Sport.pl

Samotna walka Tomasza Adamka

Tomasz Adamek w sobotę stoczy z Chrisem Arreolą pojedynek o fundamentalnym znaczeniu dla jego kariery. Ale zanosi się na to, że wsparcie będzie miał Polak prawie żadne.
Wszystko o walce Adamek - Arreola znajdziesz tutaj »

Stawka jest wysoka - być może jest nią walka o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Porażka oznaczałaby falę krytyki fachowców, że Adamek nie nadaje się do najważniejszej kategorii w boksie, bo jest po prostu za mały. Kilku z nich już w tej chwili tak twierdzi, wśród nich znany za oceanem komentator HBO Larry Merchant, który nie daje Polakowi szans w pojedynku z Arreolą.

Odbędzie się on w Kalifornii, bardzo daleko od matecznika Polonii - nowojorskiego Newark, gdzie Adamek stoczył cztery z ostatnich pięciu pojedynków. Halę Prudential Center wypełniało za każdym razem kilkanaście tysięcy zagorzałych fanów, którzy intonowali polski hymn, a gdy Adamek wchodził do ringu, śpiewali razem piosenkę Funky Polaka "Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłeś" okryci biało-czerwonymi flagami.

Choć biura podróży organizowały wyprawy na drugi koniec Ameryki, tym razem ziomków na trybunach będzie za mało. W jednym z biur największej agencji - Polamer - powiedziano Sport.pl że zainteresowanie biletami było małe.

Z Polski też dotrze do Kalifornii niewielu kibiców, głównie z powodu odwołanych lotów po erupcji islandzkiego wulkanu. Grupa kilkudziesięciu fanów Adamka nie odleciała do USA we wtorek. Nowe bilety lotnicze kosztują kilkanaście tysięcy złotych, więc raczej zrezygnują.



Ontario, gdzie odbędzie się walka, to rewir Arreoli, który trenuje w Lincoln Boxing Club 30 km stąd i niedaleko ma dom, kupiony za honorarium za starcie z Witalijem Kliczką. W tym niewielkim klubie razem z nim trenują wciąż ci sami ludzie, znajomi i przyjaciele, w tym młody trener - zawsze ten sam - Henry Ramirez.

Adamek po raz pierwszy przygotowywał się do pojedynku w Houston - kilka godzin podróży z podnowojorskiego Kearny, gdzie wybudował sobie dom. Spędził w Teksasie samotnie kilka tygodni w wynajętym apartamencie, od czasu do czasu spotykając się z miejscowymi polonusami.

Polski bokser ćwiczył z Ronnie Shieldsem i Rogerem Bloodworthem, trenerami, których zobaczył pierwszy raz w życiu osiem tygodni temu. Dopiero kilka dni temu pojawiły się wokół niego znajome twarze, przede wszystkim przyjaciel i współpromotor Ziggi Rozalski, który zapewne stanie w narożniku. Być może będzie pomagał w tłumaczeniu rad trenerów w przerwach między rundami, bo Adamek wciąż nie posługuje się swobodnie angielskim. Rozalski - świetny doradca i organizator - ma mnóstwo zalet, właściwie jest jedną wielką chodzącą zaletą, ale nie jako sekundant. W roli tłumacza w narożniku nie sprawdził się w pojedynku z Chadem Dawsonem, gdy przy Adamku po raz pierwszy zabrakło długoletniego trenera Andrzeja Gmitruka.

Którego oczywiście też w Kalifornii nie będzie.

Gdyby nie to, że Adamek jest twardym zawodnikiem, można by mieć poważne obawy o jego psychiczny komfort przed pojedynkiem o fundamentalnym znaczeniu dla jego kariery.

Sobotni pojedynek pokaże Polsat. Program zaczyna się o 3 nad ranem.

Tomasz Adamek: » Mam misje do spełnienia


Więcej o: