Każdy detal będzie ważny w tym prawdziwym szaleństwie szybkości, które czeka nas w nieprzewidywalnym sezonie 2010. Według wstępnych ocen aż ośmiu kierowców ma szansę wywalczyć tytuł. Czterech z nich to mistrzowie świata, którzy zdobywają trofea nieprzerwanie od 10 lat, gdyby nie liczyć Kimiego Räikkönena.
Red Bull w zeszłym roku do ostatnich wyścigów goniący Jensona Buttona w Brawn GP wysłał teraz 18-osobową załogę zmieniaczy kół na zgrupowanie wydolnościowe. W pięciogwiazdkowym ośrodku sportowym Bisham Abbey schudli, stali się sprawniejsi, bo trenowali dwa razy dziennie pod okiem najlepszych fachowców. I podobno poprawili się - zamiast czterech czy pięciu sekund na zmianę, co widać było na przedsezonowych testach w Barcelonie, zmieniają koła bolidów Sebastiana Vettela i Marka Webbera w 1,8 s! Wcześniej mechanicy Williamsa zaklinali się, że zeszli poniżej 3 s, zaś ci od Roberta Kubicy, czyli fachowcy z Renault, że wykonują zmianę w 2,8 s.
Wysłanie półtora tuzina ludzi na zgrupowanie za 50 tys. funtów, aby poprawić się o 2 s, nie wygląda na akcję zatwierdzoną przez rozsądnego księgowego, ale to pozory. W sezonie bez możliwości tankowania podczas wyścigu na zmianie opon można zyskać zaledwie ułamki sekund, za to stracić można aż kilkadziesiąt razy więcej, a jednocześnie cenne punkty na mecie, w konsekwencji - gigantyczne pieniądze z podziału zysków Formuły 1. Udziały są bowiem uzależnione od miejsc po wszystkich 19 wyścigach. Magia cyfr w F1 jest prawdziwa i potężna, ale może nie jest jedyną magią.
W ostatnim wywiadzie dla Autosport.com szef Renault Eric Boullier powiedział, że Kubica i jego kolega z Rosji Witalij Pietrow testowali na każdym treningu z pełnym lub prawie pełnym obciążeniem paliwem, czyli z blisko 170 kg benzyny w baku. - Robiliśmy tak, bo moim zdaniem to najlepsza droga do zrozumienia samochodu i ulepszenia go - powiedział Boullier.
To słowa, które fanom Kubicy powinny mocno zapaść w pamięć.
Dotąd za faworytów uznawano Fernando Alonso i Felipe Massę z Ferrari, Lewisa Hamiltona i Jensona Buttona z McLarena, Michaela Schumachera i Nico Rosberga z Mercedesa oraz duet z Red Bulla. Jednak wyniki testów mogły prowadzić do fałszywych wniosków, bo różnice w masie bolidów pędzących po torze w tym samym momencie mogły wynosić nawet ponad 150 kg, czyli około 20 proc.
Słowa Boulliera klarują odrobinę mętny obraz, jaka jest kolejność na torze i ile wynoszą różnice.
Gdyby było tak, jak mówi szef Renault, można bowiem trochę inaczej zinterpretować wyniki testów. Zwłaszcza długie, ośmiodniowe treningi w połowie lutego w Jerez, gdzie Kubica wykorzystując jedno z nielicznych bezdeszczowych przedpołudni, osiągnął drugi czas - po mistrzu świata Buttonie.
Szef Renault powiedział, że jego zespół jest bardzo blisko czterech najmocniejszych teamów: Ferrari, Red Bulla, McLarena i Mercedesa. Stwierdził, że jest tak również dzięki Kubicy, który w czasie testów w garażu przebywa od rana do nocy, szuka wspólnie rozwiązań, pomaga zanalizować dane, jest niemal non stop do dyspozycji mechaników, tak jakby znów uwierzył, że to coś da i że w Formule 1 ważna jest nie tylko magia cyfr, ale też magia człowieka.
W poprzednim zespole, zdominowanym przez mechaników biurokratów, wierzyć w to nie mógł.