Sport.pl

Włodarczyk nie trafiał, ale wygrał. Miała być bitwa, wyszła mizeria

Krzysztof Włodarczyk obronił tytuł mistrza świata w wadze juniorciężkiej federacji WBC - sędziowie byli podzieleni. Kibice gwizdami żegnali Polaka i jego rywala z Portoryko Francisco Palaciosa
Niewiele wyszło z zapowiedzi, jakie bokserzy składali przed walką. - To będzie mój wieczór. Przyjechałem tu odebrać "Diablo" mistrzowski pas - mówił Palacios. Do soboty nie przegrał żadnej walki w zawodowym ringu. W dodatku jego ostatni rywale bardzo szybko lądowali na deskach.

To m.in. sprawiało, że ponad 7-tysięczna publiczność zgromadzona w bydgoskiej hali Łuczniczka z emocjami czekała na pojedynek wieczoru. Walka jednak całkowicie rozczarowała.

Palacios wbrew oczekiwaniom nie rzucił się na Włodarczyka. Pretendent do mistrzowskiego tytułu częściej zadawał ciosy (pojedyncze i kombinacjami), ale w większości lądowały one na gardzie. Głównie dlatego, że "Diablo" skupił się niemal wyłącznie na utrzymaniu szczelnej obrony.

Taka taktyka sprawiła, że już po pierwszych czterech rundach kibice coraz głośniej zaczęli gwizdać. - Nie chcę w żaden sposób się usprawiedliwiać, ale Francisco zaskoczył mnie tym, że nie podjął walki. Wchodził na dwa-trzy ciosy i się cofał. Widać było, że czeka na mój błąd, ale ja wiedziałem, co robię. Nie chciałem dać mu szansy. Gdy jednak przyjeżdża się do kraju mistrza świata z zamiarem odebrania mu tytułu, to trzeba atakować, a nie uciekać - tłumaczył trochę mętnie "Diablo", bo w końcu mistrz świata też ma pewne obowiązki, a mianowicie pokazania swojej klasy.

Dopiero w trzech ostatnich rundach Włodarczyk nieco przyspieszył. Polak musiał słyszeć coraz bardziej zdenerwowanych jego postawą trenerów. "Zadawaj ciosy" - krzyczał Fiodor Łapin. Jeszcze głośniej słychać było Pawła Skrzecza: - Daj sędziom szansę. Nie mają czego punktować.

Palacios, który kilka godzin przed walką dowiedział się, że został ojcem, ani razu nie dał się jednak porządnie trafić. Po walce na jego twarzy widać było tylko małe rozcięcie na nosie, w odróżnieniu od poobijanego Polaka.

- Nie podkręcałem tempa, bo byłem przekonany, że kontroluję walkę i prowadzę. Jestem pewien, że zadałem więcej celnych ciosów niż "Diablo" - opowiadał zdziwiony werdyktem sędziów Palacios. Chwilę później sam jednak przyznał. - Może na początku podszedłem do niego z za dużym respektem, ale to nie zmienia faktu, że to ja powinienem być zwycięzcą.

Podobnego zdania był jeden z sędziów, który punktował 115:113 dla pretendenta. Dwa pozostali uznali, że lepszy był Włodarczyk. Jeden z nich - Włoch Adrio Zannoni - dał Włodarczykowi zwycięstwo aż sześcioma punktami. Jego werdykt zdumiał internautów na wielu polskich i światowych serwisach poświęconych boksowi. Zannoni był też sędzią punktowym w walce Alberta Sosnowskiego i Aleksandra Dimitrenki w Hamburgu. Przed 12. rundą - w której Sosnowski został znokautowany - typował Polaka na zwycięzcę.

- Miał być wielki pojedynek, a było mizernie. I to w wykonaniu obu pięściarzy - skomentował Jerzy Kulej. - Jeśli przyjeżdża się z nastawieniem na asekurację, to nie można myśleć o tytule mistrza świata. Przed walką ciągle słyszało się opinie o nokautującym ciosie Palaciosa, ale nic nie pokazał. Tymczasem momentami wyglądało, jakby Włodarczyk obawiał się nokautującej siły rywala. Po raz pierwszy po walce "Diablo" jestem rozczarowany jego postawą. Cały czas czekaliśmy, kiedy zaatakuje. Mijały jednak kolejne rundy i nic się nie działo. Po walce Krzysztof mówił o taktyce, a moim zdaniem to była raczej bezradność. Przez 12 rund nic nie zrobił Palaciosowi - podsumował były dwukrotny mistrz olimpijski.

Więcej o: