Gazeta.pl > Ateny 2004 >  Sylwetki zawodników

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj

Triathlon: Ewa Dederko

pt, wsp. mik
2004-05-06, ostatnia aktualizacja 2004-05-06 00:00

Najlepsza polska triathlonistka. Do igrzysk przygotowuje się w Australii. Nie jest jednak jeszcze w stu procentach pewna występu w Atenach, choć wypełniła minimum PKOl, zajmując 12. miejsce w mistrzostwach Europy.


Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Teraz pozostało tylko spełnić kryterium międzynarodowo - miejsce w czołowej pięćdziesiątce światowego rankingu. Obecnie Dederko jest na 48. miejscu.



Ewa wie, że nawet jeśli pojedzie na olimpiadę, nie ma szans na medal czy miejsce w ścisłej czołówce. W sporcie niby wszystko jest możliwe, ale trudno Polce rywalizować z Australijkami czy zawodniczkami z USA, które przez cały rok trenują w doskonałych warunkach na wspaniałych plażach na Florydzie czy w Sydney. - Pierwszy raz byłam w Sydney w 1999 roku, na zawodach przedolimpijskich - opowiada Ewa. - Oglądały je tysiące ludzi.

Od tamtej pory 29-letnia częstochowianka marzy o udziale w olimpiadzie.

W ostatnich mistrzostwach świata spisała się słabo. Zajęła 39. miejsce, w mistrzostwach Europy była 12.

Bez trenera

Przez wiele lat Dederko nie doczekała się trenera, w Polsce nie ma specjalistów do triatlonu. - W związku mówią, że to moja wina, bo jestem wybredna, ale przecież trener musi wiedzieć o triatlonie więcej ode mnie.

Na wszystkich imprezach Dederko przekonuje się, że tylko ona jako reprezentantka Polski musi sobie radzić sama. - Nie mówię już o Amerykankach, bo te mają po kilku trenerów, ale nawet Czeszki czy Rosjanki dziwią się, że jeżdżę na zawody sama i sama trenuję. U nich cała ta presja przed zawodami rozkłada się, a ja sama muszę pamiętać o sprzęcie, formalnościach i tym wszystkim, czym inne zawodniczki się nie zajmują.

W końcu znalazła trenera w... Australii. W lutym i marcu trenowała tam pod okiem Marka Newtona, jednego z najlepszych na świecie specjalistów od triathlonu. Newton przez 5 lat współpracował z aktualnym mistrzem świata Peterem Robertsonem.



Marzenie o kołach

Jeszcze dwa lata temu Dederko myślała o rezygnacji z uprawiania triatlonu. - Od czasu do czasu nadal nachodzą mnie takie myśli - przyznaje teraz. - Triatlon u nas się nie rozwija. Nie mam nawet porządnego stroju reprezentacyjnego. Powinnam zmienić rower, ale wygląda na to, że koła kupię sama, ale jakieś używane, bo nowe kosztują sześć tysięcy, a ramę będą miała nową tylko dlatego, że załatwiłam sobie to z firmą Giant, która już wcześniej mi pomagała.

Od dwóch lat sponsorem Ewy jest częstochowska firma Dabex. Jej szef Marek Bujak postanowił pomóc triatlonistce, kiedy przeczytał o niej tekst w "Gazecie". Co miesiąc wypłaca kwotę, która żużlowca czy siatkarza mogłaby rozśmieszyć, ale Dederko potrafi ją docenić: - Bardzo ważne jest także to, że ktoś się mną interesuje, docenia to, co robię. Oczywiście, są także moi rodzice. Pomagają, jak mogą. Żyją tym triatlonem, wspierają w chwilach zwątpienia, kibicują. Już się pogodzili z tym, że studia, praca, sprawy osobiste są na dalszym planie.

Co będzie, jak nie pojadę do Aten? Wierzę, że mi się uda. Nie wykluczam też, że powalczę o kolejną olimpiadę. Najlepsze wyniki w triatlonie uzyskują zawodniczki po trzydziestce.

FORMUŁA 1
WALKA STULECIA