Republika Południowej Afryki

Mistrzostwa Świata 2010

Oficjalny Sponsor Mistrzostw Świata FIFA 2010

http://www.sport.pl//i/obrazki/sport_pl/hp2009/search-blank.gifhttp://www.sport.pl//i/obrazki/sport_pl/hp2009/search-blank.gifhttp://www.sport.pl/i/obrazki/sport_pl/hp2009/search-google.gif

Wszystkie serwisy

RPA 2010. Leo Messi w wersji mundialowej przypomina Maradonę

Rafał Stec, Johannesburg
2010-06-12, ostatnia aktualizacja 2010-06-12 18:40

12.06.2010, godzina 16:00

Argentyna

Bramki:
Kartki:
karne
  • 2P
  • 1P
  • na żywo

Ellis Park Stadium, Johannesburg, null Widzów: 55700 Sędzia: Wolfgang Stark (Niemcy)

Nigeria

Bramki:
Kartki:
RPA 2010. Leo Messi i Haruna Lukman
RPA 2010. Leo Messi i Haruna Lukman
Fot. KIM KYUNG-HOON REUTERS

Na zmęczonego wbrew obawom nie wyglądał, przykuwał uwagę przez pełne 90 minut. Tak, Leo Messi w wersji mundialowej też przypomina następne wcielenie boskiego Diego - relacjonuje Rafał Stec prosto ze stadionu po meczu Argentyna - Nigeria (1:0).

RPA 2010. Haruna Lukman ogląda żółtą kartkę za faul na Leo Messim
Fot. DAVID GRAY REUTERS
RPA 2010. Haruna Lukman ogląda żółtą kartkę za faul na Leo Messim
RPA 2010. Leo Messi strzela na bramkę Nigerii
Fot. DAVID GRAY REUTERS
RPA 2010. Leo Messi strzela na bramkę Nigerii
Gabriel Heinze i Leo Messi
Fot. JERRY LAMPEN REUTERS
Gabriel Heinze i Leo Messi
Teraz wiemy na pewno: Messi nie pastwił się dotąd nad piłką Jabulani nie ze względu na swój kontrakt z Adidasem. On zwyczajnie kocha każdą piłkę. W sobotę długo nie skrzywdził jej pokracznym zagraniem, każde dotknięcie było przeczuciem gola, każde zmieniało na chwilę mecz w jego prywatny pojedynek z bramkarzem Eneyamą.

Potrzebował pięciu minut, by przenieść mundial w inny wymiar - dryblingiem (od razu w ilościach slalomowych), podaniem, strzałem. Potrzebował dwóch kwadransów, by wyczarować lewą stopą więcej urzekających zagrań, niż uzbieralibyśmy we wszystkich wcześniejszych meczach turnieju. To wręcz niesprawiedliwe, że zwycięską bramkę Argentyńczycy zdobyli dzięki kardynalnemu zaniedbaniu nigeryjskiej defensywy, ze zwykłego rzutu rożnego, bez udziału swego bohatera.

Ale to zarazem logiczne.

Kiedy Messi czule muska piłkę - albo kiedy prowadzi ją którykolwiek z jego rodaków - zbyt wielu partnerów nie rusza się niemal wcale, czekając, co będzie. Jeśli odłożyć wynik, czarne proroctwa na razie się spełniają - wracają ponure wspomnienia z kiepskich argentyńskich eliminacji, Maradona wciąż nie wymyślił, jak grać. Jego ludzie w defensywie zbyt często reagują nieodpowiedzialnie, a w ofensywie bazują na zrywach wirtuozów. Kontrnatarcia wyprowadzają śmiertelnie niebezpieczne, atak pozycyjny tkają statycznie i przewidywalnie. Ich grze brakuje głównego wątku, co na tle Nigeryjczyków jeszcze nie uderzało w oczy, lecz w starciu z przeciwnikiem lepiej zorganizowanym może doprowadzić do klęski. Takim przeciwnikiem, który nie pozwoli sobie na luksus zwolnienia z zadań obronnych obu napastników. Takim, który uzna, że Argentyńczykom - zwłaszcza ich liderowi - na wszelki wypadek lepiej nie pozwolić oddychać pełną piersią przed polem karnym.

Słyszeliśmy o Messiego dolegliwościach, wielu ekspertów obawiało się, że wydłużonego o mundial sezonu nie wytrzymają jego członki, przecież nadwrażliwe.

- Wolałbym, żeby w Barcelonie traktowali go inaczej. Rozegrał pewnie ponad 50 meczów, a jak trener Guardiola kogoś zmieniał, to Hiszpanów. Tylko nasz chłopak zawsze biegał do końca - perorował Maradona. Zapomniał, że to sam piłkarz tłumaczył katalońskiemu szkoleniowcowi, iż czuje się rewelacyjnie i nie ma ochoty schodzić z boiska wcale.

Nic dziwnego, ustanawiał rekord za rekordem. Dla katalońskiego klubu gola strzelał średnio niemal co mecz. Z każdego wieczoru przy jupiterach czerpał rozkosz, nie tracił sił, lecz wzlatywał wyżej i wyżej.

W reprezentacji Argentyny (pomijam sparingi) ten sam Messi potrzebuje aż czterech-pięciu meczów, by wypocić bramkę. Tutaj nie wirują wokół niego ludzie, którzy każdym przemyślanym posunięciem starają się dać Messiego komfort, czyli ciut miejsca na swobodne rozpoczęcie solowego show. Tutaj nie ma uporczywych, płynnych natarć, choć również Argentyna, jak Barca, stoi bajecznym talentem.

Mimo to Argentyńczyk pląsał w Johannesburgu na całego. Gdyby padał z wycieńczenia, nigeryjscy fani nie przyrastaliby ze strachu do krzesełek za każdym razem, gdy uderzał. Nie powiodłyby mu się niemal wszystkie dryblingi. Nie podawałby piłki z precyzją typową raczej dla obrońców, którzy imponującą statystykę celności wypracowują pod własnym polem karnym, wolni od presji przeciwnika i kopiący na odległość kilku metrów.

Dopiero w końcówce zaczął Messi zdradzać ludzkie cechy. Pomylił się aż kilka razy, powinien był ozdobić okazałą inaugurację bramką. Szkód na razie nie wyrządził. Dopiero w starciach decydujących, już po odbębnieniu formalności w słabej grupie, niezbędny może okazać się wyczyn maradoński w sensie ścisłym - dopadam piłki gdziekolwiek, choćby i pod własnym polem karnym, przytulam się, zapominam o bożym świecie i biegnę aż po samego gola.

Bo Diego nie wygląda na trenera, który chce - umie? - Messiemu pomóc.

Zobacz więcej na temat:

  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Najnowsze wiadomości

Aplikacja wymaga wtyczki Adobe Flash Player 9. Pobierz najnowsza wersję.

Pobierz Adobe Flash Player

Grupa B

lpdrużynampktbr
1Argentyna397-1
2Korea Południowa345-6
3Grecja332-5
4Nigeria313-5
legendaAwans do 1/8 finału

Mistrzostwa Świata 2010 - mecze