Liga upadłych Mistrzów

Rafał Stec
2012-04-26, ostatnia aktualizacja 2012-04-26 20:14

19.05.2012, godzina 20:45

Bayern Monachium

1
1
Fot. SERGIO PEREZ REUTERS

Skład finału Ligi Mistrzów nie tylko ze względu na pokiereszowane zawieszeniami za kartki kadry wygląda chyba najbardziej zdumiewająco od 2004 roku - pisze w komentarzu Rafał Stec.

Bastian Schweinsteiger nie pozostawia wątpliwości, że graczom Bayernu bardzo zależało na tym zwycięstwie.
Fot. SUSANA VERA REUTERS
Bastian Schweinsteiger nie pozostawia wątpliwości, że graczom Bayernu bardzo...

Fot. Daniel Ochoa de Olza AP
ZOBACZ TAKŻE
Leo Messi strzelił w bieżącym sezonie klubowym 63 gole, Cristiano Ronaldo - 56. Obaj ścigali się w tempie w futbolu niespotykanym, nigdy wcześniej nie podziwialiśmy duetu snajperów, którzy tak uciekliby całej konkurencji.

Aż nadeszły półfinały Champions League. Pudło Argentyńczyka o tyle dało się (z trudem) zrozumieć, że on, pomimo swojej niewątpliwej wirtuozerii, bezbłędny w kopaniu z jedenastu metrów nigdy nie był, w Barcelonie zmarnował osiem z 33 prób. Ale Portugalczyk?! Ten cyborgowaty kiler, który nie chybił z żadnego z ostatnich 25 rzutów karnych?

Wpadki obu goleadorów trochę ich uczłowieczyły, a Barcelonę i Real Madryt wpadki trochę upodobniły do innych drużyn. I ani myślę używać słowa mocniejszego niż właśnie "wpadka", bo jeśli obaj potentaci zatrzymają aktualnych trenerów, to nie ma powodu oczekiwać - wbrew publicystycznej wygodzie - rychłego końca ery katalońskiej lub załamania się projektu madryckiego.

Odkąd w rywalizację na hiszpańskim szczycie zaangażował się José Mourinho, rywalizacja ta przeniosła się na szczyt europejski - Barcelona wygrywała ze wszystkimi, a Real wygrywał ze wszystkimi poza Barceloną. Wygrywały z nieludzką regularnością, zazwyczaj urządzając sobie snajperską fiestę. Wyjąwszy El Clásico, portugalski trener firmował w Lidze Mistrzów 17 zwycięstw oraz trzy remisy, jego piłkarze w tych meczach natłukli 56 goli. Owszem, można paplać, że roznosił miernych rywali - może raczej: niezbyt renomowanych? - ale jeśli siłę drużyn będziemy mierzyć siłą ich przeciwników, to hegemonię Barcy i Realu zakwestionować jeszcze trudniej. Kiedy hiszpańscy giganci znęcali się nad rzekomymi miernotami, Manchesterowi United opierały się zespoły klasy Basel czy Benfiki, a Bayern odpadał z poprzedniej edycji Champions League już w 1/8 finału, po dwumeczu z kompletnie rozbebeszonym Interem, by w Bundeslidze przegrywać - notorycznie, cztery razy z rzędu! - z Borussią Dortmund, w której monachijski prezes w ogóle nie dostrzega graczy światowej klasy.

Przytaknąć można mu o tyle, że w Bayernie zebrał kilku piłkarzy bezdyskusyjnie wybitnych, którzy jednak tworzą grupę równie wybitnie humorzastą i nieobliczalną. Rozrzut pomiędzy jej występami najsłabszymi a najlepszymi jest skandaliczny - wspomnijcie 0:1 i 7:0 z Basel czy kilka porażek w kraju, w Barcelonie czy Realu niespotykany. To też sprawia, że nie znajdziemy kryterium, wedle którego w sezonach minionym i trwającym nikt nie mógł - aż do teraz - się do hiszpańskich mistrzów porównywać. A kiedy już poległy, to po sprawdzeniu finiszu fotokomórką. Dotyczy to zwłaszcza piłkarzy z Madrytu kierowanych przez specjalistę od półfinałowych dreszczowców - zazwyczaj albo je minimalnie wygrywa i zdobywa potem trofeum (2010, 2004), albo je minimalnie przegrywa (2005, 2007, 2012). Nawiasem mówiąc, jeśli dołożymy jeszcze porażkę z Barcą w roku 2011, bilans Mourinho urośnie do fenomenalnego - sześć półfinałów w ośmiu występach w Champions League!

Nie wiem, w jakim stopniu na sensacyjne rozstrzygnięcia w bieżącej edycji wpłynęło nieszczęsne usytuowanie El Clásico pomiędzy półfinałami, niech decydują o tym specjaliści od wyrysowywania rzeczywistości alternatywnych. Wiem tylko, że skład finału nie tylko ze względu na pokiereszowane zawieszeniami za kartki kadry wygląda chyba najbardziej zdumiewająco od 2004 roku. Zmierzą się w nim szósta aktualnie drużyna ligi angielskiej, która w minionym sezonie była tej ligi tylko wicemistrzem, z drugą aktualnie drużyną ligi niemieckiej, która w minionym sezonie była tylko trzecia. Mistrzów byłych albo przyszłych tu nie znajdziecie, co więcej, także w Champions League Bayern oraz Chelsea potykały się i w fazie grupowej, i w fazie pucharowej (4 porażki), a londyńczycy balansowali na krawędzi już w 1/8 finału, gdy dopiero w dogrywce powalili debiutantów z Napoli.

Ocalili ich wówczas Terry, Lampard i Drogba. Wspaniali atleci, dla których Puchar Europy wciąż ma kształt niespełnionych marzeń. Chelsea to ostatnia z wielkich futbolowych firm początku XXI wieku bez najcenniejszego klubowego trofeum. Ma go w dorobku tylko jeden jej gracz - Paulo Ferreira (w barwach innej drużyny), w szatni Bayernu takiego szczęśliwca nie znajdziecie. Czyli zamiast finału piłkarzy, którzy powygrywali już wszystko, mamy finał piłkarzy, którzy trofeum za triumf w Lidze Mistrzów oglądali tylko z daleka.

Zapraszam na mój blog: rafalstec.blox.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza

Zobacz więcej na temat:

Liga Mistrzów 2011/12 - mecze