Sport.pl

F1. Jak wznieść trofeum jeszcze przed Raikkonenem, czyli z wizytą za kulisami GP Węgier [FOTORELACJA]

Kimi Raikkonen nie odezwał się do mnie nawet słowem, ale w ramach zemsty udało mi się dotknąć jego pucharu, jeszcze zanim zdążył w ogóle na niego spojrzeć. A przynajmniej tak mi się wydaje. W ostatni weekend trafiłem za kulisy GP Węgier, gdzie udało mi się zajrzeć do garażu Lotusa, zobaczyć z bliska rozłożone na części bolidy i doświadczyć tego, czego podczas GP Formuły 1 doświadczają najważniejsi goście.
Najbardziej prestiżowa seria wyścigowa na świecie - dla wielu wspaniały sport, dla innych tylko wspaniałe show - w ostatni weekend zajechała na Węgry. GP Węgier - po raz czwarty już - wygrał Brytyjczyk Lewis Hamilton . Dzięki zaproszeniu od zespołu Lotus i jednego z ich głównych sponsorów, Burna, przez cały weekend mogłem trzymać się blisko centrum wydarzeń i zaglądać tam, gdzie mało któremu śmiertelnikowi udaje się zajrzeć.

Sobota rano. Organizm odczuwa jeszcze zmęczenie po piątkowej imprezie Burn Yard , ale już czas wyruszać w blisko 40-minutową drogę na położony pod Budapesztem Hungaroring. Od razu kierujemy się do klubu padokowego, do którego wstęp mają tylko najważniejsi i najbogatsi goście. Najważniejsze zespoły mają własne, prywatne "kluby w klubie", gdzie wchodzą tylko ich specjalni goście. Zmierzamy więc do klubu Lotus F1 Team.

Poza wielkimi ekranami, obietnicą obiadu i umieszczonym za szybą ekwipunkiem zespołu czekają na nas m.in. zestawy prezentów, które w dużej mierze okazują się przydatnym sprzętem - w ich skład wchodzą np. zatyczki do uszu (większość kibiców ich używa, ale moim zdaniem pozbawiają się w ten sposób dużej części bolesnej, decybelowej przyjemności) czy słuchawki - łącząc się z siecią na terenie lokalu Lotusa, można uzyskać dostęp do radia zespołu i słyszeć przez cały czas rozmowy, jakie prowadzą ze sobą jego członkowie.



Dobiega jedenasta, wkrótce rozpocznie się trzeci trening. Udajemy się na wycieczkę do garażu Lotusa. Jedna z najważniejszych rzeczy, jakie usłyszymy po drodze, to przypomnienie, że w garażu kategorycznie nie możemy robić zdjęć. Obiecujemy, że będziemy grzeczni. Nie chcemy mieć na karku F1, FIA, KGB ani CIA. Kilka razy kusi jednak, żeby wyjąć telefon. Zwłaszcza że człowiek przestawia się w trakcie takiego weekendu na mentalność japońskiego turysty i ręka do spustu migawki wędruje mimowolnie. Np. wtedy, gdy orientuje się, że ten relaksujący się tuż obok, siedzący na stole mężczyzna, to zawodnik Lotusa Romain Grosjean.

Dość jednak o garażu, bo skoro nie można robić jego zdjęć, to może i pisać zbyt wiele nie wypada. Można za to wspomnieć, iż rzuca się w oczy, że nogi padokowych turystów najczęściej noszą ich tam, gdzie można znaleźć cokolwiek związanego z legendarną ekipą Ferrari, która rządziła F1 jeszcze kilkanaście lat temu. To przy garażu włoskiej stajni tłoczą się największe tłumy, gdy pit lane zostaje otwarty dla zwiedzających. To charakterystyczna czerwona barwa budzi największe emocje. Trzeba jednak przyznać, że ten żywy kolor rzeczywiście przykuwa wzrok.



W uwiecznionej powyżej alejce rozstawione są dwa typy budowli. Po lewej stronie znajdują się domy, w których mieszkają opony. Jest ich mnóstwo. Po prawej stronie znajdują się domy ekip, podczas weekendu wyścigowego służące członkom zespołu - także kierowcom - za noclegownię, restaurację czy miejsce relaksu. Ich rozmieszczenie zależy od osiągniętych przez zespoły w zeszłym sezonie wyników.

Mistrz Red Bull ma prawo do najbardziej prestiżowego miejsca. Kształt, wygląd czy nawet wielkość obiektu jest całkowicie dowolna. Wszystko zależy od zasobności portfela i chęci wywarcia wrażenia. Lotus stawia np. na znacznie skromniejszy budynek, podczas gdy tymczasowa siedziba Red Bulla może uchodzić za mały hotel.



Wracamy na górę, czyli do padokowego klubu. Idąc korytarzem, podziwiać możemy wielkoformatowe, historyczne zdjęcia. Zatrzymujących się przy nich osób nie ma co prawda tak wiele, ale niektórzy mogą być już do nich przyzwyczajeni. Ja przystaję co kilka kroków, aby się poprzyglądać (ach, ten czar, ten styl, te fryzury!).



Poza niezłym widokiem na tor, w padokowym klubie znajdziecie wybór strawy i napitków, wygodne siedzenia i wielkie telewizory, kącik masażu czy symulator Formuły 1, przy którym kolejka właściwie się nie kończy. Nie jestem w stanie stwierdzić z pełnym przekonaniem, czy daje on frajdę, bo głównie czułem frustrację. Dopiero na ostatnim, trzecim okrążeniu poczułem się na trasie pewniej. Po (i tak przecież uproszczonym) przejeździe musiałem w końcu uznać, że praca kierowcy F1 nie należy do najłatwiejszych.



Zbliża się pora obiadowa. Po przystawce z podpalanego tuńczyka czas na danie główne. Wybieramy, na co mamy ochotę. W kolejce oczekiwać będą jeszcze desery, ale one będą musiały trochę zaczekać. Nadchodzi bowiem pora na pit lane walk, na który zaproszony zostają wszyscy obecni w padokowym klubie. Prawie wszyscy wybiorą się na spacer.



Spacer zaczyna się przy wyjeździe z pit lane na prostą startową. To tutaj bolidy, które musiały zjechać do serwisu np. na zmianę opon, włączają się z powrotem do jazdy. Amatorzy zdjęć zaczną fotografować się już na tle drogi wylotowej z alei i pierwszego wirażu.



Wszyscy goście padokowego klubu mogą przespacerować się wzdłuż pit lane, a goście poszczególnych zespołów mają też prawo (a może i obowiązek - członkowie ekip gorąco zapraszają i nie uznają sprzeciwu) przejść przez taśmę odgradzającą kawałek asfaltu należący do poszczególnych teamów od wspólnego terytorium i przyjrzeć się gadżetom "swojej" ekipy z bliska. Tak wygląda podróż w górę alei serwisowej.



Docieramy więc do strefy Lotusa, w którą momentalnie zostajemy wciągnięci. Tam zastajemy maszyny rozebrane na części. Każdej z nich możemy się przyjrzeć, choć, oczywiście, nie możemy się nimi pobawić. Możemy za to zrobić sobie zdjęcie z kierownicą. Jeszcze jedno "oczywiście" - nie wolno przekraczać wejścia do garażu.







W tej skrzyneczce znajduje się najbardziej analogowa pomoc świata, jaką jesteście w stanie sobie wyobrazić w sporcie wykorzystującym tak zaawansowaną technologię. Przez dziurę w osłonie członkowie ekip wystawiać będą w czasie zawodów tablice z informacjami dla kierowców.



Za reklamami LG ukrywa się most, którym goście padokowego klubu przejść mogą na trybunę główną. Przechodzę, aby z trybun obejrzeć dwie pierwsze części kwalifikacji.

Efekt jest dość podobny, jak po drugiej stronie, jednak klub ma taką przewagę, że położony jest bezpośrednio nad garażami, co umożliwia znacznie lepszą obserwację wydarzeń w alei serwisowej i ruchu mechaników. To daje dużą frajdę. Poza tym na trybunach nieco bardziej daje się we znaki potworny upał. Dobrze za to słychać spikera, którego komentarz jest naprawdę przyjemny (po drugiej serii kwalifikacji krzyczaał "and Jenson Button is out! What is wrong with that guy...?").



Z toru urywamy się nieco wcześniej, niż planowaliśmy, bo według pierwotnych zapowiedzi mieliśmy spotkać się tam z Romainem Grosjeanem, ale po niezłym występie trzecim treningu zapowiedziano nam, że jeśli dobrze pójdzie mu również w kwalifikacjach, Francuz może się trochę spóźnić. Po tym, jak Grosjean rzeczywiście wywalczył trzecie miejsce startowe, okazało się, że kierowcę tak bardzo pochłonęły wywiady i wizyty w zakładach pracy, że nie znajdzie dla nas czasu. Trudno, i tak wrócimy tu w niedzielę.



Tak jak zapowiadałem - wróciliśmy. Niedzielny program zbliżony jest do sobotniego. Zaczynamy od wizyty w garażu. Zapach palonej gumy jest fantastyczny. Tym razem dostajemy też pozwolenie na przejście na drugą stronę, skąd wolno już robić zdjęcia. Hmm, a czy z takiej odległości nie uda mi się podkraść żadnych sekretów? Zastanawiam się też, czy ekipa zaczyna mnie rozpoznawać. Może gdybym ubrał się w taką samą koszulkę Lotusa, udałoby mi się trochę pomajstrować przy maszynach?



Z powrotem w klubie Lotusa. Właśnie przyszedł do nas odpowiedzialny za kontakty z partnerami technologicznymi pracownik zespołu, który bardzo długo wyjaśnia nam, jak działają konkretne przyciski na kierownicy. Wiele razy sam się gubi, ale tłumaczy, że kierownica jest konfigurowalna jak komputerowy joystick i obaj kierowcy Lotusa (Raikkonen i Grosjean) mają różne funkcje zaprogramowane pod różnymi przyciskami. Sprzęt, który oglądamy, jest tylko niefunkcjonalną kopią prawdziwej kierownicy, ale i tak jest cholernie drogi.



Nieco później - zgodnie z rozkładem - na tzw. meet & greet przybył do nas sam Kimi Raikkonen. Przybył, zobaczył, zniknął. Gdybym zamknął na chwilę oczy albo odwróciłbym się w stronę toru, pewnie nigdy nie zauważyłbym, że tam był. Poinformowano nas, że Raikkonen ma tak mało czasu, że każdej osobie może podpisać się tylko raz (wszyscy wybrali do tego celu znalezione w worku z prezentami maleńkie repliki jego kasku).

Raikkonen, jak to on, nawet się nie odezwał, a kaski podpisał nie jak Iceman (to ksywa zimnego jak lód i milczącego jak głaz zawodnika z Finlandii) lecz jak Machineman. Machał ręką jak na taśmie produkcyjnej i po kilkudziesięciu sekundach już go nie było.



Można było więc zwrócić się znów w stronę toru, na który za chwilę wyjeżdżać mieli zawodnicy rywalizujący w serii Porsche Supercup (za nami już zmagania w klasach wyścigowych GP3 i GP2). Piękne Porsche do pokonania miały zaledwie czternaście okrążeń. Trzeci najlepszy czas tego dnia wykręcił polski zawodnik, Jakub Giermaziak.



Czas goni coraz bardziej nieustępliwie, wydarzenie dnia zbliża się wielkimi rykami silników. Pora zasiąść do stołu. Tym razem w menu królują owoce morza, których (nieco niepokojący) zapach od samego rana roznosił się po całym klubie. Przez moment obawiałem się nawet, że przeniosłem się do jednej z mieścin z powieści H. P. Lovecrafta.



Kucharz znowu stanął na wysokości zadania, ale nie mamy czasu go chwalić, bo od teraz wszystko dzieje się coraz szybciej. Nieco ponad godzina do wyścigu. W tym samym czasie odbywają się niedzielny pit lane walk i parada kierowców (jazda torem w zabytkowych/śmiesznych samochodach połączona z machaniem do kibiców). Trochę żal nam parady, którą z alei serwisowej będzie kiepsko widać, ale ponownie wybieramy się na spacer. Zwłaszcza że tego dnia będziemy mieli m.in. okazję zobaczyć rozgrzewkę ekip serwisowych, odpowiadających za przykręcanie kół podczas błyskawicznych pit stopów. Gościom może się jednak wydawać, że to zorganizowana specjalnie dla nich pokazówka.



Zgadnijcie, w jakim miejscu na torze ludzie najchętniej się fotografują? Nie wpadłbym na to, ale to umieszczona na początku alei serwisowej tablica z hasłem "Bernie mówi: myśl, zanim poprowadzisz" - to wymyślona przez FIA (Międzynarodowa Organizacja Samochodowa) i bossa F1, Berniego Ecclestone'a, akcja propagująca zdroworozsądkową jazdę wśród zwykłych kierowców. Goście spoglądali na nią zapewne, jakby niechcący miała nieco ironiczny wydźwięk - Ecclestone znany jest z ekscentrycznych pomysłów, które zdaje się werbalizować jeszcze zanim pomyśli.



Ten tłum na starcie oznacza, że wyścig wkrótce się zacznie. Odgrywany jest hymn Węgier, trwają oficjalne ceremonie. Bolidy - jak widoczne na zdjęciu Ferrari, model F138 - powoli wyłaniają się ze swoich zacienionych kryjówek.



Kilkanaście minut do godziny czternastej. W pełni wyluzowany Raikkonen wybiera się na start. Reprezentant Lotusa nie jest przez nikogo niepokojony. Dziennikarze chyba nauczyli się, że i tak niczego z niego nie wyduszą.



Dziennikarka właśnie dostała kosza od mniejszej gwiazdy Lotusa, kierowcy nr 2, Romaina Grosjeana, który tylko machnął na nią ręką i dalej szedł pewnie w kierunku startu. To raczej jednak nie dlatego, że Francuz jest antypatyczny - kierowca zdaje się skupiać, zamykając się w swoim własnym świecie, nierozpraszany przez nikogo. Za chwilę będzie już po okrążeniu dojazdowym. Następuje zwolnienie blokady i...





... ruszyli! Do tej pory hałas był dość silny, ale to, co dzieje się teraz, przechodzi ludzkie wyobrażenie. Nadal nie decyduję się jednak na zatyczki. Skoro wizyta reklamowana jest nam jako "full experience", to chcę dostać "full experience". Głowa będzie potem miała o to pretensje, ale wiem, że decyzja jest słuszna. Poniżej skleiłem krótkie fotostory o tym, jak wyglądała praca mechaników Ferrari przy pierwszym pit stopie (z klubu Lotusa mieliśmy właśnie taki widok).

Mechanicy w czerwieni od początku wyścigu kręcili się w boksie, gotowi na przyjęcie swojego kierowcy. Pit stopy oglądane na żywo trwają jeszcze krócej, niż wydaje się to w telewizji. Czy oni w tak krótkim czasie zdążyli w ogóle dotknąć tych kół?



A to właśnie pomoc, o której wcześniej wspominałem. Pracownicy ekip wybierają ze skrzyneczki tabliczki z odpowiednimi cyframi i literami i wsuwają je w ramki, a następnie wystawiają przez lukę, na każdym kółku informując w ten sposób kierowcę o pozycji, liczbie pozostałych do zakończenia wyścigu okrążeń oraz różnicy czasowej między ścigającym go a ściganym przez niego rywalem.



Jeżeli widzicie exodus z alei serwisowej, to znaczy, że wyścig dobiega końca. Najlepszym do mety pozostało jedno okrążenie. Członkowie ekip biegną z całych sił na metę, aby na własne oczy przekonać się o tym, jak to się skończy. Nie muszą obawiać się pozostawiania miejsc pracy bez opieki - w końcu na pit stop żaden z ich kierowców raczej już na swej ostatniej prostej startowej nie zjedzie.



I to by było na tyle. Lewis Hamilton cieszy się ze zwycięstwa, Sebastian Vettel jest dopiero trzeci, a w klubie Lotusa też strzelają korki od szampanów i panuje euforia. Nawet na twarzach szeregowych członków ekipy widać autentyczną radość i zaangażowanie. Strach pomyśleć, jak byśmy świętowali, gdyby Raikkonen wygrał.

Choć Grosjeanowi nie udało się obronić pozycji z kwalifikacji, to właśnie Iceman po dobrej jeździe, opatrzonej znakomitą strategią, wspiął się aż na drugą pozycję i dał Lotusowi największy powód do radości. Kibice z trybun też mają frajdę, bo mają okazję dokonać inwazji na tor. Tłumy wylewają się na rozgrzany asfalt, wśród powiewających flag dostrzec można również polską.



- Jeszcze się nie rozchodźcie, za chwilę trafi do nas trofeum za drugie miejsce - słyszymy. I faktycznie, szampan nadal leje się do kieliszków, a puchar pojawia się w klubie tak szybko, że mam wątpliwości, czy Raikkonen zdążył choćby rzucić na niego okiem. Goście ruszają, aby zrobić sobie zdjęcie z nagrodą. Pracownica Lotusa cały czas asekuruje trofeum i jest przerażona, gdy raz na jakiś czas goście zupełnie wyrywają je jej z rąk.

Na szczęście nic złego się nie stało, Kimi jeszcze zdąży się nim nacieszyć. Jak i ja (na zdj. z prawej) miałem okazję. Przybyłem, zobaczyłem, wygrałem. I, nie ukrywam, bawiłem się w weekend na Hungaroringu naprawdę świetnie.



Marek Kuprowski

Więcej o:
  • F1. Klasyfikacja MŚ kierowców

    lp. zawodnik punkty
    1 Lewis Hamilton 338
    2 Valtteri Bottas 274
    3 Charles Leclerc 221
    4 Max Verstappen 212
    5 Sebastian Vettel 212
    6 Carlos Sainz 76
    7 Pierre Gasly 73
    8 Alexander Albon 64
    9 Daniel Ricciardo 42
    10 Nico Hulkenberg 35
    11 Sergio Perez 35
    12 Lando Norris 35
    13 Daniił Kwiat 33
    14 Kimi Raikkonen 31
    15 Kevin Magnussen 20
    16 Lance Stroll 19
    17 Romain Grosjean 8
    18 Antonio Giovinazzi 4
    19 Robert Kubica 1
    20 George Russell 0

  • F1. Klasyfikacja MŚ teamów

    lp. team punkty
    1 Mercedes 612
    2 Ferrari 433
    3 Red Bull Racing Honda 323
    4 McLaren Renault 111
    5 Renault 77
    6 Scuderia Toro Rosso Honda 59
    7 Racing Point BWT Mercedes 54
    8 Alfa Romeo Racing Ferrari 35
    9 Haas Ferrari 28
    10 Williams Mercedes 1

  • F1. Klasyfikacja MŚ kierowców

    lp. zawodnik punkty
    1 Lewis Hamilton 338
    2 Valtteri Bottas 274
    3 Charles Leclerc 221
    4 Max Verstappen 212
    5 Sebastian Vettel 212
    6 Carlos Sainz 76
    7 Pierre Gasly 73
    8 Alexander Albon 64
    9 Daniel Ricciardo 42
    10 Nico Hulkenberg 35
    11 Sergio Perez 35
    12 Lando Norris 35
    13 Daniił Kwiat 33
    14 Kimi Raikkonen 31
    15 Kevin Magnussen 20
    16 Lance Stroll 19
    17 Romain Grosjean 8
    18 Antonio Giovinazzi 4
    19 Robert Kubica 1
    20 George Russell 0

  • F1. Klasyfikacja MŚ teamów

    lp. team punkty
    1 Mercedes 612
    2 Ferrari 433
    3 Red Bull Racing Honda 323
    4 McLaren Renault 111
    5 Renault 77
    6 Scuderia Toro Rosso Honda 59
    7 Racing Point BWT Mercedes 54
    8 Alfa Romeo Racing Ferrari 35
    9 Haas Ferrari 28
    10 Williams Mercedes 1

Komentarze (12)
F1. Jak wznieść trofeum jeszcze przed Raikkonenem, czyli z wizytą za kulisami GP Węgier [FOTORELACJA]
Zaloguj się
  • aniorek

    Oceniono 30 razy 26

    kimi jest zimny jak lod tylko dla dziennikarzy. w finlandii jest uwielbiany, bo nie pozuje jak malpka medialna (lewis h.), tylko jest po prostu rownym gosciem, mimo slawy i kasy. w szwajcarii mniejszosc finska trzyma sie razem i czesto spotykaja sie z kimim, rowniez w jego domu.

  • maciopl98

    Oceniono 25 razy 23

    Gratuluję, wygrał Pan w moim indywidualnym plebiscycie na artykuł tygodnia. Genialne!

  • karl81

    Oceniono 6 razy 4

    Kiedy przestaje udawać krytyka filmowego i zamiast mówienie wybiera pisanie coś tam ciekawegojest w stanie zklecić. Daj se Marek spokój z tym pseudo-magazynem filmowym.

  • k.zet88

    Oceniono 3 razy 3

    Panie Marku a ja się świetnie bawiłam czytając Pańską relację! :D świetne pióro! Czysto, lekko i przyjemnie! chyba pierwszy raz w życiu przeczytałam sportową relację do samego końca :P i żałowałam, że ten właśnie nastąpił.. ;/ Proszę o więcej i Pozdrawiam! :)

  • sselrats

    Oceniono 11 razy 1

    Uaaau... piwo w puszkach....

  • zirdiel

    Oceniono 9 razy -3

    Troche mnie denerwowało to ciągłe powtarzanie, o tym że redaktor znajduje się w honorowej loży dla specjalnych ludzi. Fajnie, ale po co to ciągle powtarzać?
    Poza tym artykuł czyta się w miarę przyjemnie, zdjęcia widać, że nie profesjonalne, ale przy czytaniu opisów można sobie rzeczywiście wyobrazic, jakby się tam było.

  • dziobak341

    Oceniono 23 razy -7

    Prędzej GP Węgier, które odbywa się obok Budapesztu, a nie GP Budapesztu...

  • popijajac_piwo

    Oceniono 54 razy -20

    "Kimi Raikkonen nie odezwał się do mnie nawet słowem, ale w ramach zemsty udało mi się dotknąć jego pucharu"

    Pierwsze zdanie i odniechciało mi się czytać dalej zakompleksionego redaktorka...

  • klint.lugg

    Oceniono 32 razy -20

    Drogi Panie "Marek Kuprowski"
    Trofeum jest to rodzaj zdobyczy, ktora sie zdobywa lub otrzymuje - ale nie wznosi
    coprawda trofeum mozna "wynisic na piedestaly"

    Panu chodzilo chyba o toast - ktorego sie wznosi (no chyba, ze Pan nie wie o co chodzi - a to zmienia sprawe)

    coz, Dr google nie uzupelni brakow w wyksztalceniu :(

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX