Sport.pl

Boks. Adamek zbił Maddalone'a, ale banku nie rozbił

Około 100 tys. dol. mógł zarobić Tomasz Adamek, tłukąc na kwaśne jabłko Vinny'ego Maddalone'a. Za walkę z Władymirem Kliczką chciałby dostać kilka milionów. Ale żeby tak się stało, nie może się zbytnio śpieszyć
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

- Jeszcze nigdy nie walczyłem z tak szybkim pięściarzem - mówił po walce w Prudential Center 37-letni Maddalone (33 zwycięstwa, 7 porażek, 24 KO), który padł pod ciosami Polaka w piątej rundzie. Trenerzy poddali go, bojąc się, że dalszy kontakt twarzy Amerykanina z pięściami Adamka (43, 1, 28 KO) może się skończyć tragicznie.

Scenariusz pojedynku był dokładnie taki, jak przewidzieli wszyscy fachowcy - Adamek od początku demonstrował boks o trzy klasy lepszy od rywala. Zadawał więcej czystych ciosów, robił skuteczne uniki, bardzo dobrze się poruszał i świetnie kontratakował. Maddalone nacierał efektownie, ale jego ręce kosiły głównie powietrze.

Statystyki pokazały przygniatającą przewagę Polaka - w ciągu ledwie pięciu rund zadał 384 ciosy, z których 171 doszło do celu. Maddalone uderzał 136 razy, trafił tylko 41 razy. - Tak naprawdę poczułem dwa uderzenia. Vinny to wojownik, nie chciał się poddać, ale ja byłem szybszy. W szybkości jest moja siła - mówił 34-letni Adamek, dla którego było to piąte zwycięstwo w wadze ciężkiej po wygranych z Andrzejem Gołotą, Jasonem Estradą, Chrisem Arreolą i Michaelem Grantem.

Maddalone był rywalem zdecydowanie najłatwiejszym, co zresztą doskonale wyczuli bukmacherzy - przed walką za jednego dolara stawianego na Polaka obiecywali ledwie jednego centa nagrody. Nawet przed walką z Gołotą, gdy większość ekspertów też czuła, że skończy się szybkim nokautem, stawki były nieco wyższe.

- Ta walka ze sportowego punktu widzenia nie miała sensu, była bardziej poważnym sparingiem. Pamiętajmy jednak, że zawodowy boks polega na zarabianiu pieniędzy. Pod tym względem Maddalone był rywalem idealnym, bo przy niewielkim ryzyku pozwolił na jakiś zarobek - mówi Sport.pl Andrzej Wasilewski z KnockOut Promotions, promotor m.in. Krzysztofa Włodarczyka.

Adamek banku jednak nie rozbił, bo po odjęciu kosztów wynajęcia hali w Newark, opłaceniu rywala, promotorów i kosztów produkcji telewizyjnej zostanie mu ok. 100 tys. dol. To dużo jak na tak słabego rywala, ale znacznie mniej niż się spodziewał. Zawiódł jednak najważniejszy czynnik - publiczność. Do hali przyszło tylko ok. 5 tys. kibiców, a żeby zarobić 250-300 tys. dol., musiałby ich być co najmniej dwa razy więcej.

Celem Adamka na przyszły rok jest walka o mistrzostwo świata z Władymirem Kliczką, jego bratem Witalijem lub Davidem Haye'em, na której mógłby zarobić 3-5 mln dol. Paradoksalnie, żeby dostać tak duże pieniądze, Polak nie może się jednak zbytnio śpieszyć.

- Jego pozycja negocjacyjna nie jest jeszcze silna. Kliczkowie mogą mu zaoferować walkę już teraz, ale za góra milion dolarów, na takiej zasadzie jak niedawno Albert Sosnowski bił się z Witalijem Kliczką, a Tomkowi chodzi o to, żeby bić się z Kliczkami jako oficjalny challenger, czyli zmusić ich do walki także na swoich warunkach finansowych - tłumaczy Andrzej Wasilewski. Adamek już teraz jest pierwszy na liście pretendentów federacji WBO, ale jak zaznacza Wasilewski, to niewiele daje, bo akurat ta organizacja od lat nie ma tzw. obowiązkowych obron. Władymir Kliczko nie zostanie więc zmuszony do pojedynku z Adamkiem przez WBO, ale może to się udać w federacji IBF. - Tomek jest tam trzeci na liście i będzie się starał uzyskać miano oficjalnego pretendenta tej organizacji. Wszystko na to wskazuje, nawet to, że mieszka niedaleko, bo siedziba IBF jest w New Jersey. Żeby zostać oficjalnym pretendentem, Tomek musi stoczyć w przyszłym roku walkę eliminacyjną z kimś z czołówki IBF, np. z Eddiem Chambersem, Rusłanem Czagajewem lub Samuelem Peterem. To najbardziej prawdopodobny scenariusz - uważa Wasilewski.

Ziggy Rozalski, czyli główny promotor Adamka, milczy w sprawie konkretnych planów. Powiedział tylko, że prawdopodobnie 9 kwietnia Adamek stoczy walkę w Polsce. Trwają na ten temat rozmowy z Polsatem. Alternatywą jest termin 16 kwietnia w Newark. Wiosną Polak mógłby bić się albo o wyższą pozycję w rankingu IBF, ale może też stoczyć kolejną walkę wyłącznie dla pieniędzy - mocno krytykowany pomysł z pojedynkiem z podstarzałym Royem Jonesem jr. to właśnie ta druga opcja. - To walka czysto komercyjna, zresztą możliwa tylko w Polsce, bo Roy Jones w USA jest skończony. Ostatnio walczył w pustej hali, nikt nie pokazałby tej walki - podkreśla Wasilewski.

Zwolennikiem pojedynku z Jonesem jest Rozalski, ale też prawdopodobnie sam Adamek ("Ja tylko wykonuję polecenia Tomka" - mawia Rozalski). Skąd ten upór? Wtajemniczeni twierdzą, że Adamek i Ziggy nie chcą walczyć o pas mistrza świata przed 11 grudnia przyszłego roku, bo wtedy kończy się kontrakt Adamka z Main Events, firmą, która jest współpromotorem jego walk i zabiera 15-20 proc. zysków. Być może wolą układać się z Kliczkami i HBO bez udziału Main Events.

- Latem 2011 r. chcemy doprowadzić do walki z Władymirem Kliczką. Do tego czasu Tomek będzie już oficjalnym pretendentem - powiedziała Kathy Duva z Main Events, co bardzo uprawdopodobnia oba wcześniejsze scenariusze, czyli że Adamek będzie dążył do walki o tytuł IBF, a Main Events będzie przeciągać z Ziggym Rozalskim linę z terminem tej walki pomiędzy datą graniczną 11 grudnia.

Vinny Maddalone: » Czoło spuchnie mi jak dynia


Więcej o: