Sport.pl

Boks. Cucamonga za mała dla Tomasza Adamka

Tomasz Adamek i Ziggi Rozalski szykują się do akcji - chcą sprawić, aby pojedynek ze 120-kilowym Chrisem Arreolą odbył się 24 kwietnia w pełnym Polonusów Newark, a nie w Rancho Cucamonga.
Cucamonga brzmi atrakcyjnie - epicentrum największego trzęsienia ziemi, jakie grozi ludzkości, jest o krok, w uskoku San Andreas. Tytuły same powstają: "Arreola - Adamek. Trzęsienie ziemi", "Oni tobą wstrząsną" albo "Wstrząśnięty, nie zmieszany".

Arreola woli Cucamongę, bo jego sala treningowa jest oddalona zaledwie o 10 km. Dla Adamka lepsze od Citizens Business Park Arena jest rodzinne (już) Newark. Jego hala oddalona jest od domu może o pięć kilometrów.

Przed sobotnią walką z Jasonem Estradą Kathy Duva, szefowa firmy promotorskiej Main Events, musiała zmienić rozlokowanie miejsc w hali Prudential Center, aby sprostać zapotrzebowaniu. Dołożyła krzeseł, ale i tak nie wystarczyło. Sprzedałoby się nawet 15 tysięcy biletów.

- Jaki sens jest robić walkę tam, skoro tu mamy fanów. Na następną walkę przyszłoby 20 tysięcy - krytykuje Duva. Wcześniej równie rozsądnie naśmiewała się ze stacji telewizyjnych ignorujących Adamka - że pokazują walki, na które nie można sprzedać 2 tysięcy biletów.

- Najpierw ja Tomkowi powiem, co myślę o warunkach pojedynku. Potem on sam podejmie decyzję, a postaram się zrobić wszystko, by zaspokoić jego potrzeby. Arreola i jego promotor rzeczywiście chcą walki w Cucamonga. Ale na czym się skończy, zobaczymy - powiedział promotor Ziggi Rozalski. - Teraz Tomek jest zmęczony, musi wypocząć po ciężkiej walce. Do biznesu wracamy w środę.

Po sobotnim zwycięstwie Adamka stanowisko Amerykanina może się usztywnić. Arreola, jego promotor Dan Goosen i trener Henry Ramirez osobiście widzieli, ile dodatkowych sił może dać Polakowi szaleńczy doping rodaków emigrantów.

Rozalski kontra portale - będzie sprawa w sądzie »


Więcej o: