Sport.pl

Aleksander Wierietielny dla Sport.pl: Nie proponowali mi dużych pieniędzy. Proponowali bardzo duże pieniądze

Rozmawiał w Otepeaeae Robert Błoński
30.01.2012 , aktualizacja: 29.01.2012 21:59
A A A Drukuj
Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk
- Mocna psychika, szacunek do ciężkiej pracy, życiowa mądrość i wychowanie to tajemnica sukcesów Justyny. Dziewczyna potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. Jest dobrym człowiekiem. Wszystko wyniosła z domu - mówi Sport.pl trener polskiej mistrzyni olimpijskiej z Vancouver
Polka wyjechała już z estońskiej Otepeaeae, gdzie w poprzedni weekend wygrała dwa biegi Pucharu Świata. W czwartek w Moskwie wystartuje w sprincie techniką dowolną, w sobotę i niedzielę w Rybińsku kolejne zawody PŚ. W klasyfikacji generalnej Kowalczyk jest druga, do Marit Bjoergen traci 62 punkty.

Robert Błoński: W grudniu Norweżka miała 304 punkty przewagi. Walka o Kryształową Kulę rozpoczęła się od nowa?

Aleksander Wierietielny: Przy tej klasie rywalki strata wciąż jest ogromna. Bjoergen nie lubi przegrywać i zrobi wszystko, by to odmienić. Teraz przewaga będzie po jej stronie, bo zaczynają się biegi łyżwą. W nich jest naprawdę mocna.

Patrzyliście w kalendarz, gdzie można odrobić straty?

- Nie ma sensu. Przed Tour de Ski Norwegowie zapowiadali, że przed ostatnim etapem, czyli podbiegiem na Alpe Cermis, Bjoergen będzie miała sześć minut przewagi nad następną biegaczką, a Peter Northug wygra, choćby kazali mu biec na drewnianych nartach. Oboje przegrali. My unikamy kalkulacji.

Była specjalna mobilizacja przed Tour de Ski? Na wszystkich dziewięciu etapach Justyna pokazała wielką formę, ani razu nie zeszła z podium. Zawsze też miała doskonale przygotowane narty.

- Była rozmowa motywacyjna. Powiedziała serwismenom: "Chłopaki, podejdźcie do sprawy bardzo poważnie, szykuje się ostra walka". Po pierwszych trzech etapach, które wygrała, zrozumieli, że to nie przelewki i walczymy o coś wielkiego. Ona na trasie, oni w waxkabinie dali z siebie wszystko. Estończycy Are Mets i Peep Koidu to zawodowcy, mają ogromną wiedzę i niczego nie trzeba im podpowiadać. Młodzi, czyli Mateusz Nuciak i Rafał Węgrzyn, też się sprężyli. Oni odpowiadają za technikę dowolną, Are i Peep robią podkład pod stopę na klasyk. Podczas Touru ani na chwilę nie stracili czujności.

Justyna pokazała tam, na co ją stać, i jak jest przygotowana do sezonu. Dla niektórych to mógł być szok, bo pierwsze starty były nieporozumieniem. W listopadzie pracowaliśmy w fińskim Muonio. Trenerzy, którzy oglądali tam Justynę, mówili, że tak mocnej jeszcze jej nie widzieli.

Na pierwszy PŚ do Norwegii pojechaliśmy prosto stamtąd. Liczyliśmy na podium już w Sjusjoen. Okazało się, że nie ma na to szans. Najpierw organizatorzy powiedzieli, że trasa będzie otwarta tylko dzień przed zawodami. Potem zmienili decyzję, ale dla nas było za późno. Na miejsce dotarliśmy w czwartek, trenowaliśmy w piątek. Gdy zobaczyłem trasę, od razu wiedziałem, że Justyna nie ma tam czego szukać. Trudna, z krótkimi podbiegami i krętymi zjazdami. Żeby się przyzwyczaić i ją poznać, musiałaby pobiegać na niej przez kilka dni. Nie miała szans z Norweżkami, które znały trasę. W Kuusamo popełniła błąd w sprincie i rywalki odjechały. W Davos miała gorzej posmarowane narty. To, co zyskiwała na podbiegach, traciła na zjazdach. A Norweżkom narty jechały kapitalnie. Popełniliśmy błąd, ale już było widać, że forma nadchodzi. W Rogli wygrała, potem był Tour de Ski. Energii dodał nam prolog techniką dowolną. Kilkaset metrów przed metą miała parę sekund straty do Norweżek, ale na płaskim odcinku odrobiła to. A przecież wcześniej nie umiała tego robić.

W grudniu było nerwowo? Mieliście chwile zwątpienia, że może coś poszło nie tak w trakcie przygotowań, które - w porównaniu z poprzednimi latami - zmieniliście?

- Ani przez chwilę nie wątpiliśmy, bo latem naprawdę biegała jak nigdy. Denerwowaliśmy się tylko, że mamy pecha i ciągle coś przeszkadza, by wskoczyła na podium. Bo powinna na nim stawać już od pierwszego startu. Czuła się mocna i uspokajała: "Spokojnie, trenerze, jeszcze chwilę poczekajmy". Wiedziała, że ma siłę i zdrowie, że jest dobrze wytrenowana. Jadąc na Tour, byłem przekonany, że wszystko zagra. Justyna dodała: "To nie będzie dzień czy dwa biegania, tylko dziewięć wyścigów w jedenaście dni, wszystko się zmieni i będzie inaczej niż w PŚ". Miała rację.

Po raz pierwszy przygotowywała się do sezonu wspólnie z Maciejem Kreczmerem.

- Tego, co zrobiła z Maćkiem, sama by nie wytrenowała. Po raz pierwszy pojechał z nami w maju do Zakopanego. Justyna powiedziała: "Trenerze, będzie lał deszcz. Samotne bieganie, crossy i marszobiegi po górach są niebezpieczne. Trasy mogą być oblodzone albo mokre. Łatwo się zgubić, może poprosimy Maćka, żeby ze mną potrenował". Tylko na to czekałem. Już po pierwszym treningu była zadowolona. Wrócili po czterech godzinach, a potem mówiła, że gdyby ćwiczyła sama, w hotelu byłaby po dwóch.

Czyj to był pomysł?

- Wspólny. Od dawna chciałem, żeby Justyna miała, z kim trenować, że przydałby się sparingpartner. Ale siedziałem cicho, nie chciałem niczego narzucać. Czekałem, aż sama na to wpadnie. Gdy tylko wspomniała o Maćku, od razu podjąłem temat.

Kiedyś opowiadał pan, że gdy zawodnik trenuje i moknie albo marznie, trener nie może siedzieć w kawiarni, tylko musi zmoknąć i zmarznąć razem z nim.

- Nic się nie zmieniło. Justyna lubi, kiedy jestem na trasie. Gdy muszę coś załatwić i gdzieś pojechać, słyszę później: "Szkoda, że trenera nie było, chciałam, żeby trener to zobaczył". Potrzebuje osoby towarzyszącej. Gdy biega crossy, radzi sobie sama. Ale dla jej samopoczucia ważne jest, żebym był gdzieś na trasie. Kiedy mnie nie ma, mówi, że jej się nie chce trenować albo że trenuje się gorzej i szybciej kończy zajęcia. Justyna jest w pracy, więc i trener powinien być. To jest też jego praca.

Justyna skończyła studia, otworzyła przewód doktorski na AWF w Krakowie. Plan treningowy ustalacie wspólnie?

- Kiedyś proponowałem pewne rozwiązania i potem dochodziliśmy do wspólnych wniosków. Justyna świetnie czuje swój organizm i teraz często podpowiada: "Trenerze, zróbmy takie ćwiczenie albo zróbmy je inaczej". Zresztą ja sam pytam: "Jak wolisz to zrobić, co będzie dla ciebie lepsze?". To mądry i dojrzały sportowiec. Bywa, że muszę ją do czegoś mocno przekonywać. Wiem, że czegoś potrzebuje, i czasem nalegam, żeby to zrobiła. Negocjacje są ciężkie, rzadko daje się przekonać. Ja już pięć lat temu miałem pomysł, w jaki sposób może nauczyć się zjeżdżać. Upierała się jednak i ciągle powtarzała "nie i nie". Dopiero w tym roku na Dachsteinie zrozumiała, że innej metody nie ma. Po przyjściu na trening najpierw kilka razy podchodziła pod górę i zjeżdżała, a dopiero potem ruszała biegać na pięciokilometrowej trasie. Po każdej pętli znowu było osiem solidnych, prawie dziesięciominutowych podejść i osiem zjazdów. Tak długo jeździła, aż się nauczyła. Czasem zdarła sobie bok, ale teraz mamy tego efekty. Tyle że przekonywanie trwało pięć lat.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (14)

  • glemp1

    Oceniono 1 raz 1

    Pan Aleksander Wierietielny z pochodzenia jest Białorusinem :)

  • ciass

    Oceniono 5 razy 5

    Ten człowiek ma ogromny szacunek dla swojego zawodu. Mało jest takich na świecie.

  • lomas50

    Oceniono 23 razy 21

    Wiertelnemu powinnismy postawic dwa pomniki .Jeden w Poroninie a drugi w Zakopanem .W Poroninie zeby udowodnic ze moga Rosjanie i Polacy zrobic cos wielkiego a w Zakopanem bo to stolica polskich sportow zimowych No i drugie niech Tajner zrezygnuje z czesci swojej gazy i przekaze Wiertelnemu boTajner nic dobrego nie robi dla polskiego sportu a Wiertelny bardzo duzo

    • janzi

      Oceniono 1 raz -1

      @lomas50
      Wierietielny nie jest Rosjaninem.

  • kania.u

    Oceniono 32 razy 32

    bardzo ciekawy wywiad. Gratulacje dla dziennikarza - trudno o tak dobry , ciekawy i szczery wywiad. Ale przede wszystkim rozmówca jest znakomity - daltego rozmowa tchnie prawdą i jest tak ciekawa.
    Trzymamy całą rodziną kciuki za Justynę i za trenera wraz z całą ekipą.
    Serdeczne gratulacje

  • anders76

    Oceniono 49 razy 47

    Praca trenera Wiertelnego budzi szacunek i uznanie. Poza tym jest bardzo normalny, ludzki opiekunczy. Szkoda, ze w kategori trenerow nie mozna przyznawac medali, duzo zlota mialby na polkach.
    A propozycja o ktorej wspomnial pachnie Rosjanami. Wcale im sie nie dziwie, potrafia docenic jego trenerska prace.
    W sumie ; "Gratulacjie Panie Wiertielnyj" jest Pan Mistrzem Swiata w swojej kategori i to od dawna.

    • bart.kawinski

      Oceniono 3 razy 3

      @anders76
      oczywiście, że Rosjanie, w końcu mają za 2 lata IO w Soczi... ja im się tam nie dziwię, że szukają (choć we wszystkich biegowych konkurencjach jest taki wysyp Rosjan, końcówka pierwszej dziesiątki u kobiet, a w sprintach mężczyzn, to w zasadzie dominacja)

      Pozdrawiam Trenera Wieretelnego i Gratuluję sukcesów :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX