Sport.pl

Radwańska: Każdy ma swoją zmorę, nawet Federer

PAP, tka
09.02.2010 , aktualizacja: 09.02.2010 07:30
A A A Drukuj
Agnieszka Radwańska Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta Agnieszka Radwańska
- Nawet Roger Federer kiedyś nie radził sobie przecież z Davidem Nalbandianem - powiedziała Agnieszka Radwańska, nawiązując do swojej porażki na Australian Open z Francescą Schiavone, z którą Polce nie udało się dotąd wygrać. Blisko trzy miesiące po operacji prawej dłoni najlepsza polska tenisistka coraz rzadziej narzeka na uciążliwości związane z leczeniem. Blizna powoli się goi, a tenisistka z Krakowa wróciła do normalnego cyklu startów.
Francesca Schiavone
Fot. Andy Wong AP
Francesca Schiavone
Francesca Schiavone
Fot. Andy Wong AP
Francesca Schiavone
- Jestem po operacji trzy miesiące, więc to nie jest tak długo. Wiem że ta blizna - tak lekarz tłumaczył - może się i do pół roku goić. Wiadomo, że temu nie pomagam, bo cały czas gram, a wręcz przeciwnie. Jest czasem lepiej, czasem gorzej, nie ma reguły - powiedziała Radwańska.

- Gram dużo i mniej mnie boli, potem mam przerwę i nagle zaczyna mnie boleć. To jest coś niewytłumaczalne. Robię co mogę, trenuję i gram, więc ta ręka cały czas pracuje. To nie jest tak, że odpoczywa. Pewnie gdybym nic nie robiła, to już dawno by się zagoiła - dodała.

"Każdy ma swoją zmorę"

W styczniu krakowianka doszła do drugiej rundy w turnieju WTA w Sydney, przegrywając w niej z Rosjanką Dinarą Safiną, wiceliderką rankingu tenisistek. Później w wielkoszlemowym Australian Open przegrała w trzeciej z Włoszką Francescą Schiavone, której jeszcze nigdy nie udało się jej pokonać.

- Każdy ma swoją zmorę, tak jest i już, ale wierzę, że się jej wreszcie zrewanżuję w najbliższym czasie. Jakoś mi nie leży, a do tego ona gra przeciwko mnie zawsze bardzo dobry mecz. Nawet Roger Federer kiedyś nie radził sobie przecież z Davidem Nalbandianem - powiedziała Radwańska, która w miniony weekend wystąpiła w spotkaniu pierwszej rundy Grupy Światowej II rywalizacji o Fed Cup.

Na twardym korcie o nawierzchni typu Taraflex w hali Łuczniczka w Bydgoszczy Polki przegrały z Belgią 2:3. Radwańska wygrała w sobotę z Kirsten Flipkens, ale w niedzielę przegrała w trzech setach trzygodzinny maraton z Yaniną Wickmayer, choć miała w nim do dyspozycji trzy meczbole, ale i tyle samo ich obroniła.

W sumie od początku roku rozegrała siedem spotkań singlowych i pięć deblowych, bowiem w Australian Open dotarła razem z Rosjanką Marią Kirilenko do półfinału.

- Szczerze mówiąc na razie było wszystko ok, czuję się dobrze. Czuję, że w miarę jestem w formie, choć miałam dość długą przerwę po sezonie, ale wydaje mi się, że jest ok. W sumie wiele zależało od tej ręki, czy będę grała dużo, czy trochę mniej - powiedziała Radwańska.

- Na pewno teraz nie mogę sobie pozwolić na granie kilku turniejów z rzędu. W tamtym roku grałam Paryż, między Fed Cupem, a Dubajem, a teraz go odpuściłam. Zresztą to byłoby wariactwo, bo tu jest turniej w hali, a w Dubaju duży turniej na zewnątrz, gdzie jest upał 40 stopni. Tam jest bardzo gorąco, dlatego pojadę tam trzy dni wcześniej i na spokojnie się przygotuję - dodała.

Umowa z Kirilenko

Do Zjednoczonych Emiratów Arabskich udaje się w środę, a po turnieju spędzi dwa tygodnie w domu w Krakowie. W marcu dziewiątą obecnie tenisistkę w rankingu WTA Tour czekają dwa obowiązkowe turnieje w USA: w Indian Wells i Miami.

- Półfinał debla w Wielkim Szlemie to zawsze jest sukces, mimo, że jestem singlistką i moje plany czy ambicje są raczej związane z singlem. Mimo to z Kirilenko jesteśmy już umówione na wspólną grę w Indian Wells i Miami, a później pewnie razem zagramy jeszcze w kilku innych turniejach - powiedziała Radwańska.

- W przeciągu ostatniego roku grałyśmy z Kirilenko kilka turniejów i faktycznie grałyśmy dość dobrze, choć ona też się głównie nastawia na singla. Dobrze się dogadujemy i uzupełniamy, mamy z tego przyjemność i żadnej presji. Zresztą to jest forma treningu. Wiadomo, że trening to jest nuda, więc lepiej wyjść na kort i zagrać szybkiego debelka, bo na turniejach WTA gra się bez przewag i z super tie-breakiem, więc mecz może trwać maksymalnie półtorej godziny. Nie grozi więc, że będziemy się mocować trzy godziny, a na drugi dzień trzeba grać singla - dodała.

W Rotterdamie wygrywają Fyrstenberg i Matkowski »


Zobacz więcej na temat:

Podziel się