Sport.pl

Boks. Nie było sensacji. Deontay Wilder wciąż królem wagi ciężkiej WBC

Walka z Geraldem Washingtonem miała być najtrudniejszym dotychczasowym sprawdzianem dla mistrza federacji WBC, Deontaya Wildera. Pretendent nie zagroził jednak faworytowi - "Bronze Bomber" pomimo statycznej postawy odniósł kolejne zwycięstwo przed czasem, tym razem w piątej rundzie
Od początku starcia widać było wzajemny szacunek obu pięściarzy. W pierwszej rundzie ciosy prawie w ogóle nie padały, obaj zdawali się czekać na pierwszy ruch rywala, bojąc się samemu przejść do ofensywy. Washington w pewnym momencie omal się nie przewrócił, ale spowodowane to było jedynie odepchnięciem Wildera, więc nie było mowy o liczeniu.

Z biegiem czasu pojedynek nabierał emocji. Washington wyczuwał co chwilę szansę na przejęcie inicjatywy, uderzał co prawda bardzo mocno, ale jego ruchy były powolne i Wilder spokojnie się odchylał lub ustawiał gardę. Sam z kolei kąsał starszego przeciwnika tylko lewą ręką. Kibice zgromadzeni w Legacy Arena w Birmingham czekali aż mistrz "odpali" swoim prawym, lecz on cierpliwie czekał na okazję. Kilkakrotnie trafił Washingtona lewym prostym, a mocny sierpowy na korpus musiał mimo wszystko zaboleć tak dobrze wyrzeźbiony brzuch byłego żołnierza US Navy.

Bohaterowie wieczoru coraz częściej wyprowadzali ciosy, a sędzia coraz częściej musiał ich rozdzielać. Washington wypuszczał potężne uderzenia, które co prawda szły do przodu, ale jego nogi nie nadążały i zostawały w tyle. Wilder natomiast nie popisywał się swoją siłą, lecz jego krótkie lewe proste dawały efekt. Mistrz z czasem coraz mocniej się nakręcał i nokaut ewidentnie wisiał w powietrzu.

Wkrótce stało się to, na co wszyscy czekali. W piątej rundzie Wilder uderzył mocnym lewym prostym, przytrzymał i wyprowadził potężny cios prawą ręką, którym ustrzelił Washingtona. "Czarny Kogut" wpadł w liny i konieczne było pierwsze liczenie. Za chwilę zdołał wrócić do walki, ale faworyt poczuł krew i swojej szansy nie wypuścił. Zbombardował osłaniającego się rywala serią atomowych uderzeń i sędzia zdecydował się przerwać pojedynek.

- Nie chcę stąd wyjeżdżać. Chcę walczyć tylko tu. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania tej walki - powiedział przy owacji publiczności "Bronze Bomber". W uprzejmy sposób podziękował też Washingtonowi i za chwilę jego dłoń powędrowała w górę, a pas WBC ponownie zawisł na ramieniu.

Deontay Wilder odniósł 38. zwycięstwo w zawodowej karierze i zaliczył 37. nokaut. Wciąż nie zaznał smaku porażki, a walka z Washingtonem pokazała wszystkim, że nawet nie używając swojej najgroźniejszej broni - prawej ręki - jest w stanie pokonać niejednego przeciwnika.

Teraz zapewne będzie dążył do zorganizowania walki z Josephem Parkerem, który najpierw musi jednak pokonać w kwietniu Hughie'ego Fury'ego. Jeśli Wilder zwycięży Parkera, a Anthony Joshua wygra z Władimirem Kliczką, wtedy wielce wyczekiwane starcie Wilder - Joshua będzie najprawdopodobniej kwestią czasu.



Powalające zdjęcie zawodniczek w "Sports Illustrated"! [ZOBACZ]


Więcej o: