Po nieudanych dla biało-czerwonych MŚ w Niemczech w 2006 roku z kadrą pożegnał się Paweł Janas. - Nadszedł czas, żeby w Polsce zaczął pracować zagraniczny trener, i to trener z najwyższej półki - zapowiadał tuż po imprezie ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz. Słowa dotrzymał. Od lipca na stanowisku selekcjonera zasiadł Leo Beenhakker, który na niemieckim mundialu zdobył punkt z ekipą Trynidadu i Tobago.
Przygodę z reprezentacją Polski rozpoczął 16 sierpnia 2006 od porażki 0:2 w towarzyskim meczu z Danią w Odense. Nieudana okazała się też inauguracja eliminacji Mistrzostw Europy 2008. W
Bydgoszczy Polacy przegrali z Finlandią 1:3. Po tej klęsce można było usłyszeć pierwsze powątpiewające głosy co do słuszności zatrudnienia go w naszym kraju. Po kolejnych dwóch meczach eliminacyjnych z Serbią (1:1) i Kazachstanem (1:0) fala krytyki nieco opadła. Przełomowym momentem był październikowy chorzowski mecz z czwartą w Niemczech Portugalią. Polacy wygrali 2:1. Bardziej niż wynik wrażenie na kibicach zrobił jednak styl w jakim nasi zawodnicy odnieśli zwycięstwo. Tym spotkaniem Beenhakkerowi udało się zbudować w reprezentacji świetną atmosferę, czego owocem były trzy następne zwycięstwa w potyczkach o punkty.
Przed spotkaniem z Belgią w listopadzie 2007 roku Michał Listkiewicz przedłużył kontrakt Beenhakkera do końca eliminacji MŚ w 2010 roku. Wygrana z "Czerownymi Diabłami" zapewniła nam pierwszy w historii awans do Mistrzostw Europy.
Na austriacko - szwajcarskiej imprezie w grupie przyszło zmierzyć się nam z Austrią, Niemcami i Chorwacją. W pierwszym spotkaniu z Niemcami Polacy nie prezentowali się źle, ale i tak ulegli wyżej notowanemu rywalowi 0:2. Lepiej miało być w meczu z Austrią. Nie było. Zremisowaliśmy 1:1, a beznadziejna gra Polaków zeszła na drugi plan, po tym jak angielski arbiter Howard Webb podyktował w ostatnich sekundach kontrowersyjną jedenastkę, po której Austriacy doprowadzili do wyrównania. Na zakończenie przygody z turniejem zawodnicy Beenhakkera przegrali z Chorwacją 1:0 i wiadomo było, że jako najgorsza drużyna obok Grecji musi wracać do domu.
Po powrocie do Polski Beenhakker nie krył rozczarowania. - Jesteśmy zawiedzeni. Byliśmy dobrze przygotowani. W ekipie panowała bardzo dobra atmosfera. Wiem, że zawiedliśmy naszych kibiców, to boli. Po mistrzostwach na Holendra spadła wielka fala krytyki. Prezes Listkiewicz był jednak nieugięty i nie chciał zmieniać selekcjonera przed wygaśnięciem kontraktu.
Zespół spisywał się jednak coraz gorzej. W eliminacjach do Mistrzostw Świata w RPA
Polska znalazła się w teoretycznie najsłabszej grupie. Już na starcie tylko zremisowała we
Wrocławiu ze Słowenią. Wymęczona wygrana z San Marino 2:0 była już niepokojącym sygnałem. Promyk nadziei pojawił się po wygranej w efektownym stylu z Czechami, spotkaniu łudząco podobnym do tego z Portugalią w 2007 roku. Wiara polskich kibiców znów odżyła i trwała do...85 minuty następnego spotkania eliminacyjnego ze Słowacją w Bratysławie. Wtedy po dwóch fatalnych błędach naszej defensywy daliśmy sobie wydrzeć pewne zwycięstwo.
Atmosferę w kadrze podgrzał sam Beenhakker. W przerwie eliminacyjnych meczów
kadry zaczął flirtować z Feyenoordem Rotterdam i zobowiązał się w wolnym czasie od pracy z naszą reprezentację, pełnić w holenderskim klubie rolę doradcy technicznego. To nie spodobało się działaczom PZPN, w których oczach stracił resztkę wsparcia.
Romans z klubem ze swojej ojczyzny nie wyszedł na dobre biało-czerwonym. Polacy gubili kolejne punkty, a po klęsce w Mariborze przygoda Leo z kadrą się skończyła.
Kto poprowadzi Polaków do końca eliminacji?
Majewski ?