Vettel, dwukrotny już najmłodszy mistrz świata, wygrał 11 z 18 wyścigów. Poza podium znalazł się tylko dwukrotnie. Z pierwszego pola startowego ruszał aż 15 razy, co w jednym sezonie jest osiągnięciem rekordowym. Mistrzostwo zapewnił sobie pięć wyścigów przed końcem.
392 punkty, które zdobył Niemiec, to też rekord Formuły 1. I byłby nim nawet wtedy, gdyby dorobek Vettela zliczyć według poprzedniej punktacji, w której nagrodą za zwycięstwo było 10, a nie 25 punktów. Taka obowiązywała w latach 2003-09, ale najlepsi w tym okresie Michael Schumacher i Fernando Alonso w szczytowych sezonach zdobywali odpowiednio 148 i 134 punkty.
Słowem, Vettel i Red Bull zdominowali zakończone w niedzielę mistrzostwa.
Prowadzona w letniej atmosferze walka o drugie miejsce (zdobył je Jenson Button z McLarena, który wyprzedził Webbera i Alonso) nie zrekompensowała braku emocji kibicom, którzy - patrząc na poprzednie sezony - mogą czuć się zawiedzeni. Rok temu Vettel zdobył tytuł, wyprzedzając Alonso w ostatnim wyścigu, a w 2008 roku Lewis Hamilton odebrał mistrzostwo Felipe Massie, wyprzedzając jednego z maruderów na ostatnim okrążeniu ostatniego wyścigu!
Kibicowi dogodzić jednak trudno - w latach, kiedy walka o tytuł trwała do ostatnich chwil, narzekano, że wyścigi są monotonne, że kierowcy się nie wyprzedzają, że najważniejsze są kwalifikacje i miejsce na starcie. Szefowie Formuły zdecydowali się na zmiany przepisów i poszli w dobrym kierunku - ruchome tylne skrzydło pomagające atakującym, dopalacz KERS oraz szybko zdzierające się
opony sprawiły, że liczba akcji na torze zwiększyła się istotnie. Jeszcze przed niedzielnym wyścigiem w Sao Paulo wyliczano, że w całym sezonie było aż ponad 1,1 tys. wyprzedzeń - ta imponująca liczba dotyczy wszystkich zmian miejsc w stawce (także tych tuż po starcie czy podczas zmiany opon), ale z drugiej strony gołym okiem widać było, że efektownych manewrów jest więcej.
Z sukcesami ganiali się słabeusze w końcu stawki i byli mistrzowie w walce o miejsca na podium - tak jak np. Button z Alonso w niedzielę. Zmiany przepisów sprawiły też, że kierowcy w szybkich samochodach, którzy przypadkiem po starcie zawieruszyli się na końcu, mogli wykorzystać moc bolidu i swój kunszt, by walczyć o dobre miejsce - Webber w Chinach przebił się z 18. pozycji na trzecią, Button osiągnął taki sam wynik w Belgii, choć przez moment był 19., a Michael Schumacher w tym samym wyścigu z 24. miejsca awansował na piąte.
Czego zatem potrzeba Formule 1, by prócz widowiskowych wyścigów, sezon do końca był emocjonujący? Tu filozofii nie ma - lepszej formy najbardziej utytułowanych zespołów w historii. Bo w tym roku Ferrari i McLaren przegrywają z Red Bullem z kretesem. Vettel aż 739 okrążeń, czyli 65 proc. sezonowego dystansu, przejechał na prowadzeniu. Jeśli Alonso, Hamilton czy Button nie będą mieli aut, w których mogliby się przeciwstawić młodemu Niemcowi, za rok może być podobnie nudno.