Republika Południowej Afryki

Mistrzostwa Świata 2010

Oficjalny Sponsor Mistrzostw Świata FIFA 2010

http://www.sport.pl//i/obrazki/sport_pl/hp2009/search-blank.gifhttp://www.sport.pl//i/obrazki/sport_pl/hp2009/search-blank.gifhttp://www.sport.pl/i/obrazki/sport_pl/hp2009/search-google.gif

Wszystkie serwisy

MŚ 2010. Kto nie pomógł Kace

Rafał Stec, Johannesburg
2010-07-04, ostatnia aktualizacja 2010-07-04 18:15

To nie jest mundial herosów od lat znanych z Ligi Mistrzów. Upadł nawet Kaka, choć to reprezentacja Brazylii miała stać się dla niego odskocznią od smętnej codzienności. Czy Dunga miał alternatywę?

Dunga na MŚ 2010
Fot. Marcio Jose Sanchez AP
Dunga na MŚ 2010
Gigantyczna, widoczna z odległości kilku kilometrów podobizna Cristiano Ronaldo wciąż rozbłyskuje ze ściany jednego z najwyższych biurowców w Johannesburgu, jakby firma Nike nie chciała się zgodzić, by jej główny słup reklamowy rozstał się z turniejem na jego półmetku. W depresji i przed półfinałami wyjeżdżali z RPA też Leo Messi i Kaka, inni piłkarze, którzy zwyciężali ostatnio w plebiscytach na najlepszego na świecie, oraz inne najgłośniejsze sławy typowane na bohaterów - Wayne Rooney oraz Didier Drogba. Ten ofensywny kwintet złożony z ludzi strzelających po 20-30 lub więcej goli na sezon tutaj strzelił dwa. Oba niemal bez znaczenia, nie wpłynęły na wynik.

Messiemu podstawił nogę trener; inny trener nie miał sensownego pomysłu, jak ustawić Ronaldo, który biegał z miną cierpiętniczą i obrażony na cały świat, a po zejściu z boiska pluł na kamery; Rooney już na finiszu sezonu klubowego zwolnił, na MŚ niemal stanął, a to gracz potrzebujący świetnej formy atletycznej, by błyszczeć; Drogba już w czerwcu złamał łokieć. W tym gronie

Kaka jest przypadkiem osobnym,

bo pozostali zgaśli po wspaniałych sezonach w klubach. Jego gehenna ciągnie się od co najmniej kilkunastu miesięcy - ledwie człapał u schyłku swego pobytu w Milanie, potem nie zdołał rozkwitnąć w Realu Madryt. Leczył kontuzję uda, prasa donosiła - on kategorycznie zaprzecza - jakoby zmagał się z przewlekłym schorzeniem kręgosłupa, co skazywałoby go na specjalną opiekę lekarską oraz znoszenie chronicznego powysiłkowego bólu do końca zawodowego uprawiania futbolu. Głośno było o nim głównie wtedy, gdy jego żona i agent zwymyślali na Twitterze Manuela Pellegriniego, bo trener "Królewskich" ośmielił się zdjąć Brazylijczyka z boiska. Prezes Florentino Perez zaczął nawet podejrzewać, że człowiek, za którego zapłacił 65 mln euro, oszczędza siły na MŚ.

Reprezentacja miała być dla Kaki odskocznią od smętnej codzienności. O ile w Realu biegał w cieniu Ronaldo i w ogóle tłumie solistów, o tyle trener Dunga całą taktykę w ofensywie podporządkował właśnie jemu, żądając w zamian charyzmatycznego przywództwa i rozstrzygania o wynikach. Otulił wybrańca poczuciem bezpieczeństwa. Jak w Milanie osłaniali go defensywni pomocnicy Gennaro Gattuso i Massimo Ambrosini (ewentualnie Andrea Pirlo czy Clarence Seedorf), tak w kadrze na straży stali Gilberto Silva i Felipe Melo. Dostał Kaka swobodę, której brak dotkliwie odczuwał w Madrycie.

Z wolności umiał w pełni skorzystać tylko w meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej, który uświetnił dwoma asystami. Przegrany ćwierćfinał zaczął dobrze, lecz w chwili kryzysu nie pchnął drużyny do przodu. Zawiódł, choć trenerzy powtarzali, że od świtu do zmroku pracuje jak opętany, by odzyskać formę fizyczną. Aż musieli go hamować.

- Skomplikowana była droga, którą przebyłem, by zagrać w RPA. Tutaj zrobiłem wszystko, co umiałem. Walczyłem, próbowałem, nie dałem rady - podsumował turniej. Brazylijczycy, którzy przegrywają mundial, często mówią, że chcieliby zasnąć i obudzić się dopiero na następnym, bo nie mogą znieść świadomości, iż akurat oni zawiedli. Kaka wybąkał tylko, że myśleć o 2014 r. nie jest na razie w stanie. I dodał, że przeżywa najdelikatniejszy moment w swoim życiu.

Jego dorobek na MŚ jest mikroskopijny - na poprzednich zdobył swoją jedyną mundialową bramkę, w 2002 r. ślęczał na ławce rezerwowych i złotym medalistą został w sensie formalnym. To kolejny wybitny futbolista klubowy, który w kadrze pospolicieje. Albo się od gry wymiguje. Gdy Brazylia przed trzema laty zdobywała mistrzostwo kontynentu, odpoczywał po wycieńczającym sezonie w Milanie. Gdy wygrała ostatni Puchar Konfederacji, gole strzelał tylko Egiptowi. Grał tak sobie.

Mimo to Dunga w sporej mierze uzależnił od niego los reprezentacji, bo zmiennik Julio Baptista, choć zwiedza słynne kluby, nigdy nie był osobowością zdolną rozstrzygać mecze o niebagatelną stawkę. Dlatego Brazylijczycy wściekali się, że

Dunga zignorował wiele znakomitości.

Czy jednak miał alternatywę? Krytycy żądali powołania Ronaldinho, sportowca istotnie powstałego w Milanie z martwych, który jednak nie odzyskał w Milanie dawnej dynamiki, podczas najważniejszych wieczorów zamieniał się w gracza statycznego i nieobecnego, a im bliżej było końca rozgrywek Serie A, tym rzadziej znajdował siły, by błysnąć. Niewykluczone, że na mundialu znów okazałby się wrakiem.

Brazylia chciała też Alexandre Pato, fantastycznie uzdolnionego 20-latka, któremu jednak sezon porozrywały liczne kontuzje. Stracił przez nie pewność siebie, sam przyznawał, że na boisku zaczął bać się nagłych zrywów, spokój wciąż mąciły mu wspomnienia urazów. I jeszcze jedno - trenerzy w Serie A są zgodni, że Pato galopuje bez głowy, wciąż nie wyzbył się taktycznej naiwności, która czyni go napastnikiem ograniczonym.

Inni pożądani w kadrze rodaków? Adriano to człowiek psychicznie niestabilny - przed rokiem ogłosił, że kończy karierę, lekarze zdiagnozowali u niego alkoholizm, we Flamengo, choć odrodził się jako snajper, nie zawsze miał czas na trening. Neymar i Ganso, kolejne cudowne dzieci Santosu? W stanowych mistrzostwach Brazylii radzą sobie świetnie, ale poza tym pierwszy zawiódł na MŚ do lat 17, a drugi byle jak grał w kadrze dwudziestolatków. Oni mieli podbić mundial?



Koncepcja Dungi poniosła fiasko niekoniecznie wskutek rażących błędów personalnych. Brazylijczycy nie chcą zauważyć, że ich rodacy akurat znaczą w futbolu ciut mniej niż zazwyczaj. Messi, Higuain, Tevez, Milito, Aguero czy di Maria to Argentyńczycy. Nawet Robinho - pupilek Dungi, a zarazem ukochany przez rodaków typ nawiedzonego dryblera - Europy nie zawojował i uciekł do ligi brazylijskiej.

Brazylia na pewno wygra następny mundial »


Zobacz więcej na temat:

  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Najnowsze wiadomości