Sport.pl

WTA Miami. Trener Radwańskiej dla Sport.pl: Zapomnijcie o poprzednich meczach z Szarapową

- To, co było nie ma znaczenia. W kobiecym tenisie każde spotkanie to inna historia. Rosjanka gra mocno, ale Agnieszka też coraz lepiej operuje mocną piłką. Jeśli zagra blisko linii, odważnie, otworzy się szansa na zwycięstwo - mówi Sport.pl Tomasz Wiktorowski, trener Agnieszki Radwańskiej, który jest z Polką w Miami.
2 : 0
Informacje
WTA Miami - Finał singla
Sobota 31.03.2012 godzina 18:30
Wyniki szczegółowe
1 S
2 S
Wynik
A.Radwańska
7
6
2
M.Szarapowa
5
4
0
Radwańska (WTA 4) awansowała do finału prestiżowego turnieju na Florydzie nazywanego "piątą lewą Wielkiego Szlema" z pulą nagród 4,8 mln dol. W sobotę o 18.30 polskiego czasu zmierzy się w nim z Rosjanką Marią Szarapową, drugą rakietą świata, trzykrotną zwyciężczynią turniejów wielkoszlemowych. W półfinale Polka pokonała w nocy z czwartku na piątek 6:4, 6:2 Francuzkę Marion Bartoli (WTA 7), która dzień wcześniej wyeliminowała liderkę rankingu WTA Wiktorię Azarenkę.

Jakub Ciastoń: Agnieszka ma patent na Bartoli, pokonała ją po raz siódmy z rzędu.

Tomasz Wiktorowski: - Ale Bartoli zagrała bardzo dobry mecz. Szczególnie w I secie zawiesiła bardzo wysoko poprzeczkę. Dużo długich wymian, grała niezwykle szybką piłką. Kluczem do zwycięstwa było zmuszenie jej do biegania i wygranie wszystkich niestandardowych akcji [np. pod siatką]. "Iśka" dobrze się spisała. Nie dała się zepchnąć, grała agresywnie i bardzo blisko linii.

Bartoli poprosiła o przerwę medyczną, opuściła kort, potem na 20 minut zgasło światło. Nie bał się pan, że to wszystko może wytrącić Agnieszkę z równowagi, że nagle mecz się odwróci?

- "Bałem się" to za mocne słowo. Widziałem takie zagrożenie. Moim zadaniem było pomagać utrzymać Agnieszce koncentrację. I starałem się to robić. Podczas coachingu, powiedziałem kilka słów zachęty, cały czas dawałem pozytywne znaki. Agnieszka świetnie zniosła te wydarzenia, które potencjalnie mogły ją z równowagi wytrącić. Bartoli kulała, ale z drugiej strony, wciąż biegała bez problemu. Była "meganapompowana", zmotywowana, żeby Agnieszkę pokonać. Ale "Iśka" się nie dała.

Szarapowa to w ostatnich latach najbardziej Agnieszce niepasująca rywalka, chyba jeszcze bardziej niż Azarenka. Nie pokonała jej od 2007 r., przegrała sześć kolejnych meczów. Rosjanka jest wysoka, mocno atakuje piłki z góry na dół. Ciężko się przeciwstawić takiej nawałnicy.

- Nie ma to znaczenia. W kobiecym tenisie wszystko się zmienia. Każdy mecz to inna historia. Raz tenisistka gra pewnie, innego dnia pewność uderzeń zupełnie traci. Nic nie jest przesądzone. Agnieszka broni się bardzo dobrze, jest w stanie wytrzymać mocne piłki. Dużo będzie zależało od samej Agnieszki. Jeśli odegra Rosjance stojącą piłkę, w środek kortu, łatwą do ataku, to Szarapowa może zdobyć przewagę. Ale jeśli pokieruje piłki w wymianie tak, że przegoni Szarapową, otworzy sobie kąty, będzie w stanie zagrać przeciw nogom, czy wzdłuż linii i - co bardzo ważne - nisko, wtedy otworzy się szansa na zwycięstwo.

Latem zeszłego roku Agnieszka była 14. na świecie, w marcu 2012 jest już czwarta, gra w finale największego turnieju po czterech Wielkich Szlemach. Spodziewał się pan, że tak szybko usadowi się w absolutnym topie kobiecego tenisa?

- Staram się niczego nie spodziewać, nie analizować. Żyjemy z tygodnia na tydzień, dbamy o treningi, o odnowę biologiczną, o wszystkie drobiazgi, o to, by Agnieszka miała optymalne warunki, i tyle. Nie analizujemy.

Zmiana jest jednak ogromna. Czy to, że Agnieszka gra lepiej to kwestia większej siły, doświadczenia, zmiany w psychice?

- Wszystkiego po trochu. Agnieszka się rozwija, nie stoi w miejscu. Podam prosty przykład. Kiedyś przegrywała na zawołanie z Franceską Schiavone, bo nie umiała sobie poradzić z topspinową piłką, która zatrzymywała się i trzeba było samemu przyłożyć, żeby coś z niej zrobić. Przegrywała, przegrywała, aż w końcu nauczyła się grać z Włoszką. I zaczęła z nią wygrywać. Pamiętam nawet taki set 6:0 w Miami. Agnieszka uczy się i wyciąga wnioski.

Czy to znaczy, że po sześciu z rzędu porażkach z Szarapową, nagle coś zaskoczy i także z nią nauczy się zwyciężać?

- Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Agnieszka nie założy szpilek, żeby być o głowę wyższa, ani nie napompujemy jej mięśni, żeby była cięższa. Granice są. Ale w ich ramach, Agnieszka się rozwija, idzie do przodu. Szanse rosną, bo przybywa argumentów. Agnieszka ma np. ewidentnie lepszy serwis niż kiedyś i umie grać lepiej wymiany mocną piłką, co w meczu z Szarapową będzie miało znaczenie. Dokłada więcej winnerów. Z roku na rok te średnie rosną. W meczu z Bartoli było kilka takich ofensywnych uderzeń z wysokości barku, jakich kiedyś nie oglądaliśmy.

Znów będą docinki między zawodniczkami - Radwańska zagra z Szarapową »


Więcej o: