Sport.pl

Polski przepis na Rajd Dakar

Od czasu przeniesienia Rajdu Dakar do Ameryki Południowej nie było równie trudnej edycji. I jeszcze nigdy Polacy nie pojechali tak dobrze.
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

- Tak mocno nie dostałem w kość dawno, nie pamiętam tak wymagającej, wyboistej i dziurawej trasy. Muszę poważnie zregenerować siły przed ostatnimi odcinkami i dojść do siebie - mówił Martin Kaczmarski po dziewiątym etapie, ale podobne słowa można było usłyszeć od zawodników po niemal każdym dniu ścigania się po bezdrożach Argentyny, Chile oraz (w przypadku motocyklistów i quadowców) Boliwii.

Trasa Rajdu Dakar wyglądała w tym roku tak, jakby układał ją Bear Grylls, gwiazda programów o sztuce przetrwania w ekstremalnych warunkach. Zawodnicy przejeżdżali dziennie setki kilometrów przez miejsca, gdzie deszczu nie widziano od 150 lat, temperatura w aucie dochodzi do 60 stopni Celsjusza, a paliwo niemal gotuje się w zbiorniku. Część odcinków rozgrywała się na wysokości ponad 4 tys. m, gdzie na drodze można było spotkać głazy wielkości opony do ciężarówki. Jeden z odcinków motocyklistom i quadowcom skrócono o połowę, gdy wielu z nich zameldowało się na mecie pierwszej części kompletnie wycieńczonych i odwodnionych. Wysyłanie takich zawodników na jedną trasę z samochodami i ciężarówkami byłoby proszeniem się o nieszczęście. Ostatecznie z 431 pojazdów, które wystartowały z Rosario, na metę w Valparaiso dojechało 205, w tym sześć polskich. Quadowiec Rafał Sonik zajął najlepsze w historii drugie miejsce, życiowy wynik osiągnął też szósty wśród motocyklistów Jakub Przygoński. W pierwszej dziesiątce klasyfikacji samochodów zmieścili się Krzysztof Hołowczyc, Marek Dąbrowski i Martin Kaczmarski, a Adam Małysz był 13.

Serce i pasja

Skąd tak dobre wyniki Polaków? - Mamy wielkie serce do walki, wielką pasję do tego sportu i jesteśmy po prostu dobrzy w tym, co robimy - podsumował Rafał Sonik, kapitan polskiej ekipy, która od kilku lat może liczyć na wsparcie poteżnych sponsorów z Lotto i koncernem paliwowym Orlen na czele. Krakowianin to już uznany zawodnik. Dla niego podium nie jest marzeniem, lecz planem minimum, który udało się już zrealizować trzy razy.

Sonik podchodzi do rajdu tak jak do biznesu. Analizuje słabe i mocne strony, dokładnie rozważa każdą decyzję. Przez cały sezon testował równorzędnie dwa quady, ale w Dakarze postawił na sprawdzoną Yamahę. - Ze względu na prostotę konstrukcji uznałem, że tak będzie bezpieczniej - powiedział. Konsekwentnie unika grzebania w silniku, choć najgroźniejsi rywale dodają sobie w ten sposób mocy. Jeden z nich, Marcos Patronelli, omal nie przypłacił tego życiem. Jego quad na wzniesieniu nagle zgasł i Argentyńczyk omal nie spadł w przepaść.

Jednej przewagi Sonik może jednak pozazdrościć konkurencji. Jadący "u siebie" Ignacio Casale (wygrał rajd) zawsze może liczyć na szybkie dostarczenie części w przypadku awarii. Chilijczycy na niego chuchają i dmuchają. Podobnie jest z Marcosem Patronellim w Argentynie, a w przyszłej edycji ma też wystartować jego brat Alejandro.

Spokój i doświadczenie

Do podium dobijają się Krzysztof Hołowczyc i Jakub Przygoński. Doświadczony kierowca w tym roku szybko stracił na nie szanse po przygodach na drugim i czwartym etapie. W pierwszym przypadku pomylił się pilot, w drugim nie pomogło trzykrotne przebicie opony. W drugiej połowie rajdu Hołowczyc jechał już blisko czołówki, ale na walkę o lepsze miejsce było już wtedy za późno. - Jest pewien niedosyt, każdy przyjeżdża na Dakar po to, aby przynajmniej stanąć na podium. Ale taki jest ten rajd - nieprzewidywalny, nie można z góry niczego zakładać. Po zeszłorocznym wypadku starałem się jechać równym tempem, rozsądnie, nie szarżować - przyznał na mecie.

Przygoński po raz pierwszy jechał bez wsparcia starszych kolegów - Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego. Najwięcej tracił na etapach maratońskich, na których maszyny musiały wytrzymać dwa dni bez zewnętrznego serwisu. Polak przetrwał to m.in. dzięki pomocy Australijczyka Alana Robertsa, który dał mu swoją mniej zużytą oponę.

Przygoński zyskiwał z kolei w miejscach, gdzie bardziej od szybkości liczyła się umiejętność nawigacji. Nauka u starszych kolegów nie poszła w las. Motocyklista dobrze radzi sobie z mapą, w kluczowych momentach rzadko podejmuje złe decyzje. - To były wyjątkowo trudne zawody, nie wiem, czy nie najcięższe, w jakich startowałem. Od samego początku organizator zadbał o to, by nie było łatwo. Już na odcinkach w Argentynie mnóstwo motocyklistów poległo na nawigacji, późniejsze etapy za to były długie i bardzo wymagające fizycznie. Za rok chcę tu ponownie być i wskoczyć jeszcze kilka pozycji wyżej - zapowiedział.

I ma na to szansę. 28-letni Przygoński ma już za sobą pięć edycji Rajdu Dakar. Wśród zawodników z czołówki jest jednym z najmłodszych. Tegoroczny zwycięzca Marc Coma ma 37 lat, drugi Jordi Viladoms - 33, trzeci Olivier Pain 32, a czwarty Cyril Despres - 39.

Talent i trening

Marek Dąbrowski i Jacek Czachor przejechali w tym roku swój pierwszy Rajd Dakar w samochodzie, ale wcześniej na motocyklach przejechali wspólnie aż 25 edycji. Zamienili sprzęt ważący 200 kg na 1,5-tonowy samochód, ale doświadczenie zaprocentowało. Czachor potwierdził opinię wybitnego nawigatora. Tam gdzie inni kierowcy gubili drogę i czas, załoga Orlen Teamu zyskiwała przewagę. - Codziennie przyświecała nam zasada znana z motocykli - kiedy nie widzimy, co jest dalej na drodze, nie jedziemy. Myślę, że to jest kluczowe, i w ten sposób dowieźliśmy Hiluxa całego do mety, robiąc dobry wynik - komentował Czachor.

Na bezcennym doświadczeniu pilota Rafała Martona może polegać też Adam Małysz, który skończyłby rajd w dziesiątce, gdyby nie problemy z kołem i hamulcami na 10. etapie. Były skoczek zabrał się za rajdy bardzo profesjonalnie. Jeśli ktokolwiek myślał, że samochody pomagają mu tylko zabić nudę na sportowej emeryturze, to szybko zmieniłby opinię, gdyby zobaczył jeden trening byłego skoczka. Jesienią przygotowywał się do Rajdu Dakar na poligonie w Drawsku. Dzień zaczynał o szóstej rano od kilkudziesięciu minut jazdy na rowerze. A potem było już wyciskanie do maksimum treningowej Toyoty Hilux. Patrząc na determinację i zaangażowanie Małysza, można mieć czasem wrażenie, że nawet jakby postanowił uprawiać podnoszenie ciężarów, to z czasem i tak dołączyłby do czołówki.

Niespodziewanie już w pierwszym starcie wbił się do niej 24-letni Martin Kaczmarski (pilot Filipe Palmeiro). Szybko trafił do mocnego zespołu X-raid i wsiadł do topowego auta - MINI All4Racing. - W zespole X-raid wszystko jest dla mnie "naj" - najlepszy zespół, najlepszy samochód, najlepsi kierowcy wokół mnie i jestem najsłabszy w teamie - mówił przed Dakarem.

Niedługo to może się zmienić. Najmłodszy kierowca tej edycji zrobił duże wrażenie na kolegach z ekipy. - Codziennie do mnie przychodził i pytał, co myślę na temat następnego odcinka i warunków na trasie. Przed nim wielka przyszłość, może pewnego dnia wygra Dakar - uważa Nasser Al-Attiyah, zwycięzca z 2011 roku.

Więcej o:

WRC 2019, klasyfikacja MŚ

lp. zawodnik punkty
1 Ott Tanak 263
2 Thierry Neuville 227
3 Sebastien Ogier 217
4 Andreas Mikkelsen 102
5 Elfyn Evans 102
6 Kris Meeke 98
7 Jari-Matti Latvala 94
8 Dani Sordo 89
9 Teemu Suninen 89
10 Esapekka Lappi 83
11 Sebastien Loeb 51
12 Kalle Rovanpera 18
13 Pontus Tidemand 12
14 Craig Breen 10
15 Gus Greensmith 9
16 Benito Guerra 8
17 Marco Bulacia 6
18 Mads Ostberg 6
19 Jan Kopecky 5
20 Yoann Bonato 4
21 Stephane Sarrazin 2
22 Ole Christian Veiby 2
23 Pierre-Louis Loubet 2
24 Adrien Fourmaux 1
25 Janne Tuohino 1
26 Ricardo Trivino Bujalil 1
27 Pedro Heller 1
28 Emil Bergkvist 1
29 Nikolay Gryazin 1
30 Takamoto Katsuta 1
31 Petter Solberg 1
32 Eric Camilli 1

  • Mistrz świata