Gdyby był 1 kwietnia, uznano by to za mało zabawny dowcip. Gorszym mogłaby być tylko bujda, że piłkarze Brazylii chcą grać z Polakami i jeszcze płacą za to milion dolarów. Wieść o walce Kliczki z Sosnowskim o tytuł mistrza świata kategorii ciężkiej federacji WBC przekazał "Bild" i "Dziennik Gazeta Prawna". Grupa promotorska Kliczki K2 potwierdziła, że to najprawdziwsza prawda. Prawdą jest też milion dolarów, jakie dostanie polski bokser.
Dostałem szansę życia Wałujew, 213-centymetrowy kolos z St. Petersburga, taką kasą pogardził. Nie przekonało go podwojenie stawki. Licytacja stanęła na 2,5 mln, kiedy facet o dłoni większej niż bochenek chleba znów powiedział "nie" i zażądał około 3,5-4 mln oraz podziału pieniędzy ze sprzedaży praw telewizyjnych.
Środowiskowa, choć mało prawdopodobna plotka donosi o tchórzostwie Wałujewa, który cztery miesiące temu stracił mistrzowski pas federacji WBA w walce z Davidem Haye'em i teraz znów mógłby dostać manto. Oficjalnie Kliczko, legenda wagi ciężkiej, uznał, że jego niedoszły rywal jest pazerny, i zerwał negocjacje, a ponieważ zarezerwował na 29 maja Arenę Auf Schalke w Gelsenkirchen, na gwałt zaczął szukać przeciwnika. Najpierw nie dogadał się z Amerykaninem Jamesem Toneyem. Drugi na liście rezerwowych był Sosnowski, z którym grupa Kliczki dogadała się błyskawicznie.
Bokserski światek zdębiał, bo Sosnowski zajmuje dopiero 13. miejsce w rankingu WBC. Najbardziej dziwią się niemieckie gazety, bo zamiast starcia gigantów zobaczą u siebie walkę Kliczki z mało znanym Polakiem. "Nie mogę tego zrozumieć. Przecież walką z Sosnowskim Witalij nie może nic wygrać, a tylko przegrać. Musi być inny powód, dlaczego nie walczy teraz np. z Haye'em. Może to będzie jego ostatnia walka" - zastanawia się na łamach "Die Welt" Aleksandr Powietkin, rosyjska gwiazda wagi ciężkiej.
Sosnowskiemu, poza przypomnieniem jego bilansu (45 zwycięstw, 27 przez nokaut, 1 remis, 2 porażki) i tytułu mistrza Europy zdobytego w grudniu w walce z Włochem Vidozem Paolo, poświęca się niewiele miejsca. Fachowcy porównują informację o walce z Kliczką do pasjonującej historii filmowego Rocky'ego, który przez przypadek dostał szansę walki z utytułowanym rywalem. Albo Chucka Wepnera, amerykańskiego marine, pierwowzoru Rocky'ego, który przetrzymał 15 rund walki z Muhammadem Alim. Zresztą slogan tego filmu - "Zawsze miał jedną szansę na milion" - idealnie pasuje do Sosnowskiego.
Zaczynał jako sparingpartner Przemysława Salety w kick boxingu, ale już od 12 lat boksuje za pieniądze. Najbardziej spektakularne było jego zwycięstwo w 2008 roku nad Dannym Williamsem, który ma w dorobku pobicie słabującego Mike'a Tysona i wytrwanie ośmiu rund w starciu z Kliczką. W tym samym roku zdarzyła się jednak Polakowi wpadka - przegrał na punkty z 38-letnim Zurim Lawrence'em, który z 39 walk przegrał 15.
Na wieść o walce z Kliczką Polak zdębiał, ale z miejsca odwołał zaplanowaną na 9 kwietnia w Londynie walkę z Audleyem Harrisonem. "Spełniają się moje marzenia. Szykowałem się do walki z Brytyjczykiem, a tu nagle dostałem szansę życia. Dziękuję Witalijowi i jego zespołowi. Zdaję sobie sprawę, że jestem dla wszystkich ekspertów człowiekiem z zewnątrz, ale Kliczko nie będzie żałował, dając mi tę szansę. Wiem, że wielu Polaków mieszka w Zagłębiu Ruhry, i mam nadzieję na ich wsparcie. Może zobaczą pierwszego polskiego mistrza świata wagi ciężkiej" - napisał 31-letni Polak w oficjalnym komunikacie dla grupy K2.
Jego promotor Krzysztof Zbarski też niewiele może powiedzieć. Poza tym, że walka z Kliczką na pewno się odbędzie, a Sosnowski już się do niej przygotowuje. - Strategia marketingowa tej imprezy, nad którą pracowaliśmy przez dwa tygodnie, precyzyjnie wskazuje, kiedy wyjawione zostaną kolejne informacje. Krótko mówiąc,
praca z Kliczką to rzadko spotykany profesjonalizm.
- Czy to na pewno prawda? - dopytuje Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski. - Domyślam się, że Kliczką kierowały względy marketingowe. Wszyscy już wiedzą, jak chłonny jest nasz rynek. Taka sobie walka Tomka Adamka z Jasonem Estradą wywołała za oceanem szaleństwo polskich kibiców. Z Sosnowskim będzie tak samo w Niemczech.
Kulej: Uciekaj przed "dyszlem" Ukraiński mistrz świata zgarnie za walkę z Polakiem około 5 mln dol., bo sam sprzeda prawa telewizyjne. Sosnowski - 20 proc. tej kwoty, i taka jest mniej więcej różnica między nimi w bokserskich dokonaniach. 39-letni Kliczko z imponującym bilansem 39 zwycięstw (37 KO) i dwiema porażkami (z Chrisem Byrdem i legendarnym Lennoksem Lewisem) poniesionymi z powodu kontuzji w oficjalnych komunikatach mówi przede wszystkim o zaletach walki w Gelsenkirchen: - Fani w Arenie Auf Schalke są wyjątkowi. Doświadczyłem tego w zeszłym roku, gdy mój brat Władimir walczył tam przed 61 tys. widzów. Atmosfera była piorunująca.
O Sosnowskim powiedział: - Widziałem jego walki na
DVD i muszę przyznać, że to bardzo doświadczony, szybki i trudny przeciwnik.
W Polsce prawa do walk Kliczki sprzedaje firma SportFive, a pokazuje je regularnie Canal+, płacąc za każdą od 15 do 30 tys. euro. Za pojedynek z Sosnowskim nie zapłaci ekstra, bo odbędzie się on poza Polską. Propozycja, by przenieść go z Niemiec do nowo wybudowanej hali w Gdańsku, upadła tak szybko, jak się urodziła.
Bukmacherzy długo oceniali szanse Sosnowskiego w starciu z Kliczką. Zrobili to dopiero późnym wieczorem we wtorek, oferując 1,02 zł za złotówkę postawioną na Ukraińca i aż 11 za zwycięstwo Sosnowskiego (kursy Bwin.com). Być może pomogła im opinia Kuleja. - Jestem przerażony - mówi on całkiem serio
Sport.pl. - Żeby tylko nie powtórzyła się historia Andrzeja Gołoty z Lewisem [Polak padł na deski w 39. sekundzie]. To zbyt duży przeskok dla Alberta. Wiem, że jest ambitny, ale on jeszcze nie doszedł do siebie po ostatnich walkach. Milion dolarów kusi, ale nie odkupi za to straconego zdrowia. Ludzie, przecież to waga ciężka. Wiem, co mówię, czterysta razy wchodziłem do ringu. Jedyne, co mogę radzić Albertowi, to balansować tułowiem, skracać dystans i unikać nokautujących "dyszli" Kliczki. I nie przyjmować ciosów na głowę, bo przecież wiemy, że Polak parę razy fiknął od takich w starciach z mniej poważnymi bokserami.