Sport.pl

Tomasz Adamek - jedyny taki pięściarz

Maciek Baranowski
09.10.2008 , aktualizacja: 10.10.2008 14:50
A A A Drukuj
Bokserski mistrz, którego wychowało pięć kobiet. Teraz inne trzy panie są sensem jego życia. Wojownik, który na każdym kroku podkreśla swoją wiarę w Boga. Tomasz Adamek - bokser jakiego Polska nie miała.
Gala boksu zawodowego w Katowicach, walka o mistrzostwo świata IBO Tomasza Adamka z Luisem Pinedą
Fot. Tomasz Wantula / AG
Gala boksu zawodowego w Katowicach, walka o mistrzostwo świata IBO Tomasza Adamka z Luisem Pinedą
Adamka los nie rozpieszczał nigdy. Kiedy miał dwa lata, w tragicznym wypadku zmarł jego ojciec, Józef. Tomka w Gilowicach wychowywała matka i cztery siostry. I choć dziś mama boksera, pani Anna złego słowa o synu nie powie, to on sam nie kryje, że: - Zdarzało mi się coś popsuć lub komuś przyłożyć.

Temperamentu młodego chłopaka nie utemperowało ani służenie do mszy, ani występu w zespole folklorystycznym "Gornicek". Wuj Adamka wpadł na pomysł, by zapisać go na lekcje boksu. Tak niski i wątły wówczas dzieciak trafił do Górala Żywiec. Mało jednak brakowało, a karierę między linami ringu zamienił na tę na zielonej murawie. A wszystko przez włosy.

W klubie nie podobało się, że Adamek nosił długie włosy i dano mu do zrozumienia: fryzjer albo do widzenia. Krnąbrny chłopak przez pewien okres grał więc w piłkę. Trener Górala Żywiec Stefan Gawron namówił jednak zdolnego ponoć piłkarza do powrotu na ring. Obyło się bez postrzyżyn. W wieku 16 lat Adamek trafił do GKS Jastrzębie, a tam wypatrzył go ówczesny trener kadry narodowej Janusz Gortat. - Miał w sobie to coś, czułem, że coś z niego będzie - wspominał później dwukrotny medalista igrzysk olimpijskich.

Dwa lata później Adamek był już mistrzem Polski, a ukoronowaniem jego kariery na amatorskich ringach był brązowy medal mistrzostw Europy w 1998 roku.

Trafił na oszusta

Wszystko wskazywało na to, że będziemy mieli kandydata do medalu na igrzyskach olimpijskich w Sydney. Tomasz postanowił jednak przejść na zawodowstwo. - To nie była łatwa decyzja. Ale miałem już wówczas żonę i córkę, z amatorskiego boksu rodziny bym nie utrzymał - tłumaczył po latach.

Na papierze był skazany na sukces. U boku miał trenera Andrzeja Gmitruka - znanego wcześniej ze szlifowania talentów Andrzeja Gołoty czy Dariusza Michalczewskiego oraz promotora Panosa Eliadesa, który opiekował się też Lennoksem Lewisem, ówczesnym królem wagi ciężkiej.

Problem w tym, że Eliades okazał się oszustem, a Adamek na swoją wielką szansę czekał aż sześć lat. Za nim ruszył na podbój USA, walczył w całej Europie: od Hiszpanii po Finlandię. Wygrywał walkę za walką, ale łatwo nie było. - By oszczędzić zdarzało się nam i spać na podłodze, albo w jednym łóżku - wspomina trener Gmitruk.

We wrześniu 2004 roku dzięki pomocy Gołoty i jego menedżera Ziggiego Rozalskiego podpisał kontrakt z Donem Kingiem, promotorem tyleż genialnym (współpracował z Muhammadem Alim, Mikee'em Tysonem czy Evanderem Holyfieldemc) co kontrowersyjnym (współpraca z wymienionymi gigantami ringów zawsze kończyła się tak samo - w sądzie). King szybko obiecał walkę o prestiżowy pas federacji WBC, jednak na pojedynek Adamek czekał jeszcze niemal rok.

Mistrzostwo ze złamanym nosem

W szranki z Paulem Briggsem stanął dopiero w maju 2005 r. Nikt nie wiedział, że do ringu wchodził ze złamanym nosem, kontuzją odniesioną trzy tygodnie wcześniej. - Nie mogłem już czekać, musiałem walczyć. A nos? Kość pękła ponownie już w drugiej rundzie - jak gdyby nigdy nic mówił później Adamek. Pojedynek z Australijczykiem przeszedł do historii polskiego boksu. Dwanaście krwawych rund dało upragniony pas Polakowi. Co ciekawe za tytuł zarobił tylko 30 tys. dol.

Bokserski raj był na wyciągnięcie ręki. Szczególnie, że pięć miesięcy później Adamek obronił tytuł posyłając na deski w 6. rundzie Niemca Thomasa Ulricha. Niestety tak jak Eliades, tak i King okazał się być średnio zainteresowany promowaniem Polaka. Na kolejną walkę czekał niemal rok. Rywalem nie był ani wymarzony Roy Jones czy Antonio Tarver tylko ponownie twardy Briggs. Rewanż był również krwawy i dramatyczny. I również zwycięski.

Potem w karierze Adamka nastąpił epizod o którym wspomina niechętnie. Pokłócił się z Gmitrukiem, zaczął trenować w Stanach pod okiem Jamesa McGirta. W Polsce ukazała się szkalująca go książka, w której pojawiły się m.in. zarzuty pod jego adresem o stosowanie dopingu i przynależność do mafii. Najgorsze jednak wydarzyło się w walce z młodym i piekielnie zdolnym Chadem Dawsonem. Amerykanin w lutym 2007 roku odebrał Polakowi pas. - Wygrał zasłużenie, był lepszy - mówił załamany Adamek.

Wygrana przepustka

Wtedy rękę wyciągnął do niego Gmitruk. Po namowach trenera Tomasz zmienił kategorię na junior ciężką (do 91 kg). Niespodziewanie zdecydował się też na współpracę z Bogusławem Bagsikiem. Słynny aferzysta miał w boksie wejście smoka. W czerwcu 2007 r. zorganizował w Katowicach wspaniałą galę. Ściągnął do Polski Gołotę i Kinga, a Adamek w walce wieczoru znokautował solidnego Luisa Pindę.

Bagsik okazał się jednak "godnym" następcą Kinga. Adamek znów czekał długo na walkę, a z twórcą spółki Art-B współpracę zakończył przed sądem. Na ring wrócił w kwietniu 2008 roku. Jego rywalem był bezsprzecznie najgroźniejszy rywal w dotychczasowej karierze, król nokautów z Jamajki - O'neil Bell. Były mistrz świata był jednak bezradny w starciu z Adamkiem. Polak walczył wprost genialnie, momentami ośmieszając rywala. Po siódmej rundzie bezradny Bell się poddał.

Wygrana dała przepustkę Góralowi z Gilowic do walki o mistrzowski pas federacji IBF z jej czempionem Steve'em Cunninghamem.

Jak się bawi to do rana

Poza ringiem Adamek jest żarliwym katolikiem oraz kochającym ojcem i mężem. Nie kryje się z tym, że słucha Radia Maryja, ma też na koncie kilka pielgrzymek. Najważniejsza jest dla niego jednak rodzina. Z żoną Dorotą oraz córkami Roksaną i Weroniką od września mieszka za oceanem. - Przeprowadziłem się tylko na czas kariery, kiedy ją skończę wrócę do Polski. Mój dom jest w Gilowicach - podkreśla.

Poza ringowe pasje? - Motoryzacja - mówi bez wahania. W Stanach jeszcze zanim dobrze się zadomowił kupił sobie luksusowy Infinity FX. - Ja bez samochodu jestem jak bez ręki. Ale w Stanach nie można poszaleć. Korki, policja, wszystko to sprawia, że choć drogi są świetne, noga na gazie jest dziwnie lekka - śmieje się pięściarz.

Żona Adamka znacznie wyżej ceni jego druga pasję - taniec. W 2006 r. najpierw dostał statuetkę za zajęcie drugie miejsca w plebiscycie "Przeglądzie Sportowego" na najlepszego sportowca, a później został królem Balu Mistrzów Sportu. - Tomek już tak ma, że jak się bawi, to do rana - śmieje się Dorota Adamek.

www.boxrec.com

Podziel się

Newsletter

  • Najnowsze informacje sportowe - wprost na Twoja skrzynkę!

Przykładowy newsletter