O Davidzie Villi czytaj na Sport.pl » Takich akcji oczekiwali¶my, takie akcje musz± ozdabiać mundial, na który wraca Maradona. Tyle że dryblerskich slalomów spodziewali¶my się raczej po Leo Messim.
Naturalny spadkobierca boskiego Diego Messi się oci±ga, więc zast±pił go David Villa, zjawiskowy snajper Valencii. Przedryblował jednego obrońcę, przedryblował drugiego, pięknie uderzył. I nieważne, że rywale sprawiali wrażenie zbyt onie¶mielonych, by ostro mu się przeciwstawić - padł jeden z najładniejszych goli turnieju.
Tuż przed mundialem wzięła Villę
Barcelona, ale wielka zagadka współczesnego futbolu pozostała nierozwi±zana - jak to możliwe, że napastnik tego formatu spróbuje swoich sił w słynnej firmie dopiero dzi¶, gdy dobiega trzydziestki? Jak to możliwe, skoro przemnożenie liczby zdobywanych przez niego bramek przez klasę przeciwników (liga hiszpańska) czyni z niego napastnika bardziej zabójczego niż wszyscy inni na planecie, nawet ci bardziej rozpoznawalni, których rozsławiaj± również reklamowe spoty?
W meczu z Hondurasem Villa w pewnym sensie Hiszpanów uratował, bo ci, zranieni sensacyjn± inauguracyjn± porażk± ze Szwajcari±, pragnęli ugodzić Honduras natychmiast i zatracili jedn± ze swoich naczelnych cech. Cierpliwo¶ć. Ich tradycyjny barokowy styl dobrze oddaje statystyka Xabiego Alonso i Xaviego Hernandeza z poprzedniego meczu - jedynych na mundialu piłkarzy, którzy z pierwszej serii gier wykonali ponad setkę podań. Tym razem faworyci reagowali jednak porywczo, uderzali w wybitnie niesprzyjaj±cych ku temu momentach, Alonso usiłował lobować bramkarza nawet z 60 metrów.
Gdy objęli prowadzenie, odzyskali równowagę. Nie dobili Hondurasu tylko dlatego, że trener Vicente del Bosque próbuje odzyskać dla reprezentacji innego fantastycznego snajpera, wracaj±cego po kontuzji Fernando Torresa. Gwiazdor Liverpoolu w swojej normalnej dyspozycji w ten jeden wieczór zagwarantowałby sobie prawdopodobnie tytuł króla strzelców mundialu. Niestety, pudłował z każdej odległo¶ci.
Aż strach pomy¶leć, jak skończyliby Hondurańczycy, gdyby w centrum ataku grasował Villa.
Villa ust±pił miejsca koledze w tarapatach, ale z kanonady ani my¶lał zrezygnować. Po przerwie trafił z dystansu. Strzelił 40. gola w 61. meczu w kadrze. Jeszcze cztery i do¶cignie lidera klasyfikacji wszech czasów Raula Gonzaleza. Zawiódł dopiero przy strzale z rzutu karnego, ale wtedy Hiszpanie wydawali się już całkowicie zrelaksowani bezbronno¶ci± przeciwników.
Ci nie obrali taktyki zachowawczej, lecz wręcz tchórzliw±. Faworyci musieli ich długo zachęcać, by o¶mielili się w ataku liczyć na co¶ więcej niż szybko¶ć wysuniętego Davida Suazo. Czasem Hondurańczycy nawet zrezygnowali z przyspieszenia przy kontrataku, je¶li dostrzegli, że Hiszpanie zostaj± gromad± na ich połowie.
Dlatego siły piłkarzy, którzy lecieli na mundial jako faworyt numer jeden, ocenić po poniedziałkowym meczu nie sposób. Wiadomo tylko, że ich rodacy odetchnęli i odzyskali wiarę. Oni przez całe Euro 2008, zwieńczone
złotem dla piłkarzy trenowanych wówczas przez Luisa Aragonesa, kupili 450 tys. koszulek, które ubierała wówczas na mecze reprezentacja.
Teraz, choć mistrzostwa ledwie się zaczęły, kupili ich już pół miliona. Co nie daje pewno¶ci, że ustanowi± niebotyczny rekord - nawet je¶li w pi±tek ich bohaterowie pokonaj± Chile, mog± nie uciec z pozycji wicelidera, a wtedy już w 1/8 finału stanie im na drodze
Brazylia.