Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGKrzysztof "Diablo" Włodarczyk
- Zrobię "sieczkę" z Giacobbe Fragomeniego- taki scenariusz walki o mistrzostwo świata WBC w wadze junior ciężkiej z broniącym tytułu włoskim bokserem przewiduje Krzysztof "Diablo" Włodarczyk. Pojedynek odbędzie się 27 marca w Mediolanie. Polak może zarobić około 100 tysięcy euro. We Włoszech towarzyszyć mu będzie kilku ochroniarzy.
- Zrobię "sieczkę" z czterema sparingpartnerami, którzy niebawem przyjadą do Warszawy, a potem powtórzę to z Fragomenim. W ringu go "zajadę" - optymistycznie, a wręcz buńczucznie zapowiada Włodarczyk, w przeszłości czempion IBF.
- Na sparingach nie będzie kelnerów - przestrzegał trener Paweł Skrzecz. - Zmieniać się będą między linami co minutę - dodał.
W takim razie skąd optymizm w wypowiedziach pięściarza? - Na treningach pot leciał litrami z tyłka. Tak ciężko pracowałem. Zajęcia wytrzymałościowe to czasem była masakra, ale zaciskałem zęby i powtarzałem sobie: tak musi być. Sporo treningów było z piłkami lekarskimi, uderzałem w nie niczym w przeciwnika, innym razem szkoleniowiec Fiodor Łapin tłukł mnie nimi po brzuchu - powiedział Włodarczyk.
Bokser z podwarszawskiego Piaseczna radził sobie także podczas "tarczowania" i biegów w górach. - Niesamowity jest Łapin, który biega jak gazela i pewnie dałby sobie radę w maratonie - chwalił trenera.
27-letni Włodarczyk ma opracowaną taktykę na pojedynek z prawie 40-letnim Fragomenim. - Muszę zadawać ciosy seriami, po cztery-pięć-sześć uderzeń, schodzić z linii ciosu i ponawiać atak. Przed oddaniem on bardzo się odsłania. Trzeba przyznać, że podejmuje walkę i się bije - uważa Polak. - Ale kompletnie nie potrafi pracować nogami, chodzi po ringu jak po supermarkecie -dodał.
Włodarczyk zarobi za występ w Mediolanie około 100 tysięcy euro. To największa gaża w jego karierze. O jego bezpieczeństwie podczas pobytu we Włoszech dbać będą specjalnie wynajęci ochroniarze. - Pojedzie ich trzech lub czterech. Na zmianę pilnować będą Krzyśka, aby nic złego się nie stało -powiedział menedżer boksera Andrzej Wasilewski. Sam sportowiec dodaje: - We Włoszech wszystko może się zdarzyć, dlatego lepiej zapobiegać niż leczyć.
Polska grupa obawia się "sztuczek" ze strony przeciwników, którzy będą chcieli za wszelką cenę zostawić pas mistrzowski u siebie. - Nie zabieramy ze sobą kucharza, ale będziemy pilnować np. co będzie jadł i pił Krzysiek. W jakich restauracjach będzie jadał, o tym nikt z Włochów nie będzie wiedział. Pogram pobytu jest tajemnicą pilnie strzeżoną. Chcemy zapewnić Włodarczykowi nie tylko bezpieczeństwo pod względem fizycznym. Oczywiście, zadbamy, żeby na przykład ktoś go nie zaczepił w hotelu - przyznał Wasilewski.
- Koszty zatrudnienia ochroniarzy są znaczne, ale gra idzie o dużą stawkę i nie można oszczędzać. Poza tym staramy się o neutralną obsadę sędziowską. Najważniejszy będzie arbiter ringowy, bo on decyduje np. o ewentualnym przerwaniu walki - zakończył szef grupy Bullit.