Sport.pl

Wyścig, który zaczął zdzierać "Żelazną kurtynę". 33 lat temu Formuła 1 ruszyła na Hungaroringu

Kiedy Bernie Ecclestone spojrzał na widok miasta z pałacu Buda oniemiał - To najlepiej skrywany sekret świata - wypalił. Za wszelką cenę chciał zorganizować wyścig Formuły 1 za "żelazną kurtyną". Rozmowy w Moskwie ciągnęły się drugi rok i szanse na powodzenie zmalały do zera. Właśnie wtedy krewki szef Formuły 1 wycelował swój chudy palec w stolicę Węgier.

Wyścig Formuły 1 na wschodzie wydawał się pojęcie równie abstrakcyjnym jak Coca-cola dla każdego w PRL. Był początek lat 80., a Bernie Ecclestone uparł się, że dopnie swego i przeciągnie F1 na wschodnią stronę Europy. To nic, że zimna wojna trwała w najlepsze, niechęć Wschodu do Zachodu była silniejsza niż przyciąganie ziemskie, a stopień biurokracji przy tego typu przedsięwzięciach przeraziłby samego Herkulesa. Bernie był jednak niepodważalnym dowodem na istnienie demokracji autorytarnej. Wysłuchiwał różnych zdań, a decyzje podejmował sam, nie zważając na inne opinie. Miał też genialny zmysł do biznesu: kamery na bolidach F1 to jego pomysł, sprzedaż praw telewizyjnych w pakiecie na cały sezon, również jego, reklamy wzdłuż torów i można tak wymieniać jeszcze długo. Nigdy nie miał też problemów z zawieraniem dziwnych znajomości i wyrażaniem niepopularnych opinii jak choćby "Hitler był bardzo efektywny, mógł zarządzać wieloma osobami. Ja też preferuję mocny styl przywództwa".

Skąd ten pociąg do wyścigu tam, gdzie nikt o nim nie pomyślał? Doskonale zdawał sobie sprawę z biznesowego potencjału takiej imprezy. Wyobraźnia podpowiadała mu, jak obie strony zimnowojennego konfliktu wlepią oczy w taki wyścig. Zainteresowanie kibiców też powinno być duże. Jedyne wątpliwości mogły dotyczyć samej organizacji, ale od tego Bernie miał przecież specjalistów, którzy dokonywali cudów w wielu miejscach świata.

Oczywiście pierwsze kroki i rozmowy skierował w stronę Moskwy. Marzył o ulicznym wyścigu i bolidach F1 wijących się wokół Kremla i Soboru Wasyla Błogosławionego. Tyle, że rozmowy z partią okazały się trudniejsze niż przewidywał, a kolejne warunki przekraczały nawet jego możliwości. Przy okazji weekendu w Monaco w 1983 r. zwierzył się z tych problemów przyjacielowi. Tamas Rohonyi wysłuchał Berniego i zapytał: "A dlaczego nie Budapeszt?" Bernie znał Tamasa od lat, zresztą był przecież promotorem Grand Prix Brazylii. Rozmowa zrobiła się poważna, a Ecclestone bardzo serio potraktował całą sprawę. Skończyło się na tym, że wysłał przyjaciela do Budapesztu z misją wybadania sprawy. Nie mógł znaleźć lepszego kandydata. Rohonyi pochodził ze stolicy Węgier, chodził tam do szkoły, a część jego znajomych z podstawówki zajmowała ważne stanowiska w partii. Szybko odświeżył kontakty, trafił do odpowiednich osób i zrobił to, co do niego należało, zasiał ziarno.

Kiedy Bernie Ecclestone przyleciał do Budapesztu w 1985 r. miał już przygotowany grunt. Miał też sporo szczęścia, bo Węgrzy zastanawiali się akurat nad najlepszym sposobem promocji kraju. - Czy traktuje Pan to serio? - usłyszał Brytyjczyk podczas jednej z rozmów. - Przyleciałem tu w wolnym czasie, za własne pieniądze. Naprawdę uważacie, że nie traktuję tego serio? - odpowiedział Bernie, a Węgrzy zorientowali się, że stoją przed wielką szansą. Co prawda Ecclestone myślał raczej o ulicznym wyścigu, ale szybko ustalono, że lepszym rozwiązaniem będzie tor położony obok autostrady łączącej Budapeszt z Miszkolcem. - Nie potrzebowałem przekonywania mnie, że organizacja wyścigu Formuły 1 pasuje do naszych celów pokazania, że Węgry są otwartym krajem, zdolnym przystosować się do wymogów życia na Zachodzie - przyznał już w XXI w. były premier Węgier Jozsef Marjai.

Termin nie był sprzyjający. Zimna wojna dopiero miała się zakończyć, Gorbaczow nie ogłosił jeszcze pieriestrojki, a nad Europą wisiał wciąż strach po katastrofie w Czarnobylu. Kierowcy wybierający się do Węgier czuli niepokój. - To było coś zupełnie innego. Byłem jednocześnie podekscytowany, ale i zdenerwowany, bo nikt nie miał zielonego pojęcia co nam zaoferują Węgry. Może ludzie będą agresywni, a może mili z przymusu, czy my w tym wszystkim poczujemy się komfortowo. Pytań było wiele - opisywał emocje startujący w tym wyścigi Derek Warwick. - Zostaliśmy jednak niesamowicie pozytywnie zaskoczeni ciepłym przyjęciem. Aż trudno było sobie wyobrazić, że ludzie będą tak mili i przyjaźni.

Co prawda biurem prasowym zarządzał żelazną ręką były pułkownik armii węgierskiej Erik Laszlo, a inni wojskowi zajmowali wiele kluczowych stanowisk, ale imprezę zorganizowano perfekcyjnie. Aby ułatwić życie zespołom przywożącym sprzęt ciężarówkami, uruchomiono specjalny przejazd na granicy węgiersko-austriackiej. Wizy wydawano w ekspresowym tempie, a na parkingach powstałych na rżyskach wokół toru pojawiło się zaskakująco dużo zachodnich samochodów, robiących nie mniejsze wrażenie od bolidów Formuły 1. Zupełnie niepotrzebnie obawiano się o frekwencję. Według oficjalnych danych wyścig obejrzało na torze 200 tysięcy widzów, co okazało się rekordem w historii F1, pobitym dopiero pięć lat później w trakcie wyścigu w Adelajdzie.

Sam wyścig również okazał się bardzo ciekawy, choć żar lał się z nieba. Kibice obejrzeli legendarną batalię pomiędzy Ayrtonem Senną z Lotusa, a Nelsonem Piquetem z Williamsa. Wyścig wygrał starszy z dwójki Brazylijczyków, a na trzecim miejscu zameldował jego zespołowy partner z wielkim wąsem - Nigel Mansell. Do mety nie dojechało 16 z 26 startujących samochodów, w tym Alain Prost z McLarena. Nitka toru nie pozwalała na efektowne wyprzedzanie, ale kierowcy chwalili sobie trudne technicznie zakręty i przewyższenia Hungaroringu. Bernie Ecclestone znowu miał rację. Wyścig zachwycił i Wschód, i Zachód. Wschód zobaczył spektakl, o jakim do niedawna tylko marzył, a Zachód mógł poznać bardziej przyjazną twarz demonizowanego świata rządzonego przez Sowietów. Węgrzy do dziś twierdzą, że tym wyścigiem jako pierwszy zaczęli zrywać z karniszów kurtynę, która przez tyle lat oddzielała ich od normalnego świata. Wyścig na Hungaroringu odbywa się od tego momentu co roku, bez przerwy.Tylko Monaco i Monza mogą pochwalić się dłuższą serią.

Autor korzystał z artykułów Reutersa, autosport.com, motorsportweek.com oraz Auto Classics

Więcej o:
  • F1. Klasyfikacja MŚ kierowców

    lp. zawodnik punkty
    1 Lewis Hamilton 250
    2 Valtteri Bottas 188
    3 Max Verstappen 181
    4 Sebastian Vettel 156
    5 Charles Leclerc 132
    6 Pierre Gasly 63
    7 Carlos Sainz 58
    8 Kimi Raikkonen 31
    9 Daniił Kwiat 27
    10 Lando Norris 24
    11 Daniel Ricciardo 22
    12 Lance Stroll 18
    13 Kevin Magnussen 18
    14 Nico Hulkenberg 17
    15 Alexander Albon 16
    16 Sergio Perez 13
    17 Romain Grosjean 8
    18 Antonio Giovinazzi 1
    19 Robert Kubica 1
    20 George Russell 0

  • F1. Klasyfikacja MŚ teamów

    lp. team punkty
    1 Mercedes 438
    2 Ferrari 288
    3 Red Bull Racing Honda 244
    4 McLaren Renault 82
    5 Scuderia Toro Rosso Honda 43
    6 Renault 39
    7 Alfa Romeo Racing Ferrari 32
    8 Racing Point BWT Mercedes 31
    9 Haas Ferrari 26
    10 Williams Mercedes 1

Komentarze (21)
Wyścig, który zaczął zdzierać "Żelazną kurtynę". 33 lat temu Formuła 1 ruszyła na Hungaroringu
Zaloguj się
  • cycki_wadzajna_anus

    Oceniono 1 raz 1

    A co nasz waleczny naród zdobył lub wywalczył przez ponad 1000 lat istnienia?

  • student_zebrak

    Oceniono 1 raz 1

    Jesli chodzi o Cole, to juz w latach 60tych widzialem czerwone ciezarowki rozwozace ten skarb po Budapeszcie.

  • antymemo

    0

    "Polscy naukowcy stwierdzili drogą żmudnych analiz,
    że Coca Cola już nie szkodzi na socjalizm"
    M. Załucki (cytat z pamięci)

  • matnet77

    Oceniono 1 raz -1

    piewca komuny się znalazł. Była Pepsi-Cola. A władza dbałą że hej. Głównie organizując " ścieżki zdrowia " z zomowcami w roli trenerów.

  • ptakomysz

    Oceniono 4 razy -2

    W PRLu nie było CocaColi?
    I dobrze!
    Bardzo dobrze!
    Dlatego nie było takich grubych i kalekich dzieciaków jak dziś.
    Coca Cola to jest to samo co płyn odrdzewiacz.
    Niezdrowy.
    Władza dbała o zdrowie młodzieży.

  • kat_na_lemingi

    Oceniono 4 razy -2

    Dzień bez Roberta Kubicy to dzień stracony ;)
    Panie Gąsiorowski proszę to POprawić!

  • sthoss

    Oceniono 4 razy -4

    dzien bez f1, dniem straconym

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX