Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Artykuły

A A A Dodaj: Dodaj do Śledzika

Przedwojenne decyzje uderzają w kiboli - strefa nie dla nich

Sławomir Sowula, Gdańsk
2009-06-13, ostatnia aktualizacja 2009-06-13 14:30

9 listopada 2008. Lechia - Lech. To przed tym meczem doszło do zadym
9 listopada 2008. Lechia - Lech. To przed tym meczem doszło do zadym
Fot. Renata Dabrowska / AG

Precedensowy proces wytoczyła gdańska prokuratura ponad setce kiboli, wspierając się przedwojennym orzecznictwem Sądu Najwyższego.

Akt oskarżenia dotyczy 94 osób, głównie kibiców Lecha Poznań. Grozi im do trzech lat pozbawienia wolności - mówi prokurator Witold Niesiołowski, szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz (prywatnie kibic gdyńskiej Arki sympatyzującej z Lechem).

To efekt zadymy, do której doszło 9 listopada ub.r., godzinę przed meczem Lechii z Lechem. Gdańscy organizatorzy wyznaczyli 400 kibicom gości miejsce w specjalnym sektorze, który od fanów Lechii oddzielony był pustym sektorem z wysokim ogrodzeniem. Poznaniacy przerwali jednak siatkę odgradzającą ich od strefy buforowej. Do akcji wkroczyła policja, która opanowała sytuację w ciągu kilku minut. Zatrzymała ponad stu kiboli.

- Siatkę przerwało kilkunastu kibiców, ale uznaliśmy, że samo znalezienie się w strefie buforowej jest przestępstwem - mówi Niesiołowski.

Prokuratura skorzystała z artykułu 254 kodeksu karnego, który mówi o karze za udział w zbiegowisku, którego "uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się zamachu na osobę lub mienie". - To miało miejsce na stadionie. Zniszczono mienie, byli ranni - mówi Niesiołowski.

Podkreśla, że w takiej sytuacji na wizytę w sądzie naraża się każdy uczestnik zbiegowiska. Prokuratura miała ułatwione zadanie, bo granicę, w którym miało ono miejsce - inaczej niż na ulicy - precyzyjnie określały granice strefy buforowej.

- Każdy znajdujący się w buforze miał czas na jego opuszczenie. Jesteśmy przekonani, że nikt nie znalazł się tam przypadkowo, np. został wepchnięty - tłumaczy Niesiołowski.

W akcie oskarżenia prokuratura wspiera swoją argumentację wyrokiem Sądu Najwyższego z 1935 r. Dokument precyzuje, kogo można uznać za biorącego udział w zbiegowisku: "Ten, kto jest częścią duchową tłumu, z tym tłumem współczuje, przyczynia się do wytworzenia nastroju, np. okrzykami, biciem braw, okazywaniem zadowolenia lub niezadowolenia z pewnych działań, jest do pewnego stopnia częścią zbiorowego organizmu, jakim jest tłum spełniający przestępstwo".

Dlatego prokuratura nie będzie musiała szczegółowo udowadniać, co konkretnie robił każdy z oskarżonych - czy wyzywał policjantów, czy rzucał kamieniami, czy niszczył ogrodzenie. Decydujące mają być zeznania policjantów potwierdzające obecność kibiców w zakazanej strefie.

Piotr Rocki z Legii do Jagiellonii? - czytaj tutaj »


Źródło: Gazeta Wyborcza

Zobacz więcej na temat:

IGRZYSKA
PIŁKA NOŻNA