Sport.pl

ZDARZYŁO SIĘ. 30 lat temu to Wojciech Fibak wygrywał w Paryżu

Radosław Nawrot
02.11.2012 , aktualizacja: 01.11.2012 13:41
A A A Drukuj
Wojciech Fibak z Björnem Borgiem, kolegą z kortów

Wojciech Fibak z Björnem Borgiem, kolegą z kortów (Fot. PRZEGLAD SPORTOWY PRZEGLAD SPORTOWY / Newspix.pl)

Wydawało się, że to już koniec jego kariery. Rok 1981 i większość 1982 nie były bowiem dla niego udane. Jesienią 1982 roku gazety jednak znów donosiły: "Niebywałe, znów wielka forma Wojciecha Fibaka". To były ostatnie turnieje singlowe, wygrane przez znakomitego tenisistę z Poznania.
Dziś emocjonujemy się wyczynami Agnieszki Radwańskiej czy Jerzego Janowicza. 30 lat temu co kilka dni gazety zamieszczały notatki związane z występami poznaniaka Wojciecha Fibaka. Depesze z odległych stron świata, z zachodnim miast były na upstrzonych propagandą stronach gazet powiewem wielkiego świata.

"Wojciech Fibak wygrał w Chicago" - można było chociażby przeczytać w samym środku stanu wojennego, gdy jeśli ktoś wyjeżdżał z Polski do Chicago, to rzadko już stamtąd wracał. Wojciech Fibak, 30-letni wtedy tenisista rodem z Poznania, był naszą eksportową wizytówką. Małym udziałem Polski w wielkim, światowym sporcie zorganizowanym na wzór zachodni - a takim sportem był wówczas tenis.

Dla poznańskiego zawodnika w 1982 roku kariera singlowa dobiegała powoli końca. Pamiętajmy, że Wojciech Fibak miał zaledwie 21 lat, gdy w 1973 roku wygrał swój pierwszy duży turniej w Mediolanie - pokonał wówczas w finale Włocha Corrado Barazzuttiego. To i kilka innych sukcesów pozwoliły mu uwierzyć, iż może zostać znakomitym tenisistą. Dlatego w 1974 roku przerwał studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i zajął się trenowaniem na dużą już skalę, głównie na kortach w ciepłej Hiszpanii. Sukcesy przyszły szybko.

W 1975 roku Wojciech Fibak wdarł się do pierwszej setki klasyfikacji światowej tenisistów. Był to niedawno wprowadzony ranking ATP, w którym zliczano punkty z poszczególnych turniejów. Otwierał go wtedy Jimmy Connors, który o palmę pierwszeństwa walczył najczęściej ze Szwedem Björnem Borgiem.

W 1976 roku Polak był już na 14. miejscu na świecie, a w lipcu 1977 roku zajął najwyższe w karierze miejsce - dziesiąte. Nic dziwnego, na wielkoszlemowym turnieju French Open w Paryżu dotarł aż do ćwierćfinału, w którym dopiero uległ Argentyńczykowi Guillermo Vilasowi. Na kortach Wimbledonu z kolei zatrzymał go dopiero Björn Borg. To była fantastyczna kariera...

Na turnieju w Kolonii ofiarą Wojciecha Fibaka padł sam John McEnroe, a zwycięstwo w 1978 roku w turnieju Australian Open pozwoliło mu przejść do historii jako drugiemu Polakowi (po Jadwidze Jędrzejowskiej sprzed wojny) z tytułem wielkoszlemowym na koncie. Poznaniak wygrał ten turniej w deblu, w parze z Australijczykiem Kimem Warwickiem.

Kiedy przyszły lata 80. i Wojciech Fibak zbliżał się do trzydziestki, jego sukcesy osłabły. Polak stawiał na debla, wprowadzał w tajniki gry także nową gwiazdę tenisa z obozu socjalistycznego - Czechosłowaka Ivana Lendla.

Wtedy przyszła jesień 1982 roku i Wojciech Fibak raz jeszcze pokazał klasę. Wygrał swoje ostatnie trzy turnieje w życiu - w Amsterdamie, Chicago i Paryżu, za to jeden po drugim. Informacje o sukcesach Wojciecha Fibaka napływały szybko i pozwalały wierzyć w "drugą młodość" Polaka.

2 listopada 1982 roku mogliśmy przeczytać w "Gazecie Poznańskiej": "Zaskoczenie jest kompletne i na dodatek nie ma nikogo, kto by mógł wytłumaczyć, skąd wzięła się wielka forma naszego najlepszego tenisisty Wojciecha Fibaka. W przeciągu krótkiego okresu czasu dość słabo przez cały sezon spisujący się Wojciech wygrał kolejna imprezę. W Paryżu nasz eksportowy zawodnik pokazał znakomite przygotowanie. W półfinale wprost zmiażdżył rozstawionego z numerem 1 sławnego Amerykanina [Briana] Gottfrieda 6:3, 6:7 (11-13), 6:0, by w finale dać prawdziwą lekcję Bilowi Scanlonowi. Na paryskim korcie Polak potrzebował zaledwie półtorej godziny, by zwyciężyć 6:2, 6:2, 6:2. ". Tenże Bill Scanlon został przez niego pokonany także w finale w Chicago, natomiast w Amsterdamie polski mistrz ograł w finale innego Amerykanina Kevina Currena. W październiku był bliski wygrania także turnieju w Neapolu, ale tu w finale na drodze stanął mu Ivan Lendl.

W agencyjnej depeszy czytamy o finezyjnej grze Wojciecha Fibaka i bardzo precyzyjnych uderzeniach, które spowodowały, że Fibak niepodzielnie panował na korcie. "Czym nas jeszcze zadziwi tej jesieni? - pytali dziennikarze.

Po paryskim turnieju w 1982 roku Polak nie wygrał już żadnej innej imprezy. W listopadzie doszedł jeszcze do półfinału imprezy w Sztokholmie, gdzie lepszy okazał się Francuz Henri Laconte. W Dortmundzie był w finale, ale tam pokonał go Brian teacher.

Liczył się odtąd głównie w deblu, wrócił także do rozgrywek Pucharu Davisa, w którym przez lata Polska musiała sobie radzić bez niego. Pojawiał się na światowych kortach aż do 1988 roku, gdy odpadł z debla w Rotterdamie. Zarobił łącznie 2 725 403 dolarów i zakończył karierę.

Wygrane turnieje singlowe Wojciecha Fibaka:

1976 Bournemouth, Sztokholm (WCT), Wiedeń

1977 Düsseldorf, Monterrey (WCT)

1978 Kolonia

1979 Denver, Stuttgart (hala)

1980 Dayton, Nowy Orlean, Sao Paulo

1981 Gstaad

1982 Amsterdam (WCT), Chicago (WCT), Paryż (hala)

Zobacz więcej na temat: