma co najmniej jedną zawodniczkę w czołowej dziesiątce nie musi "szukać' kolejnej reprezentantki tak nisko w rankingu. To, że nie ma nikogo za AR jedynie udowadnia, że nie ma systemu, który wychowałby następców - przyznaje trener KT Legia i ekspert Lech Sidor. W setce jest 12 tenisistek z Ameryki, jest 10 tenisistek z Niemiec. Jest również siedem Rosjanek i sześć Czeszek, które tak samo jak Hiszpanki mają aż po dwie zawodniczki w czołowej dziesiątce. W tych krajach wsparcie dla młodych tenisistek ze strony państwa jest zdecydowanie większe niż w Polsce. Obserwowałem, jak funkcjonuje szkolenie w Hiszpanii, USA, Kanadzie czy Niemczech. To są potęgi młodzieżowego tenisa. Przy nich niestety działamy jeszcze w dużej mierze po omacku.". - polskojęzyczny Eurosport

    To dlatego polskojęzyczne żebraczki fibak, gębicz, sikora etc. etc. tak ochoczo i entuzjastycznie z wielka pompą kibicują obcym sportowcom, bo u siebie niewiele potrafią i mają ciągły deficyt swojego, więc sięgają po cudze pod pretekstem plemiennych korzonków i tzw. polskiej krwi, na które pracują obce kraje i które są ich wyłączną własnością, podszywają się pod obce sukcesy, ale tylko we własnym żebraczym mniemaniu, bo dla całego świata i tak zawsze będą należeć tylko do tych krajów pod których nazwą są zdobywane. Świat patrzy tylko na to pod jaką nazwą kraju sportowiec dobrowolnie występuje, szanuje własną i cudzą własność a roszczeniowe lamenty i biadolenia polskojęzycznych żebraczków nikogo na świecie nie obchodzą, mogą co najwyżej od biedy wzbudzić dla nich litość, czy politowanie.

    Polska ma tylko jedną tenisistkę w ścisłej czołówce, a pozostałe są daleko za nią, ale i tak jest to dużo lepiej niż wcześniej bywało, a mimo to polskojęzyczne żebraczki roją sobie sny o potędze, roją sobie że wystarczyłoby ukraść obcym krajom ich własność, na którą tamte kraje od początku przez lata pracowały, którą tamte kraje ukształtowały jako ludzi i sportowców, a Polska od razu z kopciuszka, z brzydkiego kaczątka przeobraziłaby się w piękną królewnę damskiego tenisa i znaleźli sobie nawet kozła ofiarnego w PZT winnego całemu złu. Biedacy zapominają, albo nie uwzględniają w swoich małych rachubach, że gdyby obce tenisistki tzw. polskiego pochodzenia wyrastały w Polsce, w Polsce się ukształtowały jako ludzie i sportowcy, to nigdy znaczących sukcesów by nie osiągnęły i nic, albo bardzo niewiele by się w polskim damskim tenisie na lepsze zmieniło, żadnej potęgi by nie było. Ani Niemki Kerber i Lisicki, ani Dunka Wozniacki w Polsce w naszych realiach przy naszym szkoleniu, a zwłaszcza naszym podejściu do sportu - przy naszym wyposzczeniu i wielkim apetycie na sukcesy - w którym sportowiec ciągle ugina się pod pręgierzem wielkich oczekiwań i jest ciągle mocno chłostany po każdej porażce nigdy nie osiągnęłyby znaczących sukcesów, a AR osiąga powtarzalne sukcesy w Polsce tylko dlatego że gra nietypowy, wyjątkowy - zwłaszcza na obecne czasy - tenis, za co jest zresztą stale u nas krytykowana i jest jedynym wyjątkiem od reguły, co nie znaczy że w innych krajach z większymi tradycjami tenisowymi i lepiej zarządzanych nie osiągałaby jeszcze więcej. A gdyby tak np. Domachowska była Niemką albo Dunką od uradzenia, tam ukształtowaną i wyszkoloną, grającą dla tamtych kibiców to by osiągała nie mniejsze jeśli nie większe sukcesy od Dunki czy Niemek.

  • Paweł Albert

    Oceniono 7 razy -1

    "Celt: Trzeba myśleć jak Kerber! Agnieszka na grę do 35. roku życia się nie pisze." - przegląd sportowy wywiad przeprowadzony przez przydupasa Niemców gebicza.

    Cały wywiad był tak spreparowany. że połowa pytań dotyczyła Niemki Kerber, i to wymusiło porządane dla pytające odpowiedzi, było to z góry przez przydupasa Niemców gębicza ukartowane.

    AR od dawna walczy o zwycięstwo w wielkim szlemie, to jej cel od wielu lat , o tym wiele razy mówiła, i zwycięstwa innych tenisistek jak choćby Bartoli ( AR nigdy z nią nie przegrała żadnego meczu, ba przegrała tylko jeden i to pierwszy set, bilans 7-0), Schavione (bilans 6-4 dla AR), Pennetta (bilans 5-4 dla AR), czy teraz Kerber (bilans 6-5 dla AR), ani ja nie przybliża ani nie oddala od tego celu. Nie ma z nim nic wspólnego.

  • Paweł Albert

    Oceniono 7 razy -1

    Niemka Kerber mówiła w rozmowie z TVP. Sport że "gra przede wszystkim dla siebie, i że to dla niej rzekomo nie takie ważne dla kogo gra", skąd my to znamy? przecież identycznie przed polskimi natrętami wykręcała się Dunka Wozniacki, ale obie doskonale wiedzą , bo muszą wiedzieć że to nieprawda, że to ściema dla naiwnych, zwykły wykręt, bo 1) gdyby Niemka grała dla siebie to poza rodziną niewielu by interesowała jej gra, o sławie i pieniądzach mogłaby zapomnieć i dobrze o tym wie, 2) twarde dowody?, w Niemczech dla których gra mówi zupełnie co innego, w Niemczech nie powie że gra "przede wszystkim dla siebie i że to nie takie ważne dla niej dla kogo gra" (bo doskonale wie jakie to ważne jest dla kibiców w każdym kraju, no oczywiście poza żebrakami, dla żebraków nic nie jest ważne, poza tym co uda im się wyżebrać), a ciekawe dlaczego, jak myślicie, przy okazji możecie sprawdzić swoje IQ, w Niemczech mówi zupełnie odwrotnie że to dla niej bardzo ważne grać dla Niemiec i być Niemką np. "- Ten powrót jest dla mnie czymś szczególnym. Spełniło się moje wielkie marzenie o triumfie w Wielkim Szlemie. Cieszę się, że niemiecki tenis ponownie zaistniał w świecie - tak mówiła po powrocie z AO do Niemiec" czy "My Niemcy, musimy trzymać się razem - tak mówiła przed finałem z Sereną", po wygraniu szlema nosiła niemiecką flagę, chce zostać chorążyną niemieckiej olimpijskiej reprezentacji itd. itp. , a dlaczego w Niemczech mówi i robi zupełnie co innego?, proste, przy okazji zbadajcie swoje IQ, bo Niemcom ściemniać nie musi , dlaczego?, bo dla Niemiec gra, a wiadomo że polskie żebraczki w ogóle nie myślą, w ogóle nie mają IQ, i uwierzą w każde nawet najbardziej bezsensowne słowa, każdą nawet najgłupszą ściemę łykną, każdą nawet najgłupszą bzdurę wezmą za dobrą monetę, dlaczego?. bo chcą, bo potrzebują ogrzać się w blasku nawet obcego sukcesu, bo w innych krajach dużo łatwiej o sukcesy, bo nie stać ich na własne.

    Niemka mówiła też coś o 4 letniej karencji gdyby chciała zmienić barwy, ale ta karencja dotyczyłaby rozgrywek Pucharu Federacji i IO, a tam gra się przede wszystkim dla krajów, a ona przecież jak ściemniała w TVP. Sport "gra przede wszystkim dla siebie i to dla niej rzekomo nie takie ważne dla kogo gra", więc nie powinno to stanowić ani teraz, ani wcześniej dla niej wielkiego problemu, gdyby tylko chciała, ale tak naprawdę Niemka nigdy nie chciała nic zmieniać, zawsze chciała grać dla Niemiec - zresztą doskonale wie że w Polsce jest dużo trudniej o sukcesy zwłaszcza w tenisie - i to jest tylko kolejny wygodny wykręt przed polskimi natrętami.

  • wichura

    Oceniono 4 razy -4

    Artykuł o Bondarenko, a na zdjęciach i tak tylko ten nasz pasztet...

  • dodatkowo_zwracam

    Oceniono 4 razy -4

    kto to ogląda

  • Paweł Albert

    Oceniono 6 razy -4

    "Serena Williams walczyła o 22. wielkoszlemowy tytuł, co pozwoliłoby jej wyrównać rekord Steffi Graf w liczbie największych triumfów w Erze Otwartej. Andżelika Kerber przed meczem obiecywała, że będzie chciała za wszelką cenę obronić rekord słynnej rodaczki. - My, Niemcy musimy trzymać się razem - mówiła urodzona w Bremie 28-latka"

    Niemcy trzymają się razem, a polskojęzyczne żebraczki fibak gebicz sikora etc. etc. wchodzą im z całą wielką pompą w tzw. cztery litery, takie są teraz dobre układy i stosunki towarzyskie między Panami Niemcami, a polską karną ( kto mógł i miał rozum to już widocznie dawno z niej wyjechał ) kolonią niemiecką.

    Piszę prawdę, to mnie w polskojęzycznej karnej niemieckiej kolonii nienawidzą, a gdybym kłamał, to by mnie kochali. Bajki są piękne, a prawda brzydka, dlatego polskojęzyczne żebraczki wolą słuchać własnych bajeczek. Polskojęzyczne żebraczki wszystko widzą od swojej żebraczej strony, widzą i słyszą tylko to co chcą widzieć i słyszeć, co schlebia ich żebraczej próżności. Bardzo mi przykro polskojęzyczne żebraczki, ale nie potrafię cieszyć się z sukcesu niemieckiego - całkowicie niemieckiego, bo pod całkowicie niemiecką banderą - bo nie jestem Niemcem, ale gdybym był to bym się cieszył nie mniej od was polskojęzycznych żebraczków, ale miałbym z czego a nie jak głupi polaczek do niemieckiego sera. Ale mogę Niemce i Niemcom pogratulować sukcesu, bo jest czego. Niemcy się cieszą, bo zdobyli kolejnego szlema, ale to polskojęzyczne zebraczki fibak gębicz sikora etc. etc. merdają za nich ogonkami. Bardzo mi przykro, ale mnie kibica można kupić tylko reprezentowaniem mojego kraju i niczym więcej. Nigdy innej ceny nie było i nigdy nie będzie. Nie ma promocji, zniżek, przecen, wyprzedaży, czy taryfy ulgowej, to nie hipermarket. Chcesz być Niemcem reprezentujesz Niemcy, chcesz być Szwedem reprezentujesz Szwecję, chcesz być Polakiem reprezentujesz Polskę itd. itp. proste i logiczne. Nie ma też czegoś takiego w sporcie jak podwójna tożsamość, bo w sporcie można reprezentować tylko jeden kraj, tylko jednemu można służyć, jednego historię sportu pisać, niestety w sporcie trzeba wybierać i trzeba szanować wybory sportowców i nie tykać cudzej własności, a reszta to co najwyżej sprawy prywatne i tylko prywatnie można się nad nimi pochylić, a mnie jako kibica nic a nic nie interesują. Dla mnie jako kibica Kerber jest taką samą Niemką jak każda inna Niemka, ani lepszą, ani gorszą, bez żadnej różnicy, bo reprezentuje tylko Niemców. Na pewno w Niemczech nie dzieje jej się krzywda, ma pewnie lepiej niż polscy tenisiści w Polsce i wszelkie biadolenia i lamenty są nie na miejscu i tylko narodowymi kompleksami z niedostatku własnych sukcesów dadzą się wytłumaczyć. Mogę oczywiście Niemce kibicować, gdyby akurat spodobała mi się jej gra, ale tylko jako 100% niemieckiej Niemce, zgodnie z faktami, bo tylko i wyłącznie Niemców reprezentuje.

  • Paweł Albert

    Oceniono 6 razy -4

    Co nas od teraz obchodzą jacyś śmieszni polscy tenisiści, to frajerzy którzy nie wiedzą co dla nich dobre i jak należy się zachować i debile zostali u nas, mówmy szczerze zupełni kretyni, bezmózgowcy, przecież w polskojęzycznej karnej ( wszyscy którzy mogli i mieli rozum już dawno z niej wyjechali ) kolonii niemieckiej nigdy nic nie osiągną, od teraz nas reprezentuje kto? nasza Niemka Kerber, teraz tylko nią warto się zajmować, o niej pisać w polskojęzycznej żebraczej prasie, o niej mówić w polskojęzycznych żebraczych mass mediach, właśnie naszym Panom Niemcom wygrała co? szlema!!!, a my fibak gębicz sikora etc. etc. jesteśmy kibolami czego? sukcesu, to nic że obcego, to nawet lepiej, bo u nas nie ma na to żadnych szans, to jest teraz cicho sza nasza tajna niesprzedajna reprezentantka GER made in Germany pod naszą nową flagą czyją? Niemiecką, a o polskich frajerach trzeba jak najszybciej zapomnieć, wymazać ich grubą kreską, kim oni w ogóle są i dla kogo grają, to nieudacznicy, frajerzy, oni przynoszą nam tylko wstyd, hańbę, nam czyli komu? rzeszom dumnych inaczej polskojęzycznych żebraczków i złodziejaszków; nigdy polskie sportowe ofermy szlema nam nie wygrają, na pewno nie u nas, nie w naszej polskojęzycznej karnej kolonii niemieckiej, należy ich co szybciej pierwszą pocztą przesyłką ekspresową wysłać gdzie ? do Niemiec, dopiero tam zrobią z nich prawdziwych sportowców i to jaką? pełną niemiecką gębą i z niemieckimi szlemami, a my co? dopiero wtedy będziemy entuzjastycznie z wielką pompą fetować niemieckie sukcesy, dużo lepsze od naszych, bo nasze jakie? no jakie? nasze zagraniczne!!!

    Polscy reprezentanci to w polskim kraju murzyni, wiecie rozumiecie murzyn zrobił swoje murzyn może odejść, a polskojęzyczne żebraczki kibole obcego sukcesu fibak gębicz sikora etc. etc. wolą obcych, im podcierają pupki, zmieniają pieluszki, kadzą kadzidełkami, bo się zorientowali że w innych krajach dużo łatwiej o sukcesy, a im to zupełnie bez różnicy kogo sportowcy reprezentują, jakie kraje na ich sukcesy pracują, i do kogo one należą, to dla żebraków żadna różnica, bo żebracy i tak karmią się tylko resztkami odpadkami spod obcych pańskich stołów i tylko z nich są bardzo dumni: to przecież sławne już na całym świecie polskojęzyczne dziady.

    Magda Linette i inne polskie tenisistki jak zmienią barwy na niemieckie to wtedy się nimi zainteresują, teraz grają zupełnie dla nikogo i nie da się nimi przed światem pochwalić, a Niemce szybko nauczą je wygrywać, zdyscyplinują, i jeszcze wyjdą na ludzi, i może Niemcom wygrają szlema i wtedy nagle okaże się że są dużo lepsze , pracowitsze i ambitniejsze niż ktokolwiek u nas mógłby się spodziewać - wyjdzie z nich tzw. polska krew - a i sama kanclerz Rzeszy będzie im gratulować sukcesów, no i wtedy polskojęzyczne żebraczki kibole obcego sukcesu fibak gębicz sikora etc. etc. będą przed nimi merdać ogonkami z wielkiej uciechy, bo będą się mogli wreszcie pochwalić przed całym światem niemieckim sukcesem, a i polskojęzyczne żebracze mass media będą pokazywać ich korzonki z każdej możliwej i niemożliwej strony, więc bądzmy szczerzy u nas się tylko marnują i nikt ich nigdy nie doceni, a my nie mamy z nich żadnego pożytku. Tak więc kochajmy obcych bardziej niż swoich i siebie samych, bo może nam ich kiedyś zabraknąć i co wtedy? zginiemy ugotowani we własnej cienkiej zupie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX