Sport.pl

Boks. Polak mistrzem świata WBC. Ostrożny Włodarczyk obronił tytuł

Jakub Ciastoń, pap
26.09.2010 , aktualizacja: 26.09.2010 21:06
A A A Drukuj
Krzysztof Włodarczyk - Jason Robinson

Krzysztof Włodarczyk - Jason Robinson (Fot. REUTERS/PETER ANDREWS)

Po walce bez wielkich fajerwerków, ale pełnej wyrachowanego i technicznego boksu, Krzysztof Włodarczyk pokonał jednogłośnie na punkty Amerykanina Jasona Robinsona i zachował pas mistrzowski WBC w kategorii juniorciężkiej.
"Dajesz Krzysiek!" - krzyczeli kibice w wypełnionej po brzegi hali warszawskiego Torwaru, gdzie w nocy z soboty na niedzielę pojedynek oglądało ok. 7 tys. widzów. Wśród gości byli znani politycy (m.in. Roman Giertych, Wojciech Olejniczak), aktorzy (Borys Szyc, Daniel Olbrychski), piosenkarze (Michał Wiśniewski) i sportowcy (m.in. reprezentacja siatkarek, Andrzej Supron, Andrzej Gołota, Ryszard Bosek).

Jeśli ktoś spodziewał się nokdaunów, mocnych ciosów i wielkich emocji, mógł być nieco rozczarowany, bo Włodarczyk z leworęcznym Robinsonem walczył bardzo ostrożnie. - Krzysiek boksował technicznie, nie do końca był sobą, czyli "puncherem" szukającym nokautu. Często zamiast ponowić atak, cofał się. Nie chciał po prostu ryzykować w pierwszej obronie, poza tym trafił na świetnie przygotowanego rywala - mówił później Fiodor Łapin, trener Polaka, który pas WBC zdobył w maju w Łodzi po wygranej z Włochem Giacobbe Fragomenim.

Włodarczyk boksował cały czas spokojnie, bardzo rozważnie szukał ciosów i po chwili wracał do szczelnej obrony, bo Robinson, były kick bokser, rzucał się do kąśliwych kontrataków. Zarówno Włodarczyk, jak i Łapin bardzo mocno komplementowali potem 35-letniego Amerykanina, który świetnie wytrzymał walkę kondycyjnie - 12. rundę zdołał nawet minimalnie wygrać, a poza tym umiejętnie wyeliminował najmocniejszą broń Polaka, czyli lewe sierpowe.

Włodarczyk nie szarżował, obrał strategię najbezpieczniejszą, bo obawiał się też powtórki ze swojej pierwszej obrony pasa mistrzowskiego. W 2007 r. jako mistrz w kategorii IBF niespodziewanie przegrał ze Steve'em Cunninghamem.

- Na najwyższym poziomie nie da się ciągle nokautować. Wygrywanie w taki wyrachowany sposób to też jest w boksie wielka sztuka - komentował promotor Włodarczyka Andrzej Wasilewski.

- Jason okazał się twardym orzechem do zgryzienia, nie odpuszczał, ale kick bokserzy tacy już właśnie są, twardzi i nieustępliwi. Wyszła z tego fajna walka - podsumował na konferencji prasowej Włodarczyk

Polak trafiał częściej i był dokładniejszy, Amerykanin robił dużo szumu, ale wiele z jego ciosów cięło wyłącznie powietrze. Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości. Fin Esa Lehtosaari punktował 117:111, Szwajcar Fabian Guggenheim 116:112, a Czarnogórzec Predrag Aleksić 115:113.

Polak stwierdził, że odczuł tak naprawdę tylko dwa ciosy rywala - jeden podbródkowy oraz trafienie w nos, gdy poleciała mu krew. Poza tym cały czas kontrolował walkę. - Byłem pewny, że prowadzę. Starałem się uśpić Robinsona i poprzez zrywy wyprowadzić trzy-cztery szybkie uderzenia, po czym zejść z linii ciosu. Nie zawsze się udawało, bo nie zawsze odpowiednio pracowałem na nogach. Ale nie rywalizowałem z mańkutem od... dziesięciu lat. Taką krótką przerwę sobie zrobiliśmy - żartował Włodarczyk, który zapowiedział, że w niedzielę wreszcie robi sobie wolne od boksu i ma zamiar spędzić ją ze swoim siedmioletnim synem Czarkiem.

Tak relacjonowaliśmy walkę Włodarczyka na żywo


Brak komentarzy