I jak uniknąć tego, żeby szef, który sam jest fanem piłki nożnej, nie uznał nas za nudziarzy niegodnych awansu i lepszej pensji?
Mistrzostwa świata w piłce nożnej już od piątku. Większość z nas nie może się doczekać czterech tygodni mundialowego szaleństwa, wspólnych emocji przed telewizorem, niekończących się kłótni i żalów na temat upadków i wzlotów naszej reprezentacji. Ale co mają zrobić ci, którzy w ogóle nie znają się na futbolu i wcale ich to nie interesuje?
Kto ogląda mundial w pracy?
Wydawać by się mogło, że problem mundialowej dyskryminacji dotyczy głównie kobiet. To przecież one tradycyjnie nie znają się na futbolu i nie rozumieją piłkarskich emocji. Tymczasem prestiżowy dziennik brytyjski „Financial Times” jako jeden z najbardziej popularnych, ale nieprawdziwych „faktów" na temat mistrzostw świata podaje taką opinię: „Mistrzostwa świata to impreza tylko dla facetów. Czyni z kobiet futbolowe wdowy”. Zdaniem „FT” „to już coraz mniej popularna » prawda «. W krajach, które dopiero niedawno wpadły w sidła futbolu, takich jak Japonia, Stany Zjednoczone czy nawet Francja, kobiety są takimi samymi miłośniczkami tego sportu jak mężczyźni". Zacieranie się granic płci wśród miłośników piłki nożnej dotyczy również Polski. Według danych TNS OBOP mecz FC Barcelona - Chelsea 7 marca tego roku obejrzało 30 proc. kobiet i 70 proc. mężczyzn, a najlepiej oglądany mecz Barcelona - Arsenal rozegrany 17 maja - aż 32 proc. kobiet i 68 proc. mężczyzn.
Małgorzata Rawińska z Warszawy pracuje w dziale administracji w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym. Ogląda mistrzostwa świata od 1974 roku, kiedy miała sześć lat. - Nie wyobrażam sobie, żebym mogła opuścić mecz naszej reprezentacji - mówi. - Cztery lata temu, w czasie mistrzostw w Korei, rozgrywki były nadawane w ciągu dnia i musiałam je oglądać w pracy - pracuję od 8.15 do 16.15. Na szczęście nie było z tym żadnego problemu - szłam z kolegami do gabinetu dyrektor generalnej, włączaliśmy telewizor i oglądaliśmy mecz. Pani dyrektor po dwóch dniach zaczęła się w godzinach meczu umawiać na spotkania na zewnątrz. Na szczęście dla niej na żywo śledziliśmy tylko mecze reprezentacji Polski. W tym roku raczej nie będziemy oglądać wspólnie meczów w pracy - mają być nadawane o 17 i 21. Ale na pewno będą burzliwe dyskusje, i to pewnie bardziej wśród kobiet niż facetów.
Potwierdza to Iwona Radko, dyrektor obsługi klienta w firmie Lux Med: - Ja oglądam mecze razem z facetami. Może nie jestem tak lotna jak oni, ale orientuję się, o co w tym chodzi. A większość facetów u mnie w pracy wcale nie jest zainteresowana mundialem!
Pokibicuj razem z szefem
Zdaniem Jacka Masłowskiego, dyrektora ds. Merytorycznych w firmie doradczej McHayes, mundialowe szaleństwo na pewno zjednoczy w pracy fanów futbolu niezależnie od płci. - Jak mówi slogan reklamowy jednego z napojów, "piłka zbliża" - śmieje się. - Wspólne oglądanie meczów, komentowanie ich, wyjścia do pubów mogą sprawić, że pękną też bariery związane z hierarchią w pracy. Pracownicy, którzy mają kłopot z komunikowaniem się, zwłaszcza z osobami na wyższych od nich stanowiskach, mogą wykorzystać tę sytuację jako element ułatwiający rozpoczęcie rozmowy. Poza tym szef, który pokazuje swoim pracownikom ludzką twarz i razem z nimi ogląda i przeżywa mecz, głośno krzycząc i przeklinając, przestaje wydawać się groźny i niedostępny.
Potwierdza to Małgorzata Rawińska: - Ja ostatnie mistrzostwa oglądałam z dyrektorami departamentu, choć wielu moich kolegów z pracy się na to nie odważyło. Było sympatycznie.
A co mają zrobić ci, którzy na piłce nożnej w ogóle się nie znają, a też chcieliby porozmawiać z szefem o szansach naszej reprezentacji? Jacek Masłowski twierdzi, że zbliżający się mundial to dobra okazja, żeby zainteresować się sportem na ekranie. - Spora część z nas i tak staje się kibicami tylko na czas mistrzostw świata. Warto się w to wciągnąć, bo oprócz przyjemności oglądania i przeżywania można na tym zyskać, jeśli chodzi o dobre kontakty w pracy. Ale na pewno nie należy udawać zainteresowania, jeśli go nie ma, nawet za cenę zakumplowania się z szefem.
Zakazać mundialu w biurze
Być może dobrym sposobem na uniknięcie futbolowej dyskryminacji i rozluźnienia dyscypliny byłoby zakazanie oglądania i komentowania meczów w pracy. Ale zdaniem Iwony Radko to bez sensu. - Ja się nie obawiam, że mistrzostwa świata mogą wpłynąć na efektywność pracy wśród moich pracowników. Mamy tak ciężką pracę z klientem, że wywiewa nam z głowy mundial w pięć minut po przekroczeniu progu biura. A każde rozmowy pozapracowe zawsze są elementem integrującym zespół. Jeśli miałoby to być przy meczu i przy piwku, to już w ogóle super!
Małgorzata Rawińska opowiada, że cztery lata temu w czasie mundialu żaden z kibiców nie zawalił swojej pracy: - Robiłam wszystko, co do mnie należało, albo przed meczem, albo po. A w czasie meczu wszyscy odbieraliśmy telefony i załatwialiśmy klientów.
Według Jacka Masłowskiego sprytny szef powinien wykorzystać tę sytuację do zintegrowania zespołu, a nie obawiać się, że przez to pracownicy będą źle pracować. - Jeśli dzięki mundialowi polubią jego i innych kolegów z pracy, na pewno będzie to miało przede wszystkim pozytywne skutki - twierdzi.
Nie lubisz futbolu - nie awansujesz?
Czy jednak nie powinniśmy się obawiać tego, że szef - fan futbolu nie będzie nas chciał awansować, bo nie oglądaliśmy z nim meczu? Albo że znajomi z pracy przestaną nas dostrzegać, bo przez miesiąc nie będziemy z nimi rozmawiać o futbolu?
Prof. Wojciech Burszta, antropolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza i PAN w Poznaniu oraz ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, uważa, że taka sytuacja jest mało prawdopodobna. - Wspólnota, jaka wytwarza się wśród kibiców - pracowników na czas mundialu, jest raczej nietrwała - wyjaśnia. - Tworzy się na określony czas, jest skoncentrowana wokół jakiegoś fetyszu, czegoś, co ludzi spaja. To może być upragniony awans polskiej reprezentacji, ale także zbieranie znaczków. W chwili, gdy to wspólne centrum zainteresowania znika, ludzie się rozchodzą i żyją sobie tak jak przedtem. Na przykład w czasie ostatniego meczu Polska - Kolumbia cały stadion zjednoczył się przeciw trenerowi Janasowi. A po meczu to, co ich łączyło, znikło, i wszyscy porozchodzili się do domów. To podobnie jak z pokoleniem JPII, które przecież, nie oszukujmy się, nie istnieje.
Podobnie będzie w korporacji - kapitalizm kieruje się swoimi prawami i mundialowe szaleństwo przeżywane wspólnie z zarządem nie będzie miało wpływu na awanse ani na rozdział zadań. Dlatego nie ma co się obawiać dyskryminacji.
Zdaniem profesora Burszty integracja pracowników wokół futbolowej pasji nie będzie też do końca skuteczna. - Choć ludzie będą pewnie oglądać mecze z szefem, kolegami z pracy, większość z nich najlepiej poczuje się przed telewizorem w domu, z rodziną czy znajomymi. Piłka nożna to niebezpieczny element, jeśli chodzi o kulturę korporacyjną. Tu dochodzą do głosu bardzo silne emocje - w czasie oglądania meczu krzyczymy, przeklinamy, wykrzykujemy rasistowskie hasła. Mecz z szefem to nie będzie ta sama zabawa, bo trzeba się będzie kontrolować.
Urlop albo zaległości
A co zrobić, gdy zajęci meczami koledzy będą chcieli zrzucić swoje obowiązki na osoby, które piłką nożną się nie pasjonują? - Najlepsza jest tu jest postawa asertywna - radzi Jacek Masłowski. - Mamy prawo do swoich upodobań i możemy odmawiać przerzucania na nas zadań, które powinien zrobić ktoś inny. Ale podejrzewam, że niewiele osób pozwoli sobie na taki zdecydowany opór. Dlatego mniej stanowczym zaleciłbym, żeby wzięli sobie urlop. A ci, którzy nie mogą, niech teraz, przez najbliższe dni, dadzą sobie luzu, a na czas mundialu zaplanują wykonywanie pracy, która teraz im zalega. Wtedy będą mogli odmawiać przejmowania zajęć innych, tłumacząc się, że mają dużo własnej pracy. Spędzą ten czas efektywnie ze swojego punktu widzenia, szef będzie zadowolony, że nie mają zaległości, a o wynikach mistrzostw dowiedzą się z gazet. To chyba najlepszy sposób na wykorzystanie mistrzostw świata przez osoby, których nie interesuje futbol.
Dla tych, którzy jednak będą chcieli emocjonować się mundialem w pracy, a nie do końca wiedzą, na czym to wszystko polega, zamieszczamy rady znanego dziennikarza sportowego Michała Pola.