Ribery biegał niezmordowanie po prawym skrzydle (choć nie tylko) od jednego pola karnego do drugiego w półfinałowym meczu z Portugalią (1:0), wykonując tzw. czarną robotę. Zwycięstwo nad Portugalią Francuzi zawdzięczają wprawdzie zimnej krwi Zinedine'a Zidane'a (rzut karny), ale nie mniej pracowitości Francka Ribery'ego.
- On nigdy nie rezygnuje, próbuje aż do skutku. Myśli tylko o zespole, nigdy nie
gra dla siebie - powiedział o Francku Thierry Henri. We francuskiej szatni koszulka 23-letnioego Ribery'ego wisi obok trykotu Zidane'a i bramkarza Fabiena Bartheza.
Głęboka, długa blizna na twarzy Ribery'ego świadczy, że nie było mu łatwo w życiu... Ribery jest oszpecony od dzieciństwa. Gdy miał dwa lata uczestniczył w katastrofie samochodowej ojca. Podczas kraksy mały Franck wypadł z auta przez przednią szybę. Blizna jest widoczna nawet z odległości 20 metrów. Mimo, że dziś zarabia mnóstwo pieniędzy, nie chce poddać się operacji plastycznej. Franck nie chciał też prostować sobie zębów i złamanego nosa. - Blizny to nic hańbiącego - powiedział w jednym z wywiadów.
Niewielu zawodników było szczęśliwszych niż on po półfinałowym zwycięstwie. - Jestem jak na innej planecie. To czyste szczęście - mówił po środowym meczu.
Jego
rajdy, połączone z dośrodkowaniami na pole karne, czynią wrażenie, że to piłkarz spokojny, przewidywalny, ale to pozory. Jest nie tylko szybki, ale potrafi walczyć o piłkę i niełatwo mu ją odebrać. Wszystkie te zalety sprawiły, że trener Raymond Domenech powołał do
kadry zawodnika bez międzynarodowego doświadczenia, który nawet nie grał w Lidze Mistrzów.
- Jest bardzo pożyteczny. Daje reprezentacji to, czego nie mogą dać starsi gracze. To ważne dla stworzenia równowagi w drużynie między młodszymi i starszymi zawodnikami - powiedział Domenech.
Zaryzykował, włączając do zespołu narodowego najlepszego młodego gracza ligi francuskiej. Opłaciło się. Ribery dobrze wykonał swoją robotę. Teraz czeka go najtrudniejsze zadanie - walka o tytuł mistrza świata w niedzielnym meczu z Włochami.