Sport.pl

Robert Gortat: Ojciec nie namawiał mnie na uprawianie boksu

Rozmawiał Marcin Łądka, bokser org
05.07.2010 , aktualizacja: 05.07.2010 11:18
A A A Drukuj
Niestety ojciec mnie nie namawiał na uprawianie boksu. Może ze względu na to, że wiedział ile potrzeba wylać potu, żeby były sukcesy - mówi sześciokrotny mistrz Polski w boksie amatorskim i Robert Gorat - syn dwukrotnego medalisty olimpijskiego Janusza Gortata
SERWISY
- Pochodzisz z rodziny w której sport na najwyższym poziomie był obecny od zawsze. Kibicom nie trzeba przypominać chociaż by sukcesów Twojego ojca, dwukrotnego medalisty olimpijskiego. Żyć w takiej rodzinie to błogosławieństwo czy przekleństwo?

Sukcesy mojego ojca były i zawsze będą brały udział w porównaniach do mnie. Z pewnością było łatwiej bo więcej osób znałem przez mojego tatę, z tą tylko różnicą, że wymagano dużo więcej ode mnie niż od innych. Czy życie w niej było błogosławieństwem? Ciężko powiedzieć, jedni wolą takie życie inni nie, ja nie mogę narzekać. Dla mnie sport był bardzo ważny, dzięki ojcu poznałem bardzo wielu znanych sportowców. Dzięki sportowi zwiedziłem kawał świata. Moja dyscyplina sportu uczy systematyczności, punktualności pracowitości. Sukcesy, choć bardzo trudno je osiągnąć otwierają wiele drzwi i dają w dzisiejszych czasach szansę na spokojne życie.

- Czy ojciec namawiał Cię do rozpoczęcia treningów bokserskich?

Niestety ojciec mnie nie namawiał na uprawianie boksu. Może ze względu na to, że wiedział ile potrzeba wylać potu, żeby były sukcesy. Czasami wprost przeciwnie, odczuwałem wręcz niechęć ze strony taty. Wolał chyba żebym robił co innego, jednak ciężko było zdecydować się na coś innego kiedy od małego widziało się salę bokserską i była ona właściwie drugim domem.

-W swoim dotychczasowym życiu imałeś się różnych zajęć. Co było powodem tak długiej Twojej nieobecności na ringu?

Moja przerwa była spowodowana brakiem konkretnych ofert. Wyglądało to między innymi tak, że po zakończeniu kariery amatorskiej zaboksowałem jedną walkę w grupie Andrzeja Gmitruka, potem dwie walki w grupie Andrzeja Wasilewskiego i chyba stwierdzili, że byłem zawodnikiem już 30- letnim i nie warto we mnie inwestować. Innej odpowiedzi nie znam.

- Jak udaje Ci się dzielić pracę z treningami? Opowiedz o swojej pracy.

Pracuję w Straży Miejskiej. Mam duży kontakt z ludźmi, wiadomo jedni lubią strażników inni nie lubią. Po paru latach pracy stwierdzam że jeśli ktoś jest normalny i rozumie podstawowe zasady to szanujemy się wzajemnie i jest ok. Wiele osób mnie spotyka i jakoś konfliktu żadnego nie ma. Każdy ma swoją interpretację prawa dlatego też dochodzi do problemów. Ze względu na swoją pracę nie mogę poświęcić więcej czasu na treningi niż mam wolnego czasu. Pracuję zazwyczaj do 15. Dopiero popołudniami mogę trenować i prowadzę zajęcia dla osób które chcą posmakować trochę boksu.

- Czy jest coś czego najbardziej żałujesz jako sportowiec?

Jednego czego żałuje jako sportowiec to brak mojego udziału w Igrzyskach Olimpijskich !

- Bardzo dobrze radziłeś sobie jako amator, byłeś wielokrotnym mistrzem Polski. Opowiedz nam o swojej karierze amatorskiej?

Początek mojej kariery miał miejsce w Warszawie. Był to rok 1987 i pierwsza walka przy bardzo licznej publiczności przed meczem Legia- Broń Radom w kategorii 48 kg-papierowa, w tej wadze również zdobyłem pierwszy medal spartakiady młodzieży (srebrny) po krzywdzącym werdykcie. Potem były kolejne tytuły vice MP w kategorii 54 i 57 kg gdzie przegrywałem z późniejszym mistrzem europy Jackiem Bielskim. Na zakończenie kariery juniorskiej miałem przyjemność boksować w meczu Polska-Kanada gdzie stoczyłem pojedynek z nieżyjącym już wspaniałym zawodnikiem Arturo Gatti (jako jedyny stoczyłem w miarę wyrównany pojedynek) Byłem 5-cio krotnym mistrzem polski seniorów w kategoriach 71 kg, 81kg i do 91 kg, 5 razy zdobywałem drużynowe MP, byłem 4-krotnie Vice MP, na początku kariery seniorskiej zdobyłem 2 brązy w kategorii średniej. Przełom mojej kariery seniorskiej nastąpił w roku 1997, kiedy wygrałem międzynarodowy turniej im. Feliksa Stamma i zostałem najlepszym zawodnikiem tego turnieju. Potem były mistrzostwa świata w Budapeszcie, gdzie po wygraniu dwóch walk z zawodnikami Turkmenistanu i USA przegrałem niesłusznie w walce o medal z Rumunem Diaconu. Następnego roku były mistrzostwa Europy w Mińsku gdzie po wygraniu pierwszej walki z Finem poniosłem niesłuszną porażkę w walce o medal z Turkiem. To wszystko w kategorii do 71 kg-lekkośrednia.

- Nie miałeś propozycji, żeby wcześniej walczyć regularnie jako zawodowiec?

Wcześniejsze propozycje nie były na tyle konkretne żeby je faktycznie brać pod uwagę. Były rozmowy ale na nich się kończyło. Na marginesie powiem że nie spodziewałem się że boks amatorski tak szybko upadnie i może dlatego nie dążyłem do poważnych rozmów.

- Jakie są jeszcze ambicje sportowe Roberta Gortata? Długo będziesz jeszcze walczył?

Poważnie to nie wiem jak długo będę jeszcze walczył. Wszystko zależy od zdrowia i chęci a te mogą umknąć po porażce....w tej chwili moimi ambicjami jest gala w Jaworznie 16 października. Wszystko jest temu podporządkowane, potem będą decyzje co dalej.

Widzisz siebie w roli trenera?

- Jestem już trenerem boksu w klubie Energetyk Jaworzno. W moim mieście są dwa kluby które mają sekcje bokserską i bardzo ciężko jest pozyskać młodzież gdyż godziny moich zajęć nie zawsze wszystkim odpowiadają, wynajmuje salę w szkole gdzie prowadzę zajęcia trzy razy w tygodniu. Młodzież idzie tam gdzie są większe sukcesy ale może to z czasem się zmieni.

- Planujesz karierę promotora boksu? Jak oceniasz działalność największych polskich promotorów? Raczej nie planuje zostać promotorem, a pracę innych oceniam dobrze i uważam że bardzo dobrze się rozwijają, bardzo cenię grupę Andrzeja Wasilewskiego. Uważam, że tam jest przyszłość zarówno dzięki promotorowi jak i trenerom, którzy tam pracują.

- Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie z ringów amatorskich?

Podziel się