Sport.pl

F1. Uwaga, człowiek w bolidzie. Podaję rękę Kubicy i mówię: "Tylko ostro, panie kierowco!"

Radosław Leniarski
09.08.2010 , aktualizacja: 08.08.2010 23:21
A A A Drukuj
Robert Kubica czeka na partnera w Renault na 2011 rok Fot. LEONHARD FOEGER REUTERS Robert Kubica czeka na partnera w Renault na 2011 rok
Po 300 metrach mamy 200 km na godz. na liczniku i naprężenie mięśni szyi, po którym zostaną miesięczne zakwasy. Zakręt. Jeszcze pół G przeciążenia i moje gałki oczne zatrzymają się na szybce kasku
Baw się z nami w Wygraj Ligę! Wygraj 20 000 zł. »

Pusty tor Hungaroring, samochód wyścigowy Renault Trophy 3.0. Wejść do niego jest przejściem wielbłąda przez ucho igielne - człowiek musi przeciskać się między rurami, co udaje się tylko dzięki dwóm pomocnikom z zespołu Renault F1 Team. Pasy wyduszają z piersi ostatni dech i wtedy są zaciskane jeszcze mocniej przez Francuza, który z Pudzianem mógłby iść na rękę.

Kubica za kierownicą, w drugim samochodzie na linii startowej testowy pilot Renault Jerome d'Ambrosio - tam wciska się inny pasażer.

Każdy ich start tego dnia to ambicja i adrenalina, żeby wejść w pierwszy zakręt jako pierwszy. Kubica nie daje się testerowi, musi po 100 metrach mieć długość bolidu przewagi, d'Ambrosio chce pokazać, że też umie walczyć.

Spokojnie, to całkiem niezła zabawka

Podaję rękę Kubicy i mówię: - Tylko ostro, panie kierowco!

Kubica - spocony, krople potu kapią z jego nosa, czerwony, bo upał 30 stopni, a w kasku, balaklawie na głowie, kombinezonie z nomexu, to ze 60 st C. - mówi z uśmiechem, chyba politowania: - Spokojnie, to całkiem niezła zabawka!

Mówiłem później kolegom, na czym polega trudność: opisać ślepemu Picassa, głuchemu symfonię Góreckiego, ot co! Opisać trzeba kolejny wymiar, w którym żyją osobnicy innego gatunku. Kierowcy Formuły 1 zamieszkują świat, w którym obowiązują inne prawa fizyki, a dokładniej - gdzie króluje następny wymiar przestrzeni i energii: szybkość. Jest ona produkowana przez specjalnie skonstruowaną maszynę - bolid.

Wizyta zwykłego śmiertelnika - na chwilę - w tym świecie, jest gościną wycinanki łowickiej w krainie 3D.

Szybkość dla gościa ze świata ograniczonego do 130 km na godz. na autostradzie i 50 w mieście staje się plastyczna. I bolesna. Po 300 metrach mamy 200 km na godz. na liczniku i naprężenie mięśni szyi, po którym zostaną miesięczne zakwasy. To te mięśnie, które zginają głowę przy potakiwaniu. Juan Pablo Montoya twierdził, że wykonuje serię 300 powtórzeń skłonów głowy z obciążeniem 27,5 kg jako standardowy trening mięśni szyi.

Hamujemy, co skręca kręgosłup w drugą stronę i wyrywa ciało z pasów. Mark Webber kiedyś mówił, że gdy hamuje, czuje, że płuca obijają mu się o żebra z przodu klatki piersiowej. Pierwszy raz w życiu czuję, że oczy są połączone z mózgiem kabelkiem, a raczej gumką recepturką, która się napręża. Jeszcze pół G przeciążenia i gałki oczne zatrzymają się na szybce kasku.

Pierwszy zakręt jest w prawo - zwrot nagły, jakby w tył renault wyrżnął tir. Przecinamy tralki szykany, łuki, przy czym dla Kubicy dla wyprodukowania szybkości nie ma straconego metra. Zauważam, że śmieję się, ale chyba bezgłośnie, a może nie, wibrujący wizg silnika nie pozwala tego stwierdzić. To nie jest jazda, myślę, to walka o życie. Później ktoś z zespołu mówi mi, że Kubica ze względu na mnie jechał na 60 proc. możliwości. A ja przez pełne okrążenie sto razy byłem pewny, że z tego zakrętu nie wyjdziemy w jednym kawałku.

Takich okrążeń na torze Hungaroring podczas Grand Prix Węgier Polak wykonuje 70. Wokół niego jest 21 takich samych jak on straceńców. Wyścigów jest 19 w jednym sezonie. R30, którym jeździ Kubica jest o niebo bardziej skomplikowany niż renault trophy, wymaga o wiele większego natężenia uwagi, każdy błąd kosztuje więcej.

Jak zrozumieć świat Kubicy, jak zrozumieć go, gdy pcha się w wypalającą nerwy rywalizację o natężeniu emocji zupełnie niewyobrażalnym dla zwykłego zjadacza chleba? Przecież Kubicę one spalają tak jak innych. Nieraz miałem takie wrażenie, gdy tuż po wyścigu pytałem go o wydarzenia na torze. Wystrzeliwuje wtedy kilkadziesiąt słów na minutę, jakby opisywał przyspieszony film przesuwający mu się przed rozgorączkowanymi oczami.

Nie dotykać!!!

Renault, czyli nowy zespół Polaka, właśnie te pytania miał na myśli, organizując dzień zakończony jazdą bolidem R24, czyli modelem z 2004 roku.

To poważne wyzwanie.

2004 był sezonem, w którym bolidy biły niemal wszystkie rekordy torów, ale ten pojazd, do którego fachowcy z Renault po długim przeszkoleniu wpuścili amatorów, miał ograniczone obroty do 12 tys. (w 2004 obowiązywał limit 19 tys.). Mimo to można rozpędzić go do prędkości 200 km na godz. w cztery sekundy.

Nie wszystkim udało się ruszyć, choć zastosowano bardzo uproszczone procedury wyjaśniania świata Kubicy.

Wersja przewodnika dla amatorów wygląda następująco.

Nie dotykać kilkudziesięciu przycisków i pokręteł na kierownicy - dzięki nim wyścigowy kierowca może zmienić charakter samochodu z nobliwej limuzyny do narowistej wyścigówki, rejestrując kilkadziesiąt informacji o stanie bolidu w czasie rzeczywistym i odpowiednio na nie reagując w największej gorączce wyścigowej. To wirtuozeria, ale wirtuoza Rafała Blechacza nikt nie chce zepchnąć na bariery ochronne jak Michael Schumacher Rubbensa Barrichello w ostatnim Grand Prix.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się