Radosław Leniarski: Co pan myśli o dzisiejszej Formule 1, bez możliwości tankowania w czasie wyścigu? Nudna, co? David Coulthard: Ciekawe, że już pierwsze pytanie jest o tym. W Bahrajnie najpierw widziałem prowadzącego w wyścigu Sebastiana Vettela. Uznałem, że zmiana przepisów jest fantastyczna, że mój Red Bull wygra, że wszyscy będą szczęśliwi. Później Sebastian miał kłopoty z silnikiem. Wtedy uświadomiłem sobie, że przepisy wywołały nudy w wyścigu. Zauważyłem, że poza walką o prowadzenie dalej w stawce nie było praktycznie żadnego wyprzedzania. Ale nie można oceniać całego sezonu na podstawie pierwszego wyścigu. Za tydzień mamy Grand Prix Australii w Melbourne, a potem
Malezja. Dopiero wtedy będziemy widzieć pełny obraz. Mam nadzieję, że będzie to wyglądać lepiej niż w Bahrajnie.
Formuła 1 nie marnuje w ten sposób najlepszego czasu, z czterema mistrzami świata na torze, z Schumacherem na czele? - Zaczekajmy, aż walka o mistrzostwo świata się rozkręci. Czekam na sukces Red Bulla, bo jestem z tą stajnią związany od 2005 roku, i chcę zobaczyć ich z tytułami dla kierowcy i zespołu. Nie interesuje mnie, kto skończy na trzecim miejscu, ale jeśli publiczność nie będzie się dobrze bawić, odwróci się w stronę jednego z setek innych sportów. Dlatego musimy zobaczyć wielkich mistrzów walczących koło w koło.
Gdyby mógł pan zmienić coś natychmiast w F1, co by to było? - Coś w aerodynamice, by
samochody mogły podążać za sobą bliżej. Bolidy mają bardzo dobrą przyczepność, dużą moc koni mechanicznych, rozwijają szybkość dzięki dociskowi aerodynamicznemu, odwrotności tego, co powoduje, że samolot wzlatuje w powietrze. Trzeba by spowodować, by powietrze spływające z samochodu było czystsze, mniej zawirowane. Dzięki temu samochód rywala mógłby jechać bliżej, łatwiej byłoby wtedy z wyprzedzaniem.
Jak to zrobić? - Nie jestem specjalistą od aerodynamiki, ale chyba dla ludzkości, która w kosmos wysyła rakiety, nie będzie to zbyt trudne. To wymaga innego podejścia do konstrukcji samochodu i wyścigów, ale dzięki temu Grand Prix może być bardziej interesujące.
A co z pomysłami o wprowadzeniu podwójnie supermiękkich opon, dzięki którym trzeba by częściej zjeżdżać na zmianę ogumienia, albo o wprowadzeniu dwóch obowiązkowych wizytach w garażu podczas wyścigu? - Jest zasadnicza trudność, żeby z oponami zrobić coś awanturniczego. Dostawca dla F1 Bridgestone nie ma konkurencji, więc nie jest zainteresowany wydawaniem pieniędzy na rozwój ogumienia. Najlepsza sytuacja to wojna oponiarska, gdy dwa lub trzy koncerny walczą o znalezienie najlepszej mieszanki i o zwycięstwo.
Można by też znieść - chwilowo - ograniczenia obrotów silnika do 18 tys. na minutę. Każdy samochód dysponuje takim samym elektronicznym urządzeniem kontrolnym ECU i można sobie wyobrazić, że za pomocą jednego przycisku kierowca mógłby skorzystać z wyższych obrotów przez, powiedzmy, pięć sekund na okrążeniu. Wyprzedzanie byłoby łatwiejsze. Ktoś mógłby powiedzieć, że to trochę wydumane rozwiązanie, ale jeśli każdy kierowca mógłby wykorzystać wyższe obroty, powiedzmy, pięć razy w ciągu jednego wyścigu, manewr stałby się częścią taktyki zespołu. I ta taktyka byłaby w rękach kierowcy.
Jest też dość szalony pomysł startu w odwrotnej kolejności do zajętych miejsc w poprzednim wyścigu. Dzięki temu Fernando Alonso w Melbourne musiałby się przebijać przez całą stawkę samochodów, by wygrać kolejne GP. - Myślę, że to zwariowany pomysł. Przed Grand Prix Monako mamy wyścig w Hiszpanii. Jestem przekonany, że ostatni kierowca z Barcelony mógłby być zwycięzcą w Monako, bo na ulicach księstwa wyprzedzanie jest wprost niemożliwe. Byłoby to niesprawiedliwe. Najszybszy samochód powinien wygrać wyścig. Trzeba spowodować, by podczas wyścigu na torze było ciaśniej, a wyścigi bardziej zacięte.
Jak wygląda teraz hierarchia w F1? - Miło mi zakomunikować, że najszybszy jest Red Bull dzięki pokazowi szybkości w Bahrajnie. Jazda Sebastiana Vettela w kwalifikacjach i w wyścigu do momentu awarii silnika była bezbłędna. Niektórzy opisują Sebastiana jako młodego Schumachera, co jest kompletnie bez sensu. Jest przede wszystkim sobą i w przeciwieństwie do Michaela jest otwarty, choćby na media, bardzo lubiany w padoku. Michael był zbyt zamknięty w sobie i nie dawał tyle z siebie, co Sebastian.
Bardzo blisko za Red Bullem jest Ferrari.
Dlaczego za Red Bullem? - Wygrali jeden wyścig, bo Vettelowi szwankował silnik. Przewaga szybkości leży po stronie Red Bulla.
A dalej? - McLaren, prawdopodobnie Mercedes, potem Renault. I dalej słabsi. To raczej rozczarowujące dla fanów Roberta Kubicy, że nie ma lepszego samochodu. Nie będzie miał z Renault łatwego życia w tym sezonie.