Gdy osiem lat temu Francja rozbiła Brazylię w proch w finale mistrzostw świata, kibiców "Les Bleus" ogarnęła euforia. Na tegorocznym mundialu
gra kilku piłkarzy, którzy mieli udział w tamtym sukcesie. Zinedine Zidane zdobył w finale MŚ '98 dwie bramki, dając Francji pierwszy Puchar Świata. Dwa zwycięskie gole w półfinałowym spotkaniu z Chorwacją strzelił obrońca Lilian Thuram. Bramki w fazie grupowej strzelali ówcześni młodzi geniusze (mieli po 21 lat) - Thierry Henry i David Trezeguet. Między słupkami stał Fabien Barthez, uznany najlepszym bramkarzem turnieju (w siedmiu meczach wpuścił tylko dwie bramki). W drugiej połowie finałowego meczu na boisko wszedł młody Patrick Vieira, który asystował przy trzecim, dobijającym Brazylijczyków golu Emmanuela Petita.
Francja stara, ale młoda Tych sześciu graczy może powtórzyć ten sukces na obecnej imprezie. Tak jak osiem lat wcześniej Francuzi pokonali w sobotę Brazylijczyków, mając w meczu ogromną przewagę. Architektami tego sukcesu byli Zidane, Henry, Vieira i Franck Ribery - debiutant na mundialu, który w kadrze Francji znalazł się podobnie jak Thierry Henry na MŚ '98: zabłysnął w rodzimym klubie i na mistrzostwa pojechał jako "młody obiecujący". I sprawdził się - we francuskiej drużynie udanie zastąpił Roberta Piresa, który zrezygnował z występów w reprezentacji po nieudanym mundialu w Korei i Japonii.
Partnerem Patricka Vieiry w roli defensywnego pomocnika jest świetnie grający Claude Makelele. Duet Vieira - Makelele można porównać z defensywną parą Deschamps - Petit, która równie skutecznie rozmontowała brazylijski atak w 1998 roku. Linia defensywna jest tak szczelna, jak wtedy, gdy grali w niej Marcel Desailly, Laurent Blanc i Bixente Lizarazu. W środku formacji obronnej obok weterana Thurama (który podobnie jak osiem lat temu często znajduje się w polu karnym rywali) dzieli i rządzi William Gallas, zaś po bokach świetnie spisują się: doświadczony Willy Sagnol i utalentowany Eric Abidal. Ostrogi w ataku reprezentacji zdobywa powoli Louis Saha, a na lewej stronie pomocy bryluje kreatywny Florent Malouda.
Mimo wszystko, to "stara gwardia" z Zidanem na czele decyduje o przebiegu
gry. A Fabien Barthez nadal broni w swoim stylu - ryzykownie wychodzi na przedpole i piąstkuje większość strzałów. Mimo to - tak jak na francuskim mundialu - puścił tylko dwa gole. Tym razem nie ma go jednak kto pocałować na szczęście w łysą głowę - w 1998 roku przed każdym meczem robił to jego przyjaciel z obrony Laurent Blanc.
Kryzysy ich mobilizują Sytuacja Francji na tegorocznym mundialu może się kojarzyć z francuskim turniejem także z innego powodu - do półfinału drużyna trójkolorowych dotarła po straszliwych męczarniach. W 1998 roku "Les Bleus" zdobyli komplet punktów w grupie, rozbijając RPA i Arabię Saudyjską i wygrywając z Danią, ale w fazie pucharowej szło im zaskakująco słabo. W meczu 1/8 finału z Paragwajem zwycięstwo "Les Bleus" zapewnił dopiero gol obrońcy Laurenta Blanca w przedostatniej minucie dogrywki, a ćwierćfinałowy mecz z Włochami rozstrzygnął się na korzyść Francuzów dopiero w rzutach karnych. Półfinał z rewelacyjnymi Chorwatami zaskakująco wygrał Francuzom Lilian Thuram, strzelając dwa gole przy stanie 0:1 dla Chorwacji.
W tym roku podopieczni Raymonda Domenecha potwornie męczyli się w fazie grupowej, notując remisy z Koreą Południową i Szwajcarią. Musieli pokonać Togo, by znaleźć się w 1/8 finału, a i tak ukończyli rywalizację w grupie na drugim miejscu. Mecze z Hiszpanią i Brazylią pokazały jednak, że kryzys już minął.
Kibice w euforii, trener sceptyczny We francuskim zespole panuje świetna atmosfera. Kibice, którzy jeszcze niecałe dwa miesiące temu wygwizdywali reprezentację, teraz wspierają ją na każdym kroku. Po wygranym meczu z Brazylią tłumnie wylegli na ulice miast, krzycząc "Vive Zidane!". - Za każdym razem ludzie mówią mi: wróciliśmy do 1998 roku, przeżywamy to samo szczęście po raz drugi. To wspaniałe - mówi Aime Jacquet, trener zwycięskiej drużyny sprzed ośmiu lat. Prasa, początkowo wroga w stosunku do trenera Domenecha i jego piłkarzy, nazywa ich teraz magikami i wirtuozami i liczy na powtórkę sprzed ośmiu lat. Duch roku 1998 panuje również wśród piłkarzy. - Z każdym meczem gramy lepiej, tak jak w 1998 roku. To efekt ciężkiej pracy na treningach. Jesteśmy w stanie pokonać Portugalię - zapewnia Patrick Vieira. O duchu zwycięstwa, wniesionym przez sześciu mistrzów z francuskiego mundialu mówił też Willy Sagnol na konferencji po meczu z Brazylią.
Domenech nie chce jednak, by jego piłkarzy porównywano do drużyny sprzed ośmiu lat. - To inna drużyna, przeżywamy inną historię. Te porównania są męczące - mówi szkoleniowiec Francji. - Poczekajcie do czwartku. Czas wrócić do rzeczywistości i skoncentrować się na następnym meczu - dodaje. Nie przekonuje to jednak Francuzów - wszyscy pragną przeżyć zbiorowe déja vu i ujrzeć Zinedine Zidane'a unoszącego Puchar Świata. Po klęsce w 2002 roku mają do tego pełne prawo.