Zobacz jak Massa przepuszcza Alonso na Z Czuba.tv » Na 47. okrążeniu wyścigu w Hockenheim, świetnie spisujący się Massa usłyszał w słuchawkach głos inżyniera Ferrari Roba Smedleya: "Cóż, Fernando jest szybszy od ciebie." Jako zdyscyplinowany członek zespołu Massa wiedział, co robić.
Po prostu odpuścił gaz   po wyjściu z ostrego zakrętu nr 6 i Alonso z łatwością pognał dalej. W efekcie kierowcy Ferrari zajęli dwa czołowe miejsca na podium, ale rozpętali wokół siebie burzę.
Polecenia służbowe są w Formule 1 niedozwolone. Ferrari będzie musiało zapłacić
karę w wysokości 100 tysięcy dolarów.  Sprawę skierowano także do rozpatrzenia podczas najbliższego posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych.
Jordan: Dla mnie to oszustwo - Ukradli nam szansę na oglądanie pojedynku koło w koło pomiędzy kierowcami - powiedział były właściciel zespołu F1 Eddie Jordan w rozmowie z BBC. - Dla mnie to oszustwo i obaj kierowcy powinni zostać wykluczeni - dodał. Takie zdanie wydaje się popierać większość kibiców. - Absolutnie obrzydliwe. Eddie ma rację. To okradanie nas, fanów - napisał jeden z nich.
Sprawa nie jest jednak jednoznaczna. Sam Jordan zdaje się nie pamiętać, jak w 1998 roku zabronił Ralphowi Schumacherowi wyprzedzić Damona Hilla na torze Spa, by zapewnić swojemu zespołowi podwójne zwycięstwo.
Jak zauważa komentator "Daily Telegraph" Tom Cary, problem poleceń służbowych zawsze był w F1 i zawsze będzie. Reguła jest pozornie prosta - nie wolno "ingerować w wynik wyścigu", ale wiadomo, że przepis jest nieegzekwowalny. - Jeżeli zespoły chcą, zawsze znajdą sposób by go obejść - pisze Cary i przypomina, że w tym sezonie o naruszeniu przepisu o team orders mówiło się już także w przypadku McLarena i Red Bulla podczas GP Turcji.
Zmienić przepisy? - Polecenia służbowe są obecne w zawodowym sporcie od zawsze. W kolarstwie kolarz wyrobnik zostaje ze swoim liderem, jeśli ten złapie gumę, bo razem łatwiej dogonić peleton. W skrajnych przypadkach ma nawet obowiązek
oddać rower liderowi - pisze w relacji z GP Niemiec dziennikarz "Gazety" i
Sport.pl Radosław Leniarski. Może nadszedł czas, by podobne zasady wprowadzić w Formule 1? - Kierowcy często przypominają nam, że to sport drużynowy, nie indywidualny. Poza tym to dyscyplina ogromnie komercyjna. Zespoły mają zobowiązania wobec udziałowców, sponsorów i fanów - przypomina Cary.
Martin Brundle, były kierowca wyścigowy, powiedział, że na miejscu szefa Ferrari wydałby taka samą dyspozycję. Jeszcze dalej posunął się jego kolega po fachu David Coulthard. - Cała zasada o poleceniach służbowych jest absurdalna. Nie powinno się ograniczać zespołów przed kontrolowaniem przebiegu wyścigu - uważa Brytyjczyk.
- Obecnie to nielegalne. Ferrari zostało przyłapane, i musi zapłacić. Ale może czas na zmianę przepisów? - pyta na koniec artykułu Cary.