9 czerwca, Monachium. Mecz otwarcia
Całe Niemcy z niepokojem czekają na pierwszy mundialowy występ drużyny Jürgena Klinsmanna. Większość rodaków uważa, że gospodarze co najwyżej wyjdą z grupy. W ćwierćfinał wierzy 17 proc. badanych, a w grę w finale zaledwie 10 proc. Niemcy dopiero co zremisowały z Japonią 2:2, a w marcu przegrały z Włochami 1:4. Może jedynym ratunkiem na uniknięcie katastrofy jest odwołanie trenera optymisty mieszkającego na stałe w Kalifornii. Mecz rusza, a widzowie przecierają oczy. Tak ofensywnie grającej reprezentacji Niemiec i w tak szybkim tempie nie widzieli nigdy. Nie mija pięć minut, a Philipp Lahm pięknym "rogalem" z dystansu posła piłkę do siatki. Gdyby trafił kilkadziesiąt sekund wcześniej, pobiłby rekord Brazylijczyka Cesara Sampaio z 1998 roku najszybciej strzelonej bramki na inaugurację mundialu. Kolejne dwa gole dokłada Miroslav Klose obchodzący właśnie urodziny. Kropkę nad i stawia Torsten Frings atomowym strzałem z daleka. Cztery gole na początek turnieju! Niemcy są zachwycone, dumne, szczęśliwe, oddychają z ulgą. Nastroju nie mąci fakt, że Kostaryce wystarczyło dwa razy celnie uderzyć na bramkę, żeby zdobyć dwa gole.
9 czerwca, Gelsenkirchen. Lanie z Ekwadorem
"Gracie u siebie! Polacy, gracie u siebie!" - skanduje 40 tys. kibiców na trybunach Arena AufSchalke. Zachwyceni atmosferą piłkarze Pawła Janasa filmują przed rozgrzewką kibiców kamerami i robią im zdjęcia. - Mobilizacja jest ogromna, chcemy za wszelką cenę wygrać - uspokaja Mirosław Szymkowiak, bo przecież w niedawnym sparingu nasi przegrali z Kolumbią 1:2. Mecz się zaczyna i... wraca koszmar z Korei sprzed czterech lat. Znów jesteśmy słabsi od teoretycznie słabszego rywala. Gdzie się podziała przewaga fizyczna Polaków? Przy atletycznie zbudowanych Ekwadorczykach nasi wyglądają jak młodsi bracia i odbijają się od nich jak piłka. Mieli być szybsi, są wolniejsi. Mieli narzucić takie tempo gry, by zamęczyć rywala, a to rywale zamęczą naszych. Mieli górować w pojedynkach powietrznych, tymczasem pierwszego gola tracą po strzale głową. Wynik 0:1 nie podrywa piłkarzy Janasa do walki, wręcz przeciwnie. W całym meczu faulują zaledwie osiem razy. Typowany na gwiazdę Maciej Żurawski, który miał zdobyć grad bramek, strzela na bramkę rywala raz - 20 m obok słupka! Beznadziejnie grają i pozostali liderzy - Krzynówek i Szymkowiak. Jedyny celny strzał oddajemy dopiero w 84. min przy stanie 0:2. Tymczasem Janas chyba zasypia na ławce. Czemu nie dokonuje zmian w przerwie?! Czemu nie zmieni beznadziejnego ustawienia 4-5-1 ani nie wprowadzi rezerwowych piłkarzy?! Trener "budzi się" dopiero w 70. minucie. Wkrótce wprowadzony na boisko Ireneusz Jeleń trafił piłką w spojenie, a Paweł Brożek w słupek. Ale jest już za późno. Zamiast wielkiego święta piłkarze Janasa zafundowali fanom rozczarowanie, upokorzenie i łzy. Ci jednak dopingują do końca, wprawiając w osłupienie i podziw.
11 czerwca, Barsinghausen. Urlop trenera Janasa
Co robi Paweł Janas dwa dni przed meczem o mundialowe być albo nie być z Niemcami? Jak wyjaśnia dziennikarzom przyczyny kompromitującej porażki 0:2 z Ekwadorem? Czy planuje zmianę ustawienia, które nie zadziałało? Nikt się nie dowie, bo trener jako jedyny uczestnik mundialu w dziejach... bierze urlop w trakcie turnieju! I zapada się pod ziemię. Na konferencji prasowej honory gospodarza pełni... kucharz reprezentacji Tomasz Leśniak. Który nie dość, że nic nie mówi na temat taktyki z Niemcami, to nie podaje nic na ciepło. Gdzie podział się trener? - Może poszedł na ryby? - drapie się w głowę prezes PZPN Michał Listkiewicz. - Może spotkać się z najbliższymi? - docieka szef rady trenerów Antoni Piechniczek. Dziennikarze tęsknią, choć rozmowy z selekcjonerem zwykle wyglądały tak: - Czy w piątek zagra Szymkowiak? Janas: - Zobaczymy w piątek. - Czemu z Ekwadorem zrobił pan zmiany tak późno? Janas: - Bo zrobiłem zmiany tak późno. - Co trzeba zrobić, żeby pokonać Niemców. Tylko proszę nie mówić, że strzelić jedną bramkę więcej! Janas: - Strzelić jedną bramkę więcej. - Czy... Janas: - Nie zamierzam składać dymisji! Itp.
14 czerwca, Dortmund. Niemcy grają do końca, a Polska odpada z mundialu
Zabrakło sekund! Do 92. min reprezentacja Polski broniła w dziesiątkę remisu w meczu z gospodarzami na Westfalen Stadion w Dortmundzie. Artur Boruc dokonuje cudów w bramce, a Miroslav Klose i Michael Ballack trafiają w poprzeczkę. A jednak Niemcy, jak to Niemcy, zawsze grają do końca. W doliczonym czasie gry Oliver Neuville wpycha piłkę do naszej siatki. Polska odpada z mundialu. W ostatnim meczu z Kostaryką nasi zagrają już tylko o honor. Po meczu Polacy padają na boisko. Ale przynajmniej odzyskali sympatię kibiców. Zagrali o niebo lepiej niż z Ekwadorem. Odkryciem spotkania są rezerwowi Bartosz Bosacki i Ireneusz Jeleń. Pierwszy wspaniale zastąpił Mariusza Jopa i nie popełnił żadnego błędu, drugi nękał niemiecką obronę swoją witalnością i szybkością. Ale znowu zawiódł ten, który miał być gwiazdą - cofnięty do pomocy Maciej Żurawski tracił dużo piłek, dając rywalom okazje do kontrataku. A po bezmyślnym faulu drugą żółtą kartkę dostał Radosław Sobolewski. I jak cztery lata temu w Korei reprezentacja Polski po dwóch pierwszych meczach mundialu ma na koncie dwa zera - zero punktów, zero goli.
17 czerwca, Gelsenkirchen. Vamos, vamos, Argentina!
Diego Maradona na trybunach Arena AufSchalke wije się w spazmach radości. Podskakuje z radości i macha szalikiem jak małe dziecko, a jego rodacy po olśniewającej grze gromią Serbię 6:0! Co gol, to piękniejszy. Pada najpiękniejsza i najbardziej kunsztowna bramka na turnieju. Nim dojdzie do strzału, argentyńscy piłkarze wymieniają ze sobą piłkę 26 razy! Riquelme do Savioli, ten do Cambiasso i znów do Riquelme, ten do Crespo, włącza się Maxi Rodriguez i znów ma piłkę Riquelme, ten rozgrywający w starym stylu. Wreszcie na polu karnym Cambiasso podaje do Crespo, ten odgrywa piętą i zawodnik Interu zdobywa gola strzałem nie do obrony! Serbowie mogą się tylko bezradnie przyglądać. Wkrótce puszczają im nerwy. Mateja Kezman dostaje czerwoną kartkę. Trener José Pekerman może wpuścić na boisko rezerwowych, ale ci rezerwowi to przecież 22-letni Carlos Tevez i 19-letni Leo Messi. Grają jeszcze lepiej niż poprzednicy, wnoszą w grę jeszcze więcej magii i zdobywają po golu. Czy Diego Maradona będzie tak samo szalał 9 lipca po finale w Berlinie? Kto pokona tak grającą Argentynę?
18 czerwca, Kaiserslautern. Brutal De Rossi
Mecz Włochy - USA. Zaciekła walka, bo Amerykanie wiedzą, że przegrana eliminuje ich z turnieju. 28. minuta meczu, Daniele De Rossi wyskakuje w powietrze i z całej siły wali łokciem w twarz Briana McBride'a. To pierwszy tak bezsensowny, a zarazem brutalny faul na tym mundialu. Amerykanin zalewa się krwią i spędza ładnych kilka minut za linią boczną. Lekarz zakłada mu trzy szwy. Na szczęście nic nie jest złamane, bo też i piłkarz parę razy już oberwał na boisku - w policzkach oraz wokół jednego oka ma tytanowe płytki. De Rossi wylatuje z boiska z czerwoną kartką. FIFA wkrótce zdyskwalifikuje go na cztery mecze. Będzie mógł wrócić tylko wtedy, jeśli Włosi zagrają w finale. Ale sami włoscy dziennikarze przyznają, że za taki bandytyzm powinni usuwać z mundialu. I są pewni, że trener Marcello Lippi nie skorzysta z usług piłkarza Romy. Przez niego do Włochów znów przykleja się miano czarnych charakterów. Jak dwa lata temu, kiedy podczas mistrzostw Europy w Portugalii Francesco Totti splunął w twarz Christiana Poulsena. Albo jak w 1990 roku, kiedy Mauro Tassotti złamał nos Luisowi Enrique.
20 czerwca, Hanower. Nasz honor uratowany
Polscy piłkarze znów dowiedli, że są mistrzami świata w wygrywaniu meczów, od których nic nie zależy. Tak jak cztery lata temu w Korei na pożegnanie mistrzostw świata rozbili USA 3:1, tak w ostatnim występie w Niemczech przed wyjazdem do domu pokonali Kostarykę 2:1. Pozostała im więc satysfakcja, że nie byli najsłabsi w turnieju. Honor reprezentacji ocalił obrońca Bartosz Bosacki, który strzelił oba gole. I pomyśleć, że miał oglądać mundial w telewizorze! Gdyby u Damiana Gorawskiego nie wykryto astmy tuż przed wyjazdem, Bosacki w ogóle nie pojechałby do Niemiec. Janas powołał go w ostatniej chwili w miejsce chorego kolegi. Gdyby Mariusz Jop nie zatruł się przed meczem z Niemcami, obrońca Lecha pewnie wcale nie dostałby szansy na występ. A tak strzałami głową wyrównał na 1:1, a potem ustalił wynik spotkania. Po meczu Janas podziękował mu w swoim stylu. - Jestem Bartkowi bardzo wdzięczny. Ale kto wie, może Gorawski strzeliłby trzy gole? - powiedział. Znów wspaniale wypadli polscy kibice. 30 tys. biało-czerwonych fanów pożegnało się z mundialem w niezapomnianym stylu, ostatecznie obalając mit o polskim kibicu chuliganie, który przyjedzie do Niemiec, by tłuc się z kibolami z Niemiec, Anglii lub niemiecką policją.
22 czerwca, Stuttgart. Trzy żółte kartki sędziego Polla
Nie, to nie rodzina, a szczęście. Na każdym mundialu zdarzają się sędziowskie pomyłki, zwłaszcza arbitrom z "rozwijających się piłkarsko krajów" jak Egipt czy Ekwador (legendarny Byron Moreno). Ale takiej jak Graham Poll, sędzia z Premier League, nie popełnił nikt przed nim. Anglik ukarał Josipa Simunicia... trzema żółtymi kartkami. - Bo pierwsze upomnienie przypisałem grającemu z tym samym numerem Craige'owi Moore'owi - wyjaśnił. A gdyby Australijczyk dostał później prawdziwą żółtą kartkę, wyrzuciłby go z boiska? To jedna z tajemnic mundialu, jak zdanie, którym Materazzi obraził Zidane'a.
27 czerwca, Ronaldo wszech czasów
Rekord 14 goli na mistrzostwach świata legendarnego Gerda Müllera pobity! Niemiecki napastnik ustanowił go na turnieju w Niemczech w 1974 roku i w Niemczech stracił. Odebrał mu go Brazylijczyk Ronaldo, pokonując Richarda Kingsona po świetnym dryblingu w piątej minucie meczu. Udowodnił, że może i jest "El Gordo" (grubasek) ale wciąż także "El Fenomeno". - Nie myślałem o biciu rekordu, ale jestem szczęśliwy z jego ustanowienia. Doda mi energii w walce o mistrzostwo świata - cieszył się po meczu Ronaldo. Kto zatrzyma Brazylię, która ma w składzie tak fenomenalnego piłkarza?
2 lipca, Gelsenkirchen. Bohater Ricardo, banita Rooney
Nic dwa razy się nie zdarza? Nie w futbolu. Anglia znów, jak przed dwoma laty na Euro 2004, przegrywa w ćwierćfinale z Portugalią po rzutach karnych. Znów bohaterem staje się portugalski bramkarz Ricardo. Zatrzymał trzy uderzenia - Lamparda, Gerrarda i Carraghera. Tego na mundialach nie dokonał nikt! Znów meczu nie kończy Wayne Rooney - wtedy z powodu kontuzji, tym razem czerwonej kartki za spacer po kroczu Ricardo Carvalho.
2 lipca, Frankfurt. "Canarinhos" jadą do domu
Brazylię koronowano na mistrza świata jeszcze przed rozpoczęciem mundialu. Ronaldinho miał być najlepszym piłkarzem, a Ronaldo najskuteczniejszym strzelcem. Tymczasem obaj wraz z Kaką, Didą, Adriano, Robinho i pozostałymi gwiazdami wracają do domu już po ćwierćfinale! Oszukał ich stary lis Zinedine Zidane, którego zamierzali wysyłać po tym meczu emeryturę. Zizou obwieścił bowiem, że po mundialu kończy karierę. Tymczasem 34-letni Francuz ukradł im wszystkim show. To on czarował trikami zamiast Ronaldinho, to on podał piłkę prosto na nogę Thierry'emu Henry, który zdobył zwycięską bramkę. - Był na boisku jedynym Brazylijczykiem - komplementował Michel Platini. Po wyeliminowaniu Argentyny przez Niemców po raz pierwszy od 1982 roku w finale mundialu zabraknie więc drużyny z Ameryki Południowej. A Zidane jest chyba skazany na nagrodę "Złotej Piłki"...
5 lipca, Dortmund. A na końcu wygrywają... Włosi!
Płacz w Dortmundzie i w całych Niemczech. Nie spełni się marzenie gospodarzy o finale w Berlinie. Po trwającej 119 minut batalii, w której nie padły bramki, w ostatnich minutach dogrywki Włosi strzeli Niemcom dwa gole. Najpierw przepiękne zagranie Andrei Pirlo do Fabio Grosso, podkręcony strzał tego ostatniego i prowadzenie dla "Squadra Azurra". A później jeszcze podręcznikowy kontratak, gol Alessandro Del Piero i pełen nokaut. - W meczach o taką stawkę o zwycięstwie przesądza jedno genialne zagranie. Niestety, to Włosi mieli tego dnia geniusza - Pirlo - przyznaje po meczu niemiecki obrońca Metzelder. Niemcy ogłaszają dzień po porażce "środą popielcową". Do lamusa przechodzi słynne powiedzenie-przekleństwo Gary Linekera: "Futbol to prosta gra, w której 22 facetów lata za piłką, a na końcu zawsze wygrywają Niemcy". Półfinał-thriller wygrywają Włosi, podobnie jak cały turniej, po finale w Berlinie. Ale to mecz w Dortmundzie był najlepszy, jaki obejrzałem na tym mundialu.
Źródło: Gazeta Wyborcza