Artur Szpilka wyszedł zza krat i chce wszystkich zlać

Artur Szpilka

Artur Szpilka (Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

Robiłem 1000 pompek na więziennych kubkach, na taboretach. Czasem na grzbiecie z koleżką, co ważył ponad 100 kg. Wody nalewałem do torby foliowej i ćwiczyłem jak hantlami - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" i Sport.pl bokser Artur Szpilka.
Artur Szpilka, uznawany w środowisku za największy talent w polskim boksie, wyszedł po półtora roku z więzienia. Był skazany za udział w bójce pod dyskoteką w Wiśniowej, nieopodal rodzinnej Wieliczki. Przez prawie trzy lata między bójką a zatrzymaniem przez policję w przeddzień pojedynku z Wojciechem Bartnikiem (planowanego podczas starcia Andrzeja Gołoty i Tomasza Adamka) stoczył pięć zwycięskich walk w kategorii do 91 kg. Teraz ma 22 lat i 34 kg więcej, ale wciąż marzy o podboju wagi ciężkiej.

Radosław Leniarski: Minęło nie najłatwiejsze półtora roku w twoim życiu.

Artur Szpilka: Łatwe nie łatwe. Ważne, że się skończyło.

Więzienie w Tarnowie jest uznawane za jeden z najcięższych zakładów karnych w Polsce. Dlaczego trafiłeś właśnie tam?

- Oj, od razu dla najgroźniejszych. Po prostu zaostrzony rygor. Wysłali mnie do Tarnowa, bo w areszcie śledczym na Montelupich w Krakowie stwierdzili, że grypsowałem. To właśnie stąd się wzięła moja kłótnia z Andrzejem Gołotą. On mnie namawiał, żebym nie grypsował.

Gdybyś posłuchał swojego idola - szukał cię w Łodzi od aresztu do aresztu, a gdy znalazł, namawiał policję, aby pozwoliła ci walczyć - wyszedłbyś wcześniej, zmarnowałbyś mniej czasu. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego grypsowałeś...

- Wyszedłbym wcześniej, byłbym w łagodniejszym więzieniu, miałbym więcej widzeń. Grypsujący to podkultura przestępcza, ale taki mam charakter, że jestem solidarny z chłopakami, którzy ze mną są.

Więc jak stwierdzono, że grypsuję, zaczekano, aż skończę 20 lat, aby móc mnie wysłać do więzienia w Tarnowie. Ale ja nawet wolałem tam odbyć karę. Fajnie tam jest, bez kitu. Nie chcę wracać, człowiek zmądrzał, ale fajnie było. Uczyłem się angielskiego, przynajmniej się starałem. Co prawda system SITA, taki z okularami, zabrali mi strażnicy, bo stwierdzili, że nie mogę zasłaniać oczu okularami, że system jest za drogi jak na więzienie. Ale z książek można było się uczyć.

Ćwiczyłem tyle, ile się dało. W Tarnowie cały dzień spędza się w celi, jest tylko godzina spaceru. Spacerniak typowy, 50 na 50 m, kółko sto metrów może. Biegałem całą godzinę. Kółek nie liczyłem, w głowie się kręciło. Każdego dnia ćwiczyłem coś innego: barki, klatkę, nogi - pompkami, stójkami, przysiadami. Wychodziło po 1000 pompek na kubkach, na taboretach. Kolega, co ważył ponad 100 kg, siadał, to się go podnosiło. Wody nalewałem do torby foliowej i ćwiczyłem jak hantlami.

W celi koledzy trenowali ze mną. Cela wąska, ale jak złożyliśmy łóżka, to miejsce było. Nauczyłem chłopaków boksować. Jeden koleżka - ma jeszcze dwa lata - już całkiem jest dobry i poradzi sobie beze mnie. Większości życie się źle poukładało, ale ci właśnie mają najlepszy talent do boksu.

Nie skończyło się tylko na więzieniu o zaostrzonym rygorze. Już na miejscu dostałeś dodatkowo kategorię N, czyli niebezpieczny przestępca. Za co?

- Dostałem N, bo się poszarpałem z administracją więzienną. Siedziałem sam w celi, chodziłem w kajdankach w czerwonym stroju, pod dozorem kamer przez siedem miesięcy. Byłbym tam do końca wyroku, ale mama poszła, coś tam powiedziała i wypuścili z enki za grzeczne sprawowanie. A tam nie da się być niegrzecznym, bo co tam było do roboty? Oglądałem telewizję i ćwiczyłem. Tyle że nie z kolegami.

Nie chcę wpadać w tani dydaktyzm, ale czy jakieś wnioski masz po półtora roku?

- Wiem, ile można stracić przez głupoty. Może będę lepszy, bo czas poświęciłem na myślenie o tym, jak ułożyć życie po wyjściu z więzienia. Muszę teraz wziąć się w garść i uderzyć z podwójną siłą. Mam postanowienie, aby się nie wdawać w awantury, ale życie wiedzie samo. Człowiek reaguje tak, a nie inaczej, zgodnie z charakterem.

Kiedyś wypisałeś sobie na drzwiach w Wieliczce hasło. Pamiętasz je?

- "Nie uprawiać hazardu, nie pić alkoholu". Nie uprawiam hazardu i tego nie zmienię. Maszyny były zawsze koło mnie, nie powtórzy się to. Nie zagram, choć one są teraz wszędzie. Alkohol z kolegami to po walkach się zdarzał, po wyjściu też był.

Ten napis namalowałem ze cztery lata temu. Teraz myślę nad nowym. Ważne, że mam w głowie to, co chcę robić i czego unikać. Trzeba bić się w ringu, bo wielu ludzi jest za mną, lubi mój boks. Gdybym wygrał wtedy z Bartnikiem, a wygrałbym na pewno, drzwi do wielkiego boksu by się otworzyły. A teraz półtora roku w plecy i trzeba od nowa lać tych wszystkich chłopaków. Łatwo nie będzie.

Boks zmienił cię na tyle, że nie będziesz już nigdy kibolem, jak kiedyś?

- Będę jeździł na Wisłę, ale nie będę uczestniczył w chuligańskich wybrykach. Ale od tego zaczęło się boksowanie. Złapałem kiedyś jednego chłopaka z Cracovii. Grał w piłkę w koszulce w pasy. Złapałem go i uderzyłem w twarz. Okazało się, że to bokserzy grali w piłkę. Przyleciał trener - mój późniejszy pierwszy trener Władysław Ćwierz - i powiedział: "Jak jesteś taki kozak, to chodź do ringu". Założyliśmy z tym chłopakiem rękawice i kaski. No i tam go też pobiłem.

Nie rozumiem tego. Co ci przeszkadzało, że był w koszulce Cracovii?

- Jak byłem młody, to tak było - jak z Cracovii, to w pysk. Głupota taka.

Jak na Wiśle przyjdą do ciebie teraz ludzie z "Dziesiątki" i poproszą o pomoc, to odmówisz?

- Oni mają swoje życie, ja swoje. Ja w ogóle piłki nożnej nie lubię.

Ważysz 30 kilo więcej niż przed zatrzymaniem. Pewnie straciłeś szybkość, koordynację...

- Mam nadzieję, że zrzucę wagę. Brzuch jest duży. Mój biceps miał 47 cm obwodu. Teraz spadło do 46. Pewnie dlatego, że piłem z chłopakami. Przyjechali, jak wyszedłem. Z muzyką, fajnie było. Tak trzeba było. Ale 5 maja przyjeżdżam do Warszawy i ostre treningi się zaczną. Trochę odłożyłem pieniędzy, bo Andrzej Wasilewski [promotor bokserski - red.] płacił mi przez cały czas za kratami. Część wydałem, bo nie mieściłem się w ubrania.

Motywują cię dokonania Tomasza Adamka i Andrzeja Gołoty? Ten drugi ścieżkę życia miał podobną do twojej - z aresztu wyciągnął go zresztą za uszy ojciec twojego promotora.

- Chciałbym się pokazać jak oni. Po tej porażce z więzieniem przyszła myśl, że mam przecież takie możliwości jak oni. I talent. Będę dalej się uczyć angielskiego. Mam umowę z Andrzejem Wasilewskim i z amerykańskim promotorem Leonem Margulesem. Leon widział moją walkę w USA. Powiedział, że jestem dobry, mam siłę i dużo widzę w ringu. Czeka na mnie, a ja bardzo poważnie myślę o wyjeździe. Wszyscy mnie mocno wspierają. Rodzice, którzy na początku byli boksowi przeciwni, koledzy. Jeżdżą za mną. Pierwsza walka - zobaczymy, czy dam radę - może już w czerwcu.

Skomentuj:
Artur Szpilka wyszedł zza krat i chce wszystkich zlać
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje