W marcu van Marwijk podj±ł ostatni± próbę przekonania Edwina van der Sara, by pojechał na mundial. 40-letni golkiper zakończył karierę w reprezentacji po Euro 2008, wrócił na dwa spotkania eliminacji M¦ ubłagany przez selekcjonera, który z powodu kontuzji nie miał kogo wstawić do bramki. Tym razem piłkarz Manchesteru United nie dał się już przekonać.
Van der Sar zapracował na opinię jednego z najlepszych fachowców od łapania piłki ostatniego dziesięciolecia. Widz±c go w bramce, kibice nie bali się nawet błędów obrońców, bo dwumetrowy piłkarz przypominaj±cy bardziej skoczka wzwyż zatrzymywał strzały, które wydawały się nie do obronienia. Bez niego strach miał ich paraliżować po każdym do¶rodkowaniu rywali.
Typowanego na następcę van der Sara Maartena Stekelenburga o czynienie cudów nie podejrzewano. Tym bardziej że w poprzednim sezonie stracił miejsce w bramce Ajaksu
Amsterdam. Trener Marco van Basten po serii błędów wolał postawić na młodego Kennetha Vermeera. - Powiedział mi, że jestem zbyt beztroski i zadowolony z siebie, co mnie zdziwiło, bo nie leniłem się na treningach. W jednym miał rację, nie grałem wtedy dobrze - mówi 28-letni bramkarz.
Miejsca w reprezentacji Stekelenburg jednak nie stracił, bo rywalizował tylko z rok młodszym od van der Sara Henkiem Timmerem. OdpowiedĽ na pytanie, jak słyn±ca z
pracy z młodzież±
Holandia wpadła w taki kryzys, przypomina opowie¶ć o jajku i kurze. Nie wiadomo, co było pierwsze.
Jedni twierdz±, że zaniedbano szkolenie, przez co holenderskie kluby masowo sprowadzaj± obcokrajowców. W ostatnim sezonie bramkarze zza granicy grali w dziesięciu klubach Eredivisie. - Chcieli¶my Holendra, ale nie mieli¶my w kim wybierać. Musieli¶my szukać za granic± - mówi trener Sparty Rotterdam Frans Adelaar.
- Nikt się tym nie przejmuje, leży skauting i szkolenie. Pamiętajmy jednak, że bramkarza nie da się stworzyć, bramkarzem trzeba się urodzić. Wystarczy wcze¶nie rozpoznać talent i zacz±ć z nim pracować - mówi były golkiper Pim Doesburg.
Inni uważaj±, że to obcokrajowcy przeszkadzaj± w rozwoju rodzimych talentów. - Powinni podnosić poziom, jak kiedy¶
Jerzy Dudek czy Heurelho Gomes. Zamiast tego mamy wielu miernych piłkarzy, którzy odbieraj± miejsce naszym - twierdzi były reprezentant pomarańczowych Piet Schrijvers.
- Niektórzy bramkarze zza granicy wnosz± co¶ do naszej ligi, ale większo¶ć jest słaba. Młodzi nie dostaj± szans. Potrzebujemy dziesięciu lat, by to zmienić. Po van der Sarze powstała wielka dziura. Tylko Stekelenburg ma do¶wiadczenie z
gry na najwyższym poziomie - mówi Frans Hoek, były trener bramkarzy reprezentacji Polski, dzi¶ pomagaj±cy holenderskiemu zwi±zkowi w stworzeniu systemu wychowuj±cego następców van der Sara.
Van Marwijk radzi sobie jak może. Na mundial zabrał 40-letniego debiutanta Sandera Boschkera, który rywalizuje o miejsce na ławce z 27-letnim Michelem Vormem. Obaj nie maj± szans ze Stekelenburgiem, który w ostatnim sezonie odzyskał miejsce w pierwszej jedenastce Ajaksu. Jego zespół stracił tylko 20 goli i zaj±ł drugie miejsce w lidze.
Wci±ż jednak nie spodziewano się po nim występów wybitnych. Dzi¶ wiadomo, że bez Stekelenburga Holandia mogła wcze¶niej zakończyć turniej w RPA. W 1/8 finału ze Słowacj± przy wyniku 1:0 wygrał pojedynek sam na sam z Robertem Vittkiem. Selekcjoner powiedział, że była to kluczowa interwencja spotkania.
W ćwierćfinale z Brazyli±, gdy Holendrzy przegrywali 0:1, Stekelenburg odbił fantastyczny strzał Kaki. Van Marwijk twierdzi, że gdyby mu się nie udało, byłoby po meczu.
- Cieszę się, że wszyscy naokoło nie domagaj± się powrotu Edwina. Ale nie jestem głupi, je¶li popełnię jeden bł±d, usłyszę, że van der Sar z łatwo¶ci± by ten strzał obronił - mówi Stekelenburg.
Je¶li we wtorek Holandia zwycięży, pierwszy raz bramkarz Ajaksu okaże się lepszy od poprzednika. Van der Sar z reprezentacj± dotarł tylko do półfinału mundialu we Francji.