Sport.pl

Lech odzyskał formę przed Pucharem UEFA

Po meczu z Odrą Wodzisław trener Lecha Franciszek Smuda triumfuje: - W samą porę wróciła nasza forma i nasza dobra gra - stwierdził. W czwartek poznaniacy zagrają przecież pierwszy mecz fazy grupowej Pucharu UEFA z francuskim AS Nancy.
Liga francuska. Niech Lech uważa na Nancy »

W bardzo zimny, piątkowy wieczór kilkanaście tysięcy kibiców Lecha Poznań szło na zupełnie zdemolowany przez remont stadion przy ul. Bułgarskiej niemal jak na ścięcie. Poznaniacy grali bowiem ostatnio fatalnie, wyraźnie wpadli w dołek. Przegrali z Ruchem w Chorzowie, tylko zremisowali u siebie ze Śląskiem Wrocław, a na dodatek we wtorek męczyli się strasznie w Pucharze Polski z Odrą Wodzisław, którą pokonali 1:0 dopiero po golu w ostatniej minucie. Lech, który nie tak dawno gromił 6:0 Grasshopper Zurich, miażdżył 4:1 Wisłę w Krakowie czy wygrał thriller z Austrią Wiedeń, teraz tracił punkty z kim popadnie. Mało tego, na jego grę po prostu nie dawało się patrzeć. A wszystko to niemal w przeddzień początku rywalizacji Lecha - ostatniego polskiego klubu w pucharach - w fazie grupowej Pucharu UEFA. Jak to możliwe, skoro jeszcze nie tak dawno drużyna wyglądała tak dobrze?

Trener Franciszek Smuda postawił zaskakującą i ciekawą logicznie diagnozę: - Nie potrafimy grać z zespołami, które nie umieją grać w piłkę. I tylko przeszkadzają - stwierdził, czym naraził się nie tylko na ostrą reakcję trenera Śląska Ryszarda Tarasiewicza, ale też na krytykę własnych kibiców, którzy zaczęli nawet skandować hasła: "Miał być mistrz Polski, a będzie mistrz Wielkopolski".

Fani, którzy w piątek przyszli na drugi z rzędu mecz z Odrą - tym razem w lidze, mogli się zatem spodziewać wszystkiego najgorszego. Kiedy po zaledwie dziewięciu minutach Odra zdobyła prowadzenie, kolejna wpadka Lecha była niemal pewna. A tu - proszę! Lech wygrał 3:1, i to w stylu nawiązującym do okresu najlepszej gry w tej rundzie. Nic dziwnego, że Smudzie od razu wrócił humor: - W samą porę wróciła forma - stwierdził. - W samą porę, bo w czwartek jest mecz z AS Nancy, o którym już teraz myślimy.

Widać to było podczas meczu z Odrą. Już w 56. min, gdy Lech prowadził 3:1, oba zespoły wyglądały tak, jakby chciały, aby sędzia skończył już ten mecz. - Moi chłopcy myślami byli przy spotkaniu z Francuzami - nie miał wątpliwości Smuda. - To taki mecz, do którego w ogóle nie będzie trzeba nas mobilizować - mówi Robert Lewandowski, czołowy strzelec Lecha. On także po okresie apatii odzyskał skuteczność. A niedawny dołek tłumaczy nadmiarem spotkań. - Sporo czasu spędzaliśmy w podróżach - mówi. Wkrótce jednak starty w Europie i Lech znów będzie sporo podróżować. - Ale to już nie będzie dla nas taki szok - przekonuje Lewandowski.

- Większość polskich drużyn ma zaledwie kilka spotkań do końca roku. My mamy kilkanaście - mówi Smuda. - Co mam jednak zrobić? Odpuścić Puchar Polski? Wystawiać w nim rezerwy, tak jak robią to inni? Nie mogę. Nie przy tej widowni w Poznaniu. Gramy więc na kilku frontach, to i trudno nam każdy mecz zagrać wystrzałowo. Poza tym są kontuzję, kadra topnieje...

Doszło nawet do tego, że w niedawnym meczu ze Śląskiem, gdy trzeba było wesprzeć atak, Smuda rozejrzał się po ławce rezerwowych i stwierdził, że nie ma na niej żadnego napastnika. Wysłał więc pod bramkę rywali... Bartosza Bosackiego! Niedawno dokonał też zmiany w bramce - Krzysztofa Kotorowskiego zastąpił sprowadzony niedawno Chorwat Ivan Turina. Pytany o to, jak poprawić grę Lecha, Smuda mówi: - Dokupić ze dwóch graczy. Z tym zespołem niewiele więcej już poprawimy. Wyciskamy z niego wszystko, co się da.

Właściciel Lecha Jacek Rutkowski przyznaje, że zimą szykują się dwa duże transfery, które przygotowywane są w wielkiej tajemnicy. - Nie możemy pozwolić, by ktoś się dowiedział i nam tych graczy podkupił - mówi Rutkowski. - Cztery nasze letnie transfery [Arboleda, Stilić, Peszko, Lewandowski] okazały się czterema strzałami w dziesiątkę. Teraz trochę się boję, czy będziemy mieć znów takie szczęście i takiego nosa.

Klub ustalił ceny biletów na mecz z AS Nancy (maksymalnie 95 zł) jeszcze przed nieoczekiwanie dobrym meczem z Odrą. Tymczasem w Poznaniu wieść o tym, że Lech wygrał poprzedni mecz, to największy magnes ściągający na stadion widownię. - I tak nie podyktowalibyśmy wyższych cen - zastrzega jednak szef marketingu Lecha Michał Lipczyński.

Choćby dlatego, że mecze "Kolejorza" ogląda się ostatnio w bardzo trudnych warunkach. Przygotowywany na Euro 2012 stadion jest modernizowany na olbrzymią skalę. Piłkarzy AS Nancy, którzy przyjadą do Poznania na czwartkowy mecz, zaskoczy to, co zobaczą, bo Bułgarska wygląda jak po trzęsieniu ziemi czy przejściu tornada. Właśnie burzona jest jedna z głównych trybun - mnóstwo zatem wszędzie gruzu, błota, buldożerów. Dziennikarze relacjonują mecze, siedząc na trybunie razem z kibicami (ich dotychczasowe miejsca też zostały wyburzone). Przed meczem z AS Nancy Lech będzie jednak zmuszony wybudować tymczasową trybunę prasową, inaczej może być ostra reprymenda UEFA.

Franciszek Smuda twierdzi, że jego zespół jest jak stadion przy Bułgarskiej - w trakcie budowy. Teraz, po meczu z Odrą jest już jednak pewien, że w czwartek przeciw AS Nancy lechici zagrają tak jak z Grasshopper Zurich i Austrią Wiedeń. Francuzów obserwował jego asystent Marek Bajor i stwierdził, że Nancy jest w zasięgu Lecha. Francuski zespół gra podobnie jak Lech - wymienia wiele podań i stara się nie wybijać piłki na ślepo. - Świetnie! - mówi Smuda. - Nie będą tylko przeszkadzać, ale wezmą się za grę. Wszystkie zespoły, które prowadziłem, już tak mają, że najlepsze spotkania rozgrywają w europejskich pucharach.

Czy Lech zacznie fazę grupową pucharu UEFA od zwycięstwa z Nancy? Załóż bloga na Blogsport.pl i napisz o tym! »

Więcej o: