Niewielki pomocnik Barcelony stał się największym bohaterem hiszpańskich kibiców. Zakończył ich traumę zwi±zan± z występami reprezentacji na wielkich imprezach, przerwał wieloletnie oczekiwanie na mundialowy sukces. Po dokładnym podaniu od Cesca Fabregasa pokonał Maartena Stekelenburga, nie zd±żył przebiec kilku metrów, a miał na sobie pijanych szczę¶ciem kolegów z ławki rezerwowych.
Dopiero wtedy przebudzili się kibice na Soccer City. Wcze¶niej obie drużyny uparły się, by finał im obrzydzić. Zamiast meczu piłkarzy potrafi±cych wyczyniać z piłk± cuda ogl±dali¶my pokaz najbardziej wyszukanych sposobów powalenia rywala na murawę. Gracze obu drużyn nie poprzestawali na nogach, Nigel de Jong znokautował Xabiego Alonso uderzeniem wyprostowan± nog± w pier¶.
Agresję próbował powstrzymać sędzia Howard Webb. Zdarzało mu się jednak nie docenić brutalno¶ci zagrania, innym razem okazywał się zbyt surowy. Przed przerw± niemal nie chował kartki do kieszeni, ale oba zespoły wci±ż grały tak, że kwesti± czasu było, aż na boisku zrobi się więcej miejsca. O dziwo, w komplecie obie drużyny dotrwały do dogrywki, dopiero w niej z boiska wyleciał John Heitinga.
Holenderscy kibice, pamiętaj±c wyczyny swoich piłkarzy z wcze¶niejszych meczów, gdzie imponowali głównie gr± w defensywie, mogli się chociaż takiej gry spodziewać. Hiszpanie pewnie nawet nie podejrzewali, że ich zespół stać na takie wyczyny.
Pewnie dlatego Soccer City długimi momentami finał ogl±dało w milczeniu, a kogo¶ szalej±cego na trybunach znaleĽć było trudno. Od drugiej połowy fanów zjednoczyła frustracja, po kolejnych zagraniach groż±cych utrat± zdrowia zaczęli gwizdać.
Dziwno¶ci finału mundialu dopełnił styl gry obu drużyn. Hiszpanie wygl±dali, jakby na plecach dĽwigali cał± smutn± historię występów reprezentacji na wielkich turniejach, a nogi pętały im oczekiwania kibiców chc±cych w końcu cieszyć się z mistrzostwa ¶wiata. ¦miało¶ci piłkarzom Vicente del Bosque starczyło ledwie na dziesięć minut, w czasie których rywale wydawali się oczekiwać w polu karnym na egzekucję. Rozmontowywać holendersk± defensywę zacz±ł Sergio Ramos, najbliżej zdobycia bramki był David Villa, ale trafił w boczn± siatkę.
Gdy wydawało się, że po kolejnym ataku piłka niechybnie wyl±duje w bramce Maartena Stekelenburga, mistrzowie Europy przestali grać w piłkę. Tiqui-taca, czyli akcje zbudowane z dziesi±tek krótkich, dopieszczonych podań, przestały się kleić, często przerywały je zagrania niedokładne, straty lub bezmy¶lne próby wpakowania piłki do bramki z miejsca bliższego ¶rodkowi boiska niż pola karnemu. Zupełnie jakby kto¶ nagle wył±czył w mózgach hiszpańskich piłkarzy komórki odpowiedzialne za szybkie decyzje, bez których zbudować ataku w ich stylu się nie da. W efekcie mistrzowie Europy wypracowali ledwie minimaln± przewagę w posiadaniu piłki.
Holendrzy rozgrywali j± jednak głównie przed własnym polem karnym, dalej nie pozwalali im rywale i ostrożno¶ć. Trener Bert van Marwijk posłuchał tych, którzy twierdzili, że Hiszpanów nie da się zwyciężyć, graj±c ofensywnie. Jedyn±, mał± szansę daje zmuszenie piłkarzy do konsekwentnej pracy, bieganie za każdym hiszpańskim podaniem i czekanie. Cierpliwe czekanie na szansę, która przy niezdarnie, ale uporczywie atakuj±cej Hiszpanii musiała się pojawić.
Gdy przewidywania holenderskiego trenera się sprawdziły, bohaterem został Iker Casillas. Je¶li przed mundialem nazywano go ¶więtym, w drugiej połowie zbliżył się do osoby boskiej. W 62. minucie stan±ł przed nim tylko Arjen Robben. 26-letni skrzydłowy jednym uderzeniem mógł spełnić marzenia holenderskich kibiców od lat 70. wypatruj±cych mistrzostwa ¶wiata. Skrzydłowy Bayernu, który kilka razy pokazał w RPA, że lew± nog± potrafi wyczyniać rzeczy dla innych niedostępne nawet w snach, uderzył w lewy róg, Casillas rzucił się w prawy, ale podniósł stopę i zmienił lot piłki tak, że ta przeleciała obok bramki.
Niedługo póĽniej bramkarz Realu wyrwał piłkę spod nóg holenderskiego skrzydłowego. Wtedy zawiódł Carles Puyol, dot±d na mundialu niemal bezbłędny.
Hiszpanie swoje pierwsze okazje również zmarnowali. W dogrywce w stylu Casillasa piłkę po strzale Fabregasa odbił Stekelenburg. Wcze¶niej David Villa z kilku metrów trafił w holenderskiego obrońcę.
To nie był finał gwiazd walcz±cych o tytuł najlepszego gracza turnieju. Villa, który dodatkowo chciał zostać królem strzelców, nie dotrwał nawet do końca, niczym nie wyróżnił się Wesley Sneijder po potrójnej koronie zdobytej z Interem
Mediolan marz±cy o wygraniu mundialu. Po meczu długo siedział na ¶rodku boiska i gorzko płakał, srebrny medal odbierał z opuchniętymi od łez oczami.
Pewnie czuł bezsilno¶ć. Jego poprzednicy próbowali zdobyć
złoto mundialu, graj±c w piłkę zjawiskowo, wyznaczaj±c kanony futbolowego piękna. W RPA zespół dowodzony przez Sneijdera targn±ł się na sukces, prezentuj±c futbol ciężkostrawny. Znów się nie udało.
Hiszpanie, mimo że w finale przyjęli warunki rywali i równie często faulowali, zostan± zapamiętani jako drużyna, która potrafi kopać piłkę jak nikt na ¶wiecie. Wczoraj zostali trzeci± reprezentacj±, która do mistrzostwa Europy dołożyła mistrzostwo ¶wiata. A to jeszcze nie koniec. Po sukcesie w Austrii i Szwajcarii Zinedine Zidane powiedział, że je¶li Hiszpanie zaczn± w końcu wygrywać, to już nigdy nie przestan±.