Sport.pl

Chris Arreola - gruby rywal Adamka mógłby reklamować fast-foody

Gruby Chris Arreola nie tylko mógłby reklamować fast foody. W ringu potrafi być twardy, szybki i nieustępliwy, czyli taki jak jego szczuplejszy sobotni rywal Tomasz Adamek. - Jejku, Chris, dlaczego wytatuowałeś sobie kupę? - pytali ostatnio Arreolę dziennikarze... Relacja z walki w niedzielę o 7 na żywo na Sport.pl
Walka Arreola - Adamek w niedzielę o świcie czasu polskiego. Relacja na żywo w Sport.pl.

O Arreoli mówią dużo tatuaże. Dużo i chaotycznie.

Na jednym jest jednodolarówka. - Nie oszczędzam dolarów, ja je palę - zawadiacko mówi pięściarz. Na innym widnieje Statua Wolności.

Na trzecim kupa.

- Jejku, Chris, dlaczego wytatuowałeś sobie kupę? - pyta zdezorientowany dziennikarz. - Bo sram - padła odpowiedź. Na czwartym napis: "Dobro umiera wcześnie". Są wielkie litery układające się w wyraz "Nightmare", czyli koszmar. I jest podobizna kolegi, który dwa i pół roku temu zginął od kuli, na rękach Arreoli.

Obaj pięściarze wagi ciężkiej w pewnym momencie popuścili pasa, ale trochę z innych powodów. Adamek po walce z Chadem Dawsonem w 2007 roku nie potrafił już dłużej katować się dietą i wypacać litrów wody z organizmu. Nieludzka walka z kilogramami zakończyła się jego jedyną porażką w ringu.

W trzy lata Polak przybył na wadze ponad 20 kg. Przed pojedynkiem z Andrzejem Gołotą w Łodzi byłem w domu Adamka w Gilowicach. Zdążyłem na trening, który skończył się około 22.30. Na stole w kuchni czekało już podwójne pęto kiełbasy śląskiej na gorąco z musztardą i chlebem, monstrualna porcja kalorii, która musiałaby wystarczyć na co najmniej tydzień przygotowań do pojedynku z Dawsonem.

Co innego Arreola. Ten lubi jeść od zawsze, zwykł nie odmawiać sobie jeszcze jednego donutsa, jeszcze jednego mega double burrito supreme przy browarku lub dwóch. Łatwo wyobrazić sobie, że "Koszmar" - ringowy przydomek wybrany przez Chrisa - mógł wziąć się z przejedzenia. Arreoli zdarzało się już znikać na dzień czy trzy dni z obozu tuż przed pojedynkiem, bo nie wytrzymywał reżimu.

Jego awans do wagi ciężkiej ma z apetytem wiele wspólnego. Chris zaczynał jako amator od półciężkiej, bo wcale nie jest urodzonym pięściarzem najwyższej kategorii - jak zwykł opowiadać jego trener Henry Ramirez.

Właśnie w półciężkiej - podobno po trzech miesiącach treningu - wygrał mistrzostwa USA amatorów w 2001 roku. Wcześniej tytuły w tej kategorii zdobywali między innymi późniejsi mistrzowie wszech wag: Evander Holyfield (1984), Cassius Clay (1959), Joe Louis (1934). Ale daleko im do Arreoli, który w dziewięć lat roztył się z 79 kg do wybujałych 120 kg, wywołując furię u swojego trenera!

Jeśli zdjąć z Arreoli zbędne kilogramy tłuszczu i nie patrzeć na fałdy wylewające się znad gumki bokserskich spodenek, pojawi się zawodnik wcale niedominujący fizycznie nad Adamkiem, o tym samym wzroście (choć statystyka boxrec.com podaje różnicę czterech centymetrów) i zasięgu ramion.

Arreola - jako syn pięściarza - zaczął zabawę z boksem jako ośmiolatek, w wieku 16 miał za sobą podobno 200 walk. Ale dwukrotnie przerywał treningi, bo brakowało mu motywacji. Nawet na zawodowstwo przeszedł z powodu braku motywacji - bo spóźnił się na zapisy do lokalnego turnieju pięściarskiego amatorów. - Wcale nie byłem pewien, czy to jest właśnie moja życiowa droga. Ale gdy zacząłem nokautować jednego gościa po drugim, pomyślałem "Hej, może jednak da się na tym zarobić parę dolców!" - wspominał pięściarz pierwsze lata profesjonalnej kariery.

Miernej dotąd kariery. Kluczowym jej momentem było zwycięstwo przed czasem nad Jameelem McClinem, olbrzymim mężczyzną, który nieopatrznie dał się namówić na powrót na ring. Wrócił z emerytury, otarł się od rentę. Poległ w czwartej rundzie. Arreola pokazał w tej walce to, co jako pięściarz ma najlepszego: nieustępliwość, ciągły napór, świetny lewy podbródkowy, siłę uderzenia.

To wtedy przypomniał sobie o nim Witalij Kliczko, którego Amerykanin był kiedyś sparingpartnerem. Ukrainiec z zimną miną obijał przez prawie 10 rund Arreolę, który utrzymywał się na nogach, ale wcale nie jest pewne, czy miał tego świadomość. Został poddany przez trenera. Dwóch sędziów dało Amerykaninowi zwycięstwo w jednej rundzie, trzeci uznał, że Arreola nie istniał w żadnej.

Od otrzymania honorarium za ten pojedynek Chris jeździ po Riverside nowiusieńkim dodge'em challengerem, kilka minut zajmuje mu podróż z nowo kupionego domu do sali Lincoln Boxing Club, gdzie zawsze może spotkać na ławeczce kilku kumpli. Na czas przygotowań do pojedynku z Adamkiem odciął jednak dopływ piwa. - Ani jednego browarku? - zapytał z niedowierzaniem dziennikarz po konferencji w Ontario. - Ani jednego! Ale to jest łatwe. Znacznie gorzej idzie z odcięciem tego, no... no, tego... po czym miękną mężczyźnie nogi... Człowieku, cztery tygodnie! - powiedział Arreola.

Pojedynek w Citizen Arena w Ontario pokaże Polsat. Transmisja od 3.00 w nocy z soboty na niedzielę

Wszystko o walce Adamek - Arreola »


Więcej o: