Sport.pl

Bernd Boente: Boks to biznes, nie hobby

Podczas gdy starcie eliminacyjne do tytułu federacji WBC pomiędzy Nikołajem Wałujewem (50-2, 34 KO) a Odlanierem Solisem (16-0, 12 KO) jest niemal przesądzone, po raz kolejny wraca temat nieudanych negocjacji 36-letniego Rosjanina z czempionem organizacji, Witalijem Kliczko (39-2, 37 KO). Głos w tej sprawie zabrał Bernd Boente, menedżer ukraińskiego pięściarza, który w wywiadzie udzielonym korespondentowi serwisu Sportbox.ru, winą za fiasko w rozmowach obarcza nazbyt, w jego mniemaniu, chciwego współpromotora "Bestii ze Wschodu", Dona Kinga.
- Dlaczego nie doszło do porozumienia za pierwszym razem?

Bernd Boente: Wałujew chciał otrzymania praw transmisyjnych dla Ameryki Północnej, Południowej oraz Środkowej. Poza tym, jego promotor Don King chciał 2,5 miliona dolarów "na czysto". Oznacza to, że musielibyśmy dodatkowo zapłacić za niego podatki w wysokości 400-500 tysięcy dolarów. Przecież nie jesteśmy wariatami.

- Dlaczego nie zgodziliście się na podział ogólnego dochodu z walki w stosunku 60 do 40 na korzyść Kliczki?

A czy Wałujew jest obowiązkowym pretendentem do pasa Kliczki?

- Nie.

Więc sam odpowiedział Pan sobie na to pytanie. Nie byliśmy zainteresowani walką z Wałujewem na tyle, aby traciły na tym nasze nadrzędne interesy. Boks to bizens, nie hobby.

- Inaczej mówiąc, zgadzając się na warunki przedstawione przez Dona Kinga, walka z Wałujewem nie przyniosłaby wam większych pieniędzy niż pojedynek z Albertem Sosnowskim?

Nie. Jeśli zapłacilibyśmy Wałujewowi 2,5 miliona dolarów, cała sprawa przestałaby być dla nas biznesem. Kosztowałby on nas więcej niż te 40 procent. Nie interesują nas głupie modele biznesowe. Wałujew, dla przykładu, dzwonił do grupy promotorskiej Golden Boy i skarżył się na Kinga. Wałujew znalazł się na niewłaściwej drodze. Teraz przyjdzie mu boksować z różnymi przeciętniakami. A jeśli spróbuje dostać rewanż od Haye'a, znowu przegra. Moim zdaniem, Wałujew to osoba, która nie myśli perspektywicznie. Gdyby było inaczej, odsunąłby Kinga od prowadzenia rozmów z nami w swoim imieniu. Najgłupsze jest to, że mógł wybrać do negocjacji drugiego promotora. Dla wszystkich, poza Wałujewem, jasnym jest, że King nieuczciwie postępuje ze swoimi pięściarzami, nie ma pozytywnej reputacji. Oszukał już setki bokserów, a ich rodziny puścił z torbami. Dlatego Wałujew poważnie się pomylił, upoważniając do rozmów Kinga, a nie swego drugiego promotora, Wilfrieda Sauerlanda. Sauerland nazwał naszą ofertę wspaniałą, lepszą niż wszystkie możliwe warianty. A Kingowi było mało.



Więcej o: